Do podjęcia rozmowy zachęca zresztą sama autorka na wstępie swojej wczorajszej notki pisząc tak:
Życiowe tematy to nasz żywioł, nie da się ukryć. A dzięki Katji mamy dostęp do równoległego świata i życia, w którym sporą rolę odgrywa czynnik choroby - zaburzeń autystycznych. Katja z humorem, ale też niezwykłą językową precyzją, która po części jest wynikiem ASD, opisuje zarówno codzienność jak i rozmaite teoretyczne kwestie związane z chorobą, z którą żyje - bo nie umiem napisać "na którą cierpi". Katja nie wygląda na szczególnie cierpiącą i z takim obrazem osoby autystycznej (biednego upośledzonego kaleki) zresztą świadomie walczy.
Wracając do wczorajszej notki pt. Trudne decyzje : dotyczy ona kwestii dzieci. Wychodząc od pytania, czy rodzicom dziecka z ASD łatwo zdecydować się na kolejne, gdy mają już świadomość, że kolejne też może być autystyczne, Katja zaczyna się zastanawiać, czy sama zdecydowałaby się na dziecko.
Wybacz Katju, ale w tym miejscu pomyślałam sobie: kurs symulowania Zespołu Aspergera byłby znakomitym rozwiązaniem dla kobiet poszukujących godnego zaufania partnera. Żeby przetestować na delikwencie jakieś nienormatywne zachowania, zbadać siłę jego uczuć, a przy okazji zagwarantować sobie, że nie skończymy w roli drugiej mamusi, bo pan jest zorganizowany i przedsiębiorczy. Bo jeśli chodzi o wymagania wobec partnera to ja się mogę podpisać wszystkimi czterema. I też bym chciała powiedzieć, że nie nadaję się na żonę dla kogoś, kto tych wymagań nie spełnia. Być może dlatego nie wyszłam za mąż.
Jestem neurotypowa do granic nudy, ale jako rasowa piekielnica też stanowię wyzwanie. Myślę czasem, że ludzie, którzy muszą ze mną przebywać chętnie by mnie wymienili na jakąś cichą autystyczkę... Ale dość tych żartów, bo Katja porusza naprawdę trudny temat:
Tak, to mógłby być dramat. Ale też dramatem jest dla osób zdrowych, czy jak nazywa ich Katja: neurotypowych, jest przyjście na świat dziecka dotkniętego jakąkolwiek nieuleczalną chorobą? Czy rodzice Leo, o którym już kiedyś pisałam byli gotowi na klątwę Ondyny? Czy zapytani odpowiednio wcześniej, czy czują się na siłach sprostać takiemu wyzwaniu, odpowiedzieliby, że tak, na luzie i już ćwiczą wsadzanie rurki od respiratora do dziurki po tracheotomii? Nie sądzę. Oczywiście, tu istnieje świadomość ryzyka, więc warto je rozważać. Nie mówię, że nie. Zresztą, takie rozważania nikomu nie zaszkodzą.
Bycie rodzicem chorego dziecka to jest wyzwanie. Wielkie, zwłaszcza naszym kraju, który nie lubi wspierać chorych, biednych a już zwłaszcza tych z wymyślnymi schorzeniami (to wszystko lewacki spisek przecież i nie ma takich chorób ). Ale jako (teoretycznie) "zdrowa" matka dwóch "zdrowych" córek aż nadto często mam uczucie, że "ja się do tego nie nadaję" , "to mnie przerasta" , "znów nie staję na wysokości zadania". Nie dbam o moje dzieci, tak jak powinnam, nie jestem najlepszą matką. A chęć zakopania się w swoim świecie towarzyszy mi przez większość dnia. Czy to nienormalne? Może, ale daje się z tym żyć. I być nie najgorszą matką, jak sądzę.
Och tak. Ja od tego wariuję. A myśl o tym jak swoimi idiosynkrazjami, niedoskonałościami i całym katalogiem skaz charakteru i osobowości NISZCZĘ moje córki i jak bardzo będą miały z tego powodu przerąbane w przyszłości, nawiedza mnie regularnie. Katju: NIENAWIDZĘ bycia matką w wymiarze społecznym - kocham moje córki. To dwie zupełnie różne rzeczy.
Nie wszyscy faceci tacy są. Jest wielu super fajnych, odpowiedzialnych, którzy w obliczu życiowych trudności (także choroby dziecka - znam takich) właśnie tym mocniej zwierają szeregi i stają się źródłem siły i wsparcia. Znaleźć takiego, a nie lebiegę, co szuka zastępczej matki - ot i cały ambaras. Wszystkie chciałybyśmy mieć gwarancję, że dobrze trafimy.
I właściwie po to napisałam ten tekst, bo choć Katja lubi czasem podkreślać swoją inność (choćby przez to, że nie interesują jej typowe "babskie" tematy), ja czytając ją zawsze mam silne poczucie wspólnoty. Na pewno jest to po części zasługa jej znakomitych umiejętności pisarskich - łatwo się w jej narracji odnaleźć. A może też nie jestem tak neurotypowa jak mi się wydaje. Może nikt nie jest. A trudne decyzje, takie jak ta o posiadaniu potomstwa, zawsze są trudne - bez względu na to, do którego świata należysz.