Co ja zjadam: oda do zasmażki

O zasmażko iskro Bogów, kwiecie natolińskich pól, święta na twym świętym progu sos zagęszczam niczym król. Dobra, dość sucharystycznych żartów. Idzie zima, czas porzucić lekkie buliony, pomachać kruchej sałacie i nucąc pod nosem nieśmiertelne "Addio pomidory" wytargać ciężką artylerię!

To nie będzie długa opowieść, nie dostaniecie dzisiaj miliona idiotycznych przepisów. To nie baśń o złym nazywaniu hummusu , ani o zielonych kluskach , które mi się przyśniły pewnego razu w górach. Opowiem wam o grzechu, który popełniam gdy na dworze zimno, ciemno i szatan chodzi po domach podkładać dzieciom pieniążki pod podusię zabierając ich mleczne ząbki. A nie, to nie szatan, to ta Wróżka Zębuszka, czy jak jej tam. Jest trzecia nad ranem, a ja podrygując w rytm radosnych piosenek Thaw i There is no Tomorrow robię obiad. Ponieważ jednak zależy mi na czasie, jestem jak Flash Gordon, jak Speedy Gonzales, jak ten promień światła co o nim ta czarna biała Madonna śpiewała raz kiedyś, to nie chce mi się ślęczeć nad garami. Panie,  ja tu w kuchni biurko mam, teksty piszę, zarabiam pieniądze. Cóż więc czynię?

Na przykład gotuję makaron typu grube wstążki, przepisu nie podam. No dobra... należy wziąć, iść do sklepu, wybrać ten, co ma dużo jaj, zapłacić, płacenie jest ważne, świadczy o obrocie gotówkowym, a potem go ugotować w wodzie z solą i oliwą. Następnie robię sos. Żeby zrobić dobry sos potrzebny jest czas. Ja go nie mam. Więc sięgam po narzędzie zemsty kuchennej, sięgam po moją zasmażkę. Zasmażko ty jesteś jak zdrowie, ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto gotował szybki sos bez ciebie i był ten sos jak zupa . No niestety, u nas na południu jedzenie nie mogło być takie se, o, lekkie, fiu-bździu. Jak coś nie trzyma się na widelcu dłużej niż dwie sekundy to nie jest sos, tylko podpierdółka, to zupa jest, coś się chyba cioci pomyliły garnki, HE, HE. Dopiero jednak gdy zamieszkałam na swoim i przyszło mi wyżywić mordy niewyżywione, przedwiecznie próżne żołądki i wątroby, zrozumiałam jak cudownym środkiem jest zasmażka. Zmienia wodę w glinę, czy jakoś tak.

DO RZECZY: Biała zasmażka do białych sosów, śmietanowych, z grzybami i kurczakiem (albo kotletem sojowym, ewentualnie bakłażanem i czosnkiem), ciemniejsza - do indyka, a ta brązowa do wieprzowiny (kotlety sojowe i bakłażan nadal aktualne także w tym spektrum tonalnym... znaczy przy ciemnej zasmażce) - każda ona z jednego tylko pochodzi źródła: z połączenia mąki i masła. Wyznajemy cię, wielbimy cię, zasmażamy cię...

O potężna zasmażko!

Dobra, robi się ją, tę, oną, w najbanalniejszy ze wszystkich możliwych sposobów. Nie mówcie, że nie wiedziałyście?

- Patelnia

- Masło

- Mąka

- Źródło ciepła (ale nie kaloryfer ani farelka, błagam, raczej chodzi o odmianę kuchenki: gazowa, elektryczna indukcyjna , nuklearna, na antymaterię...)

- Mieszadełko

Trudno mi wymyślić więcej składników... A nie, przepraszam, można do białej zasmażki dodać sól, a do ciemnej sos sojowy, ja tak robię, bo lubię już sam smak zasmażki, omnomnom.

Proporcje: najpierw nakładamy łyżkę masła, a potem wsypujemy mąkę. Jeśli z maki robią się grudki takie, farfocle - to bardzo źle, to znaczy, że jest za mało masła. Zasmażka musi być taka bardziej kremowa niż farfoclowa. Musi się przelewać z prawa na lewo po tej patelence.

Jak chcecie mieć jasny sos, to krótko zasmażacie i szybko wlewacie do garnka z płynem i dodatkami  (bulion, warzywa, mięso?), który ma zmienić się w życiodajny sos. Następnie gotujecie do zgęstnienia, jeśli nie zgęstniało, znać, że pożałowałyście, skompiruchy, zasmażki.  Jeżeli chcecie mieć sos ciemny, czekacie aż nieco zbrązowieje zasmażunia na patelce, tylko nie palcie tego szajsu na wyngiel. Zamiast zagęszczonego sosu będziecie mieć wtedy klasyczny płyn z wynglem, a to już lekka przesada. Nawet, jeśli tak, jak ja lubicie czasem puścić sobie Sunn O))), czy inne Master Musicians of Bukkake, kiedy dzieci i mąż śpią spokojnie.

Czy to jasne? Zasmażka jest fajna, jest piękna, dobra i prawdziwa. Idealny dodatek na sezon zimowy 2013/2014.

Więcej o: