Jak walczyć z plagą obszczymurów?

Niemcy wymyślili, jak wyeliminować z mieszaniny miejskich aromatów fetor obsikanego muru. U nas walka z obszczymurami idzie jeszcze powoli, ale może ten pomysł wart jest przeniesienia na nasz mur i grunt?

Grafika prezentująca działanie farby 'antysikowej'Grafika prezentująca działanie farby "antysikowej" Grafika prezentująca działanie farby "antysikowej" Grafika prezentująca działanie farby "antysikowej"

W Hamburgu zaczęto walczyć z obsikiwaniem murów za pomocą specjalnej farby, która działa w zgodzie z kodeksem Hammurabiego ("siki za siki"). Dzięki odpowiedniej strukturze farby (nie pytajcie mnie JAK to działa - grunt, że działa), osoba, która traktuje ścianę jak toaletę, zostaje oblana własnym moczem. Jakim sposobem? Strumień moczu odbija się od powierzchni muru! Genialny w swej prostocie pomysł podobno sprawdza się na tyle, że chcą z niego skorzystać władze innych miast, na przykład San Francisco. A może i nad Wisłę zawędruje ten trend, bo nasze miasta niestety niezbyt ładnie pachną. I nuta moczu jest w nich mocno wyczuwalna.

Nie dalej jak w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego, na skwerze obok Hotelu Bristol przy Nowym Świecie, tuż obok namiociku, w którym jakiś młodzian grał utwory Chopina, a ludzie przechadzali się między wystawionymi pod chmurką fotosami z przedwojennej stolicy, pewien starszy jegomość bezceremonialnie wystawił ze spodni fujarę i się odlał, nawet nie schowawszy się za drzewem. Po skończonej czynności spodzień poprawił, rozporek zapiął i poszedł uczcić minutą ciszy poległych 71 lat temu powstańców.

Kilka lat temu na skwerku przy Dworcu Głównym we Wrocławiu, pewne pani zwyczajnie przycupnęła i niczym bracia mniejsi, jak to się mawia, "postawiła klocka " na trawie...

Miasta generalnie NIE PACHNĄ. Intensywna woń jedzenia, potu, mokrych zwierząt, fermentujących odpadów, odchodów i spalin miesza się tworząc unikalny idiom zapachowy każdego z miast. Inaczej pachną zaułki Władysławowa, inny bukiet ma medina w Fezie. Fryderyk Chopin w swych listach z Paryża sarkał na smród. Nic dziwnego, choć ustępy, wychodki, ubikacje (i inne tego typu miejsca odosobnienia do wypróżniania się) znano już od tysięcy lat - w Europie zapanowała dziwna moda, która dziś bywa określana toaletową anarchią .

Typowa sławojka, Warszawa, Sady Żoliborskie, zdjęcie z lat 1975/77Typowa sławojka, Warszawa, Sady Żoliborskie, zdjęcie z lat 1975/77 fot. Grażyna Rutowska, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe Typowa sławojka, Warszawa, Sady Żoliborskie, zdjęcie z lat 1975/77 (fot. Grażyna Rutowska, źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Już w XVI wieku na starym kontynencie zapomniano zupełnie o bogini Higiei - nawołującej do dbania o czystość. Potrzeby fizjologiczne zaczęto załatwiać dosłownie wszędzie, pod schodami, za kotarą, w wygasłym kominku. Ulicami płynęły rynsztoki, a nocniki spontanicznie, ale zamaszyście opróżniano przez okna. I tak to wyglądało przez kolejne stulecia.

W Warszawie, w drugiej połowie XIX wieku, smród bywał powalający. Po ulewach fekalia zmieszane z błotem zalewały piwnice i sutereny, a woda do picia pobierana była wprost z Wisły - nieopodal miejsca, w którym wpływały ścieki. Wyobrażacie sobie, że przedstawiony w 1879 roku pomysł Sokratesa Starynkiewicza carskiego p.o. prezydenta Warszawy, by oto skanalizować Warszawę spotkał się z nieprzychylnością mieszkańców miasta? Dziś trudno w to uwierzyć, ale niecałe 140 lat temu mieszkańcy stolicy woleli podwórkowe sławojki i kąpiele w misce wody. Nie wiem, jak dziś jest z tymi kąpielami, niekiedy wsiadając do zbiorkomu mam wrażenie, że i miski poszły w odstawkę, a spacerując przez parki i podwórka nieodmiennie mam poczucie, iż wiele przetrwało z tej toaletowej anarchii.

Dlatego nęci mnie pomysł z sikająca farbą. Mam jednak wrażenie, że to jest tylko półśrodek, który w dodatku miałby niespecjalne zastosowanie w naszym kraju. Jak wiadomo potrafimy doskonale kombinować, dodatkowo mury i inne pionowe powierzchnie malowane to ledwie niewielka część tego zaszczanego krajobrazu. Polacy uwielbiają swoją przyrodę, dlatego nie skąpią jej "złotego deszczu".

Jesteśmy z tym oswajani od dziecka. Scenki rodzajowe w stylu "Mamo, siusiu, teraz, TERAZ! TEERAAAAZ", "Chodź, podlejesz drzewko" to klasyka gatunku. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie doświadczył - jako dziecko lub jako młody rodzic - takiej sytuacji osobiście. I nie, sikanie na zapas nie rozwiązuje sprawy w przypadku dzieci. Nawet wysikane "na zapas " potrafią wyskoczyć z hasłem "siusiu! " w najmniej odpowiednim momencie. Jeśli nie ma w pobliżu żadnej toalety, a ty wiesz doskonale, że jeśli zaraz nie wymyślisz gdzie tu pozwolić się takiemu trzylatkowi lub czterolatkowi załatwić, to za chwilę zaszcza sobie całe ubranie i dopiero będzie impreza, cóż idziecie pod drzewko, w krzaczki, za przystanek

No, co w tym złego? No co? Przecież mocz zawiera dużo azotu, fosfor i potas. Och, to cudowny nawóz! Modni ludzie sikają w swych ekologicznych ogrodach. Poza tym zgodnie z instrukcjami medycznymi mocz zdrowego, dobrze nawodnionego człowieka nie śmierdzi. Skoro tak, to w takim razie mogę być spokojna, wszyscy jesteśmy chorzy i niebawem umrzemy. Mam niejasne przeczucie, że nawet odpowiednia liczba toalet miejskich czynnych całą dobę, połączona z prewencją i penalizacją niewiele tu zmieni. Po prostu życie śmierdzi, a potem umieramy i zaczynamy gnić.

Więcej o: