A, że jaki ładny piesek! jeszcze młody! A jaka to rasa? Ajajajajaj! A czy duży urośnie? można pogłaskać? Oj! ti ti ti ti! Ależ on się cieszy, że mnie widzi! Chyba piesek zmęczony? A, że może pobawić się chce? Puści go pani z tej smyczy, niech se pobiega. A czemu na obróżce? A, że nie na szeleczkach? Jak miałam pieska w '39 to tylko w szeleczkach. Co go pani tak ciągnie? Się udusi biedaczek... boże, ale rzęzi. Niechże pani poczekaaaa! Tylko chciałam się przywitaaać!
Sąsiedzi, którzy od lat ledwie mnie zauważali i niechętnie odbąkiwali na mojego uprzejmego Dzieńdobra, nagle witają się ze mną wylewnie i serdecznie. Zapytują o zdrowie moje i pieska. Zagajają przyjaźnie: a, że jaki ładny piesek! jeszcze młody! A jaka to rasa? Ajajajajaj! A czy duży urośnie? Można pogłaskać? oj! ti, ti, ti! Ależ on się cieszy, że mnie widzi... a wie pani, syn do mnie wczoraj przyjechał, z synową... Zwierzają się i zdradzają mi rodzinne tajemnice. Nie miałam pojęcia...
Wiadomo, że każdy psa ma, albo miał. Albo jego sąsiad ma... miał... brat, kuzyn, pociotek miał psa. Albo widział w telewizji każdy, bo oglądał jeden odcinek "Przygarnij mnie" i wie, wie najlepiej, że chyba piesek zmęczony? a, że może pobawić się chce? puści go pani z tej smyczy, niech se pobiega. A czemu na obróżce? a, że nie na szeleczkach? a, że piesek musi się przywitać, obwąchać, niechże się pani nie boi, Krystyna nic mu nie zrobi! wrrrr! hał! hał! kłap! kłap! eeee... no co ty, Krystyna, szczeniaczka chcesz gryźć? Każdy wie najlepiej.
Starsza pani z sakwą na brzuchu już z 50 metrów ciurla mi do psa. Wyciąga z zasobnika smaczki wielkości kajzerek i ciurla... Ajajajajaj! Oj! ti ti ti ti! Ajajajajaj! Pies prawie z futra wyłazi, szarpie się, rzęzi, jęczy i skowyczy jak zarzynany, a miłośniczka szczeniaczków wtóruje mu radośnie i pieje nieustannie. Podbiega z wyciągniętym w łapie smakołykiem. Atakuję ją po chamsku i opryskliwie: proszę mi nie karmić psa! Chowa rękę za plecy: Przecież nie karmię, co pani taka drażliwa! Oj! titititi! Ależ on się cieszy, że mnie widzi! Zerkając na mnie z niechęcią cedzi: ciekawe d l a c z e g o?..
Pan w średnim wieku , co się niczego nie boi chce tylko pogłaskać Pies prawie z futra wyłazi, szarpie się, rzęzi, jęczy i skowyczy jak zarzynany... trzymam go spokojnie i pouczam: nie wolno, zostań, zostań, nie... Pan się nie zraża, chce TYLKO pogłaskać. Odparowuję mu prostacko i obcesowo: proszę nie głaskać psa. Dziwi się szczerze: dlaczego? Ja, nieustępliwie: bo nie szczepiony na wściekliznę. Pan, co się niczego nie boi: Nie szkodzi!
Wnuczek dobrze wychowany : czy mogę pogłaskać? Pies szarpie się, rzęzi, jęczy i skowyczy jak zarzynany... Ja uprzejmie: nie, niestety piesek nie lubi głaskania. Waleczna babcia zasłania wnuczka własną piersią i przypuszcza frontalny atak: ale dlaczego? Nie może, dlaczego? O co pani chodzi? Że nie może? Dzieciak chciał tylko pogłaskać!
Doprawdy nie spodziewałam się tego po kawałku smyczy ze szczeniakiem na końcu! Codziennie, jeszcze przed obiadem zawieram co najmniej trzy nowe znajomości, wysłuchuję nieskończonej ilości komplementów i rejestruję pianie głosów męskich, żeńskich i nijakich ajajajajaj! Oj! ti ti ti ti! ajajajajaj! Ale ty piękny jesteś Oj! ti ti ti ti! Do wieczora mam na koncie ze dwa starcia i biorę na klatę kilka soczystych inwektyw. Nie jestem bezpieczna nawet po zmierzchu - baba z sakwą wyskakuje na mnie nagle zza kotłowni, w ręce już dzierży gigantyczny smakołyk... bo ja bardzo kocham pieski tłumaczy się mętnie, kiedy proszę, żeby mnie nie nękała po 22!
Święty spokój diabli wzięli, ale żeby chociaż pies w nocy spał spokojnie, uszyłam mu duży, wygodny materacyk. Zrobiłam zakupy na allegro, nabyłam arkusz gąbki o grubości 5cm i dwa kawałki cordury. Gąbka okazała się przybrudzona, przydeptana niejednokrotnie i cośkolwiek dziobata, ale sprzedawca nie zareagował na moje niegrzeczne zaczepki, że przepraszam, ale ta gąbka chyba nie jest w pierwszym gatunku? sprzedawca milczał uprzejmie i udawał Greka. Cordura zaś okazała się gruba, jak plandeka samochodu ciężarowego marki Star i popadłam nad nią w głęboką zadumę, ponieważ nie posiadam niczego, co mogłabym pokryć czymś takim. Nawet Żuka.
Fot. BrummBLOGGingGąbkę z wierzchu musiałam pokryć bawełną, która po latach spędzonych w szafie bardzo mi się spodobała. Spód został podszyty plandeką. Niefortunnie grafitowa, gruba cordura chyba leżakowała za długo na magazynie, gdyż igła robiła w niej wielkie dziurzyska, a i podczas przeszywania ręcznego dziurawiła się potwornie od zwykłej cerówki. Postanowiłam jednak nie niepokoić już sprzedawcy i nie zgłaszać żadnych pretensji, żeby mnie nie zwyzywał od klientów awanturujących się. Lub gorzej.
Fot. BrummBLOGGingMaterac ma wymiary 50 x 62 cm i ułożył by się na nim nawet bernardyn, ale nasz terier nadal śpi z głową albo z pośladkami na podłodze, albo w ogóle z połową organizmu poza posłaniem. Muszę wziąć w końcu do bani, że będzie zwisał nawet z materaca gimnastycznego i zaprzestać szycia coraz większych kojców.
Fot. BrummBLOGGingNajprawdopodobniej żeby mnie kompletnie pogrążyć, dwa dni po uszyciu materaca Kris zamówił karmę, do której dawali kojec gratis. Jak na złość okazał się być duży, zielony, komfortowy i uszyty z pięknej (niezbyt grubej i nie sparciałej) cordury... Na znak protestu i żeby znowu poczuć się potrzebną, schowałam go szybko za sofę i udaję, że go nie było. Był tylko sprzedawca z allegro, gąbka w dzioby, cordura jak skóra nosorożca, bawełna z IKEA i mój nieprzeciętny kunszt krawiecki! W bani się nie mieści, że to wszystko za sprawą kawałka smyczy i pieska na końcu...
PS. Iga filozoficznie: "Bóg jednym daje, a innym zabiera... " ; Marcel logicznie: "To nie Bóg, to Zorro!"
* Autorka bloga BrummBlogging jest żoną, mamą dwójki dzieci, a od niedawna Pańcią teriera. Od zawsze szyje, z wykształcenia i zamiłowania jest krawcową. Zapraszamy na jej bloga!
blox