Spacerkiem przez Katowice: moderniści i brutale

Katowice nie kojarzą się z atrakcją turystyczną. Niesłusznie! Postanowiłam spojrzeć na to bliskie mi miasto okiem turysty: ruszyłam trasami, których wcześniej nie miałam okazji wydeptać i obejrzałam z bliska budynki, które najczęściej mijam w pośpiechu. Będę tam wracać!

Katowice są dla mnie przestrzenią magiczną. To miasto - fikcja, miejsce utkane z dziecięcych wspomnień. Stary dworzec, z którego wychodziło się na nieskończenie długie molo wyłożone zmierzwionymi płytami chodnikowymi. Na dole spienione fale ikarusów, na horyzoncie oaza kamienic. Hen, na prawo ulica Mariacka pachnąca chlebem z piekarni mieszczącej się na przeciwko domu mojego ojca chrzestnego. Mariacka, ta rozpustnica, przez lata ciesząca się sławą katowickiej ulicy czerwonych latarni. Na wprost - deptak na Stawowej - taki kolorowy, pełen szyldów i witryn, na końcu ulica Piotra Skargi - tam udało mi się w czasach wczesnego liceum dokupić brakujący tom "Trylogii w pięciu częściach" Douglasa Adamsa, dalej Superjednostka, przedziwny, czarny pomnik Powstańców Śląskich, do którego nigdy się nie zbliżaliśmy, wreszcie "rondo grozy ", miejsce udręki początkujących kierowców i Spodek. Ech, ten Spodek. Ojciec mnie w dzieciństwie dość podle wkręcał, iż na tym Spodku stoi szklanka. Wracając do dworca, za nim w mej dziecięcej wyobraźni istnieją dwa punkty orientacyjne - Sejm Śląski (i słynna Kasztanka z jajami , czyli pomnik Piłsudskiego na dżenderowej klaczy) i ulica Francuska z cmentarzem, ale uwaga, tym drugim, ewangelickim - tam bowiem spoczywa ojciec chrzestny mojego taty.

Rzadko miałam okazję spojrzeć na Katowice okiem turysty, z resztą, hej, ilu z was myśli o tym mieście jak o atrakcji turystycznej? Jeśli niewielu, to szkoda! Katowice mają wam do zaoferowania coraz więcej. To nie tylko pięknie zaplanowany, pyszniący się czerwienią cegieł Nikiszowiec, i zielono biała perełka starego Giszowca. To także powoli (podejrzewam, że także w bólach) wykluwające się nowe miasto-ogród, w którym coraz więcej jest stref wyłączonych z ruchu samochodowego. Wreszcie też serce Górnego Śląska stało się jedną z enklaw nowej architektury.

To właśnie na owej "nowej architekturze " - czyli budynkach powstałych w okresie ostatnich pięciu lat - oraz na pięknym katowickim modernizmie postanowiłam się skoncentrować podczas naszego tegorocznego zimowego spaceru po mieście.

Francuska

To dobra ulica na start - łatwo tu trafić jadąc samochodem, łatwo dotrzeć z dworca. A budynek Sądu Okręgowego to świetny punkt orientacyjny i przykład dobrej architektury. Zaprojektowany przez Archistudio Studniarek + Pilinkiewicz budynek intryguje. Choć czerpie z tradycji brutalizmu surowością betonowych form na froncie, a jego bryła wpisana jest w formę prostopadłościanu - urzeka lekkością. Wysokie betonowe kolumny sprawiają wrażenie filigranowych, a ukryte na szczycie schodów szklane wejście nadaje frontowi jeszcze bardziej koronkowego charakteru. Wybaczcie, ale ja się w tym budynku zakochałam. I w tej śmiesznej antresolce, na której widnieje odciśnięty w betonie napis "SĄD OKRĘGOWY ". I w ścianach bocznych z ich rytmem pionowych, wąskich okien. Wnętrze skrywa wiele przemyślanych i równie urzekających rozwiązań. Uwielbiam łączenie cegły, betonu, szkła, drewna i żywej roślinności. Ukryte patio, trójkątną klatkę schodową Jeśli jesteście takimi samymi "małymi zboczeńcami architektonicznymi " - zapraszam do odwiedzenia na żywo, albo do kliknięcia w ten link .

Sąd Okręgowy, proj. ARCHISTUDIO STUDNIAREK + PILINKIEWICZ, fot. Dominika WęcławekSąd Okręgowy, proj. ARCHISTUDIO STUDNIAREK + PILINKIEWICZ, fot. Dominika Węcławek Sąd Okręgowy, proj. ARCHISTUDIO STUDNIAREK + PILINKIEWICZ, fot. Dominika Węcławek Sąd Okręgowy, proj. ARCHISTUDIO STUDNIAREK + PILINKIEWICZ, fot. Dominika Węcławek

Symfonia

Idziemy dalej, przechodzimy przez cmentarz, skręcamy w lewo i brnąc w śnieżnej zadymce docieramy do Centrum Nauki i Edukacji Muzycznej SYMFONIA , które z całą swą ceglaną kanciastością przytuliło się do Akademii Muzycznej (imienia Karola Szymanowskiego w Katowicach). Uff.

Centrum Nauki i Edukacji Muzycznej SYMFONIA, proj. KONIOR StudioCentrum Nauki i Edukacji Muzycznej SYMFONIA, proj. KONIOR Studio Centrum Nauki i Edukacji Muzycznej SYMFONIA, proj. KONIOR Studio, fot. Dominika Węcławek Centrum Nauki i Edukacji Muzycznej SYMFONIA, proj. KONIOR Studio, fot. Dominika Węcławek

Budynek uczelni to jeden ze śląskich szlagierów - klasyczny neogotycki gmach, jakich w tym regionie nie brakowało. Ten jednak jest wyjątkowy, nie tylko ze względu na rozmiary i samą formę (Akademia rozpełzła się w sumie na trzy budynki - polecam więc spacer ulicą Zacisze na tyły kompleksu), ale również z powodu treści, znaczy zawartości, historii i tak dalej - wiecie, najstarsza wyższa uczelnia na Górnym Śląsku, niesamowita kadra akademicka, te sprawy. Żeby posmakować nieco atmosfery tego miejsca i żeby do cna nie przemoknąć pod naporem sypiącego z nieba dość intensywnie śniegu, ukryliśmy się we wnętrzu.

Wnętrze Symfonii z widokiem na budynek szkoły. Fot. Dominika WęcławekWnętrze Symfonii z widokiem na budynek szkoły. Fot. Dominika Węcławek Wnętrze Symfonii z widokiem na budynek szkoły. Fot. Dominika Węcławek Wnętrze Symfonii z widokiem na budynek szkoły. Fot. Dominika Węcławek

Rozbudowa akademii i powiększenie jej o centrum edukacyjne została świetnie przemyślana. O to, by nie zgubić nic z charakteru starego budynku,a jednocześnie stworzyć coś nowoczesnego.

Wnętrze Symfonii w kolorze. fot. Dominika WęcławekWnętrze Symfonii w kolorze. fot. Dominika Węcławek Wnętrze Symfonii w kolorze. fot. Dominika Węcławek Wnętrze Symfonii w kolorze. fot. Dominika Węcławek

Cóż. Porzuciłam rodzinę w kawiarni na patio, by przespacerować się kolejnymi galeriami i nacieszyć tym, jak rozchodzą się tu dźwięki. Znajduje się tu także muzeum organów, ale to jest temat na inną opowieść. Śnieżyca ustąpiła a my ruszyliśmy ulicą Wojewódzką, by wkroczyć na wytyczony przez mądrzejszych od nas Katowicki Szlak Moderny .

Dom Oświatowy

Koniec miękkiej gry. Stajemy naprzeciwko klasycznego modernisty. Wzniesiony w okresie międzywojnia Dom Oświatowy projektu Stanisława Tabeńskiego i Józefa Rybickiego świetnie wpisuje się w jeden z narożników na skrzyżowaniu ulic Wojewódzkiej i Francuskiej. Stoimy i cieszymy oko - niby przysadzisty i masywny, a jednak, przez te linie proste prowadzące ku niebu zyskuje na strzelistości. We wnętrzu mieści się sala spotkań (ach,ech,a jaki tam jest piękny żyrandol!), przez pewien czas mieściła się tu Biblioteka Śląska,a potem książek się namnożyło tyle, że zabrakło już miejsca. Idziemy dalej Wojewódzką z poczuciem, że od tego momentu słowa takie jak rytm, prostokąty, linie proste, czyste formy zaczną być odmieniane przez wszystkie przypadki.

Dom Nauczyciela, fot. Dominika WęcławekDom Nauczyciela, fot. Dominika Węcławek Dom Nauczyciela, fot. Dominika Węcławek Dom Nauczyciela, fot. Dominika Węcławek

Ciesząc się dużą ilością śniegu i małą ilością aut na ulicy podziwiamy dom mieszkalny, który wystrzelił przy zjeździe w Kobylińskiego. Pozornie jego bryła to tylko kilka klocków - dużo robi tu ich samo ułożenie, a typowo półokrągłe balkony są niczym skromna i elegancka biżuteria noszona przez kogoś, kto wie, że w prostocie jest siła. Przy ulicy Kobylińskiego wypatrzyć można nie tylko kamienice łączące pełne uroku secesyjne zdobienia z wykafelkowanymi ścianami, ale też kilka kolejnych modernistycznych wtrętów nie ujętych już podczas tego spaceru.

Dom mieszkalny. fot. Dominika WęcławekDom mieszkalny. fot. Dominika Węcławek Dom mieszkalny. fot. Dominika Węcławek Dom mieszkalny. fot. Dominika Węcławek

Nas znów dopada śnieg. Mijamy Kasztankę, przechodzimy obok Sejmu Śląskiego. Jak przyznają moi znajomi, którzy od jakiegoś czasu pracują w trzewiach tego gmaszyska - zdecydowana większość bywających tu mieszkańców regionu nawet nie wie, że obcuje z przykładem porządnej architektury modernistycznej.

Plac przed budynkiem sejmu, ten, na którym stoi pomnik Korfantego, jest nieco klaustrofobiczny. Co ciekawe nie z powodu obecności bryły gmachu Urzędów Niezespolonych, a z powodu obecności "December Palast", jak o Centrum Kultury Katowice, starej siedzibie NOSPR, lubią mówić zwłaszcza ci, którzy jej nie lubią. Pokraczny, jedyny w swoim rodzaju budynek wgryza się w plac, blokując ulicę Ligonia. Jednocześnie odwraca uwagę od tego modernistycznego klocka Urzędów Niezespolonych Wiecie, że gładka dziś ściana zmieniała się przez lata - na archiwalnych zdjęciach można zobaczyć miedzy innymi wersję " balkonową " jak i tę oryginalną. Budynek pierwotnie zdobiła bowiem płaskorzeźba orła według projektu Stacha z Warty Szukalskiego. Orzeł został zniszczony przez nazistów w czasie wojny.

Sejm Śląski. Fot. Dominika WęcławekSejm Śląski. Fot. Dominika Węcławek Sejm Śląski. Fot. Dominika Węcławek Sejm Śląski. Fot. Dominika Węcławek

Ku domkom

Idziemy dalej, w górę, mijamy archikatedrę i zagłębiamy się w uliczki o kwiatowych nazwach. Astrów, Bratków i Różana - tam aż roi się od modernistycznych willi - jedne wymienione wśród atrakcji spaceru - jak ta pod adresem Bratków 4, gdzie mieści się restauracja - inne po prostu są. I urzekają geometrycznymi formami.

Na ulicy Różanej, fot. Dominika WęcławekNa ulicy Różanej, fot. Dominika Węcławek Na ulicy Różanej, fot. Dominika Węcławek Na ulicy Różanej, fot. Dominika Węcławek

Naszym celem są jednak domy architektów. Najpierw poznajemy nieco powierzchownie willę Tadeusza Michejdy, "ojca katowickiego modernizmu" . Sam budynek może wydawać się burym klocem, ale to pozory, wystarczy przyjrzeć się tym dodającym powagi wnękom, zdobionych czerwienią, dostrzec nieśmiałe ukłony w stronę funkcjonalizmu. Dziś willa wygląda niestety jak sierota, której przydaliby się kochający rodzice, tacy, co zdejmą wreszcie paskudne bannery, wyczyszczą ogrodzenie, uporządkują przestrzeń wokół.

Czerwony Karzeł Moderny, bardzo ładny, można wynająć biura, fot. Dominika WęcławekCzerwony Karzeł Moderny, bardzo ładny, można wynająć biura, fot. Dominika Węcławek Czerwony Karzeł Moderny, bardzo ładny, można wynająć biura, fot. Dominika Węcławek Czerwony Karzeł Moderny, bardzo ładny, można wynająć biura, fot. Dominika Węcławek

Co innego willa przy ul. Kilińskiego 46. Kolejne dziecko Michejdy miało szczęście, trafiło pod opiekę innego architekta, wspominanego już Tomasza Koniora. Dom jest piękny. Prostota, czystość, biel, pomysłowa gra geometrycznymi formami - są tu okna okrągłe jak bulaje i takie w kształcie rombów. całość zaś świetnie wpisuje się w otoczenie drzew.

A Konior Studio czerpie dobre wzorce z murów własnej siedziby, fot. Dominika WęcławekA Konior Studio czerpie dobre wzorce z murów własnej siedziby, fot. Dominika Węcławek A Konior Studio czerpie dobre wzorce z murów własnej siedziby, fot. Dominika Węcławek Konior Studio czerpie dobre wzorce z murów własnej siedziby, fot. Dominika Węcławek

Najlepsze na koniec

No dobrze, na nas czas, obieramy azymut na centrum. Czas na większe formy. Schodzimy na dół, by odwiedzić dwie kamienice przy ulicy PCK, przyznam szczerze, że ta pod numerem 10 robi największe wrażenie - tu po prostu wszytko gra. Półokrągły narożnik, ciekawie przełamana balkonami linia, podkreślony przez wymierzony ku niebu komin pion i kolory. Pasiasty mistrz. Ale zdradzę wam w sekrecie, że najfajniej jest stanąć na rogu skrzyżowania i obejrzeć sobie całą panoramę - obok bowiem nie brak równie ładnych domów mieszkalnych z epoki, a w oddali majaczy już bryła słynnego wysokościowca.

Perły z ulicy PCK, fot. Dominika WęcławekPerły z ulicy PCK, fot. Dominika Węcławek Perły z ulicy PCK, fot. Dominika Węcławek Perły z ulicy PCK, fot. Dominika Węcławek

Nie mogę o nim myśleć bez czułości. Jest w swej całej kanciastości i ząbkowaniu piękny. Mimo prostoty ma romantyczną aurę. Oto pierwsze marzenie o sięganiu nieba przez zakotwiczone głęboko w ziemi domy zyskało swoje pierwsze urzeczywistnienie! Budowany przez pięć lat przy użyciu najnowocześniejszych technologii wysokościowiec - zaprojektowany przez Kozłowskiego i Bryłę Gmach Urzędu Skarbowego przy ulicy Żwirki i Wigury 15/17, był pierwszym tak wysokim domem w tym regionie i jednym z najwyższych budynków Europy w okresie międzywojnia.

Katowicki wysokościowiec, fot. Dominika WęcławekKatowicki wysokościowiec, fot. Dominika Węcławek Katowicki wysokościowiec, fot. Dominika Węcławek Katowicki wysokościowiec, fot. Dominika Węcławek

To nasz mały Nowy Jork. Bez ironii. Muszę się przyznać, że uległam pokusie miejskiego odkrywcy i wraz z rodziną wkradłam się do najwyższej części wnętrza. W środku znaleźć można skrzynki na listy zdobione charakterystycznym krojem cyfr, typowe dla stylu moderny poręcze przy schodach, wciąż zachowane numery na drzwiach prowadzących do mieszkań.

Podróż wgłąb wysokościowca, fot. Dominika WęcławekPodróż wgłąb wysokościowca, fot. Dominika Węcławek Podróż wgłąb wysokościowca, fot. Dominika Węcławek Podróż wgłąb wysokościowca, fot. Dominika Węcławek

Ze szczytu zaś można spojrzeć na Katowice w nieco inny sposób. Przez moment przeszło mi nawet przez myśl, że może by tak zacząć zagadywać mieszkańców o to, jak się im dziś żyje w tym "Niebotyku" , ale uznałam, że nie każdego ucieszy takie najście, wręcz przeciwnie (jeśli jednak znacie kogoś, kto mieszka pod tym adresem - chętnie posłucham!)

W górę, do chmur! fot. Dominika WęcławekW górę, do chmur! fot. Dominika Węcławek W górę, do chmur! fot. Dominika Węcławek W górę, do chmur! fot. Dominika Węcławek

Idziemy dalej, wprost do jednej z najbardziej osobliwych świątyń czasów Dwudziestolecia. Oto kilka kroków obok Niebotyka stoi pierwszy w Polsce kościół funkcjonalistyczny. Smukły, przytulony do pozostałych budynków ma tę właściwość, że jednocześnie potrafi wyróżniać się na tle otoczenia i nie przytłaczać go.

Modernistyczny kościół, fot. Dominika WęcławekModernistyczny kościół, fot. Dominika Węcławek Modernistyczny kościół, fot. Dominika Węcławek Modernistyczny kościół, fot. Dominika Węcławek

Co więcej - o każdej porze dnia wygląda inaczej. Rankiem jego fasada się niebieści, za dnia bieli, w promieniach zachodzącego słońca pąsowieje, by wreszcie zszarzeć i zasnąć. Wnętrze do dziś zadziwia skromnością. Freski kojarzą się z wschodnią ikonografią, modernistyczny Chrystus na krzyżu emanuje siłą i spokojem.

Trzewia kościoła, fot. Dominika WęcławekTrzewia kościoła, fot. Dominika Węcławek Trzewia kościoła, fot. Dominika Węcławek Trzewia kościoła, fot. Dominika Węcławek

My nie mamy już ani siły, ani też spokoju. Mamy za to zapas niedoczasu. Pędzimy więc ku innej części miasta, mijamy dworzec, Superjednostkę i Spodek. Odwiedzamy nową siedzibę NOSPR , jedną z najgłośniejszych inwestycji w regionie. Zaprojektowany przez Konior studio (zaraz mnie posądzą o to, że nas sponsorował) budynek cieszy pomysłowością i mnogością wątków, które udało się spleść w jedną, spójną formę.

NOSPR, fot. Dominika WęcławekNOSPR, fot. Dominika Węcławek NOSPR, fot. Dominika Węcławek NOSPR, fot. Dominika Węcławek

Echa moderny, która okazała się być ponadczasowa - zwłaszcza po długim spacerze jej szlakiem są tutaj czytelnie. Prostota, funkcjonalne rozwiązania, żadnych zbędnych ozdóbek. Jest za to miejsce na cytaty z innych lokalnych specjałów architektonicznych - choćby ceglanego Nikoszowca. Czerwieni się ten NOSPR już z daleka, a ukryte w nieregularnie przecinających bryłę wnękach wąskie szklane okna dodają lekkości. W środku zaś mieszka łagodny brutal - kawał węgla, śląskie złoto, z zewnątrz czarny i szorstki, w środku wypełniony ciepłem, światłem i muzyką. Tak duża sala koncertowa NOSPR robi wrażenie. Ciepło drewna, siła betonu i imponująca moc dźwięku. Wchodzę na scenę, obsługa włącza oświetlenie na plafonie, orkiestra patrzy na mnie. Wzdycham cicho. A tam cicho, dobrze się to niesie po najdalszych zakamarkach tego wnętrza. Zadbali o to najlepsi akustycy na świecie. Tu nie potrzeba żadnych wspomagaczy - dźwięk rozchodzi się idealnie. Na tyle, że nad największymi, wyprzedawanymi z wielkim wyprzedzeniem występami nie musi czuwać sztab akustyków i realizatorów. Zdziwilibyście się wiedząc, jak niewiele osób musi tu trzymać sonorystyczną wartę. Zmykam ze sceny by nie przeszkadzać w próbach. muzycy są po pierwszym rozczytaniu nut, nie chcą jeszcze niczego zagrać. Zaglądam do małej sali. Mówią, że każdy, kto przychodzi na koncerty do NOSPR przez pierwszych kilkanaście minut nie skupia się na muzyce, tylko na architekturze wnętrza. Nie dziwię się. Nie jest też dla mnie zaskoczeniem, że ludzie chcą tu wracać niezależnie od repertuaru. Miejsce przyciąga dobrą energią.

NOSPR NOSPR  NOSPR z bliska, fot. Dominika Węcławek NOSPR z bliska, fot. Dominika Węcławek

Wychodzimy na tyły, gdzie cieszy oko kopalnia. Tak, wiem. Normalnych ludzi cieszą inne rzeczy. Ale ta kopalnia jest wyjątkowa, to Muzeum Śląskie . Wciąż jeszcze niestety nie zapełnione eksponatami. Z zewnątrz jednak elegancko odrestaurowane, zaprasza ludzi do spacerów, zachęca do krążenia między budynkami. Kusi nowoczesnymi bryłami rozrzuconymi wokół starych, ceglanych zabudowań. Pamiętam jak wyglądało to miejsce kilka i kilkanaście lat temu. Idzie nowe. Idzie dobre. Warto zaglądać do Katowic. Ja i tak będę wracać. Was też zachęcam.

Kopalnia po liftingu, fot. Dominika WęcławekKopalnia po liftingu, fot. Dominika Węcławek Kopalnia po liftingu, fot. Dominika Węcławek Kopalnia po liftingu, fot. Dominika Węcławek

Więcej o: