Na początek może wystarczy przestać myśleć, że twoje defekty to koniec świata. Koniec świata to susza w Etiopii i wojna w Syrii. Ty masz całkiem fajne życie.
Mam takie wbite w mózg wspomnienie z dzieciństwa: moja mama stoi przed lustrem i powtarza sobie - Boże, jak ja okropnie wyglądam! Jak ja utyłam! Nie mogę patrzeć na siebie! Kiedy o tym teraz piszę, naprawdę mam łzy w oczach. Tak mi strasznie przykro, że nie umieliśmy jej wyprowadzić z błędu.
Niestety, trzeba przyznać, że tym gadaniem nas po prostu przekonała (i wy, drogie dziewczyny, oraz chłopaki: kiedy mówicie o sobie złe rzeczy - nawet jeśli chcecie, żeby wam zaprzeczano, to w gruncie rzeczy wmontowujecie w mózgi otoczenia przekonanie, że faktycznie, coś z wami nie tak). Mama była dla siebie zupełnie niemiłosierna i jednym z największych zdziwień i odkryć mojego życia - kiedy już odeszła i oglądałam zdjęcia bez jej okrutnego komentarza - było to, że wyglądała po prostu ładnie! Wcale nie była taka gruba, zwłaszcza według dzisiejszych standardów. Miała zielone oczy, włosy, jakich nie widziałam u nikogo, fantastyczne wcięcie w talii. Oj, mogę wymieniać długo. Znalazłaby mnóstwo powodów, żeby siebie lubić, gdyby umiała na siebie nie patrzeć przez to deformujące szkiełko.
Teraz dygresja. Myślę o mojej mamie czasem także i wtedy, gdy czytam o kolejnych wyzwaniach rzucanych sobie przez dzielne dziewczyny, katujące się dla lepszego wyglądu. Czy nie żyjemy w jakiejś totalnej schizofrenii: z jednej strony, co drugi poradnik mówi nam, że kluczem do życiowego sukcesu jest polubienie siebie i wysoka samoocena, z drugiej - żeby dać z siebie wszystko i "zabić ten tłuszcz", tego wroga, który przysiadł nam na biodrach i brzuchu, który przecież nie ma z nami nic wspólnego i trzeba go unicestwić. Czy nie widzicie w tym jakiejś sprzeczności? Halo, dziewczyny! To nie jest osobny byt, ta oponka, to wy! Nie mówię, żeby zaniedbywać wygląd i zdrowie, ale pomedytujcie nad nazwami: kiler, skalpel. Koniec dygresji.
Wiele razy zastanawiałam się, czy mogłabym wyleczyć moją mamę z nielubienia siebie . Gdybym miała do dyspozycji nadludzką moc, umiała cofać czas i wchodzić ludziom do głowy - co bym zrobiła? Jest kilka takich rzeczy. Nie wiem, czy są w stu procentach skuteczne zawsze, ale na bank pomagają.
1. Odganiaj złe myśli
Zanim jest myśl, często pojawia się nieprzyjemny ucisk w żołądku, po plecach przechodzi jakby dreszcz, pojawia się suchość w ustach. Odruchowo kulisz ramiona. Czujesz: źle ze mną. Dlaczego? Obojętne. Może się sobie nie podobasz, może uważasz, że popełniasz same błędy, albo przypominasz sobie wyłącznie gafy. Po tym "dźgnięciu" ze strony ciała przychodzi mordercza myśl. A potem ta myśl wychodzi przez usta: jestem okropna - mówisz. Albo: MUSZĘ to zmienić. Albo: nie daję sobie rady. I tak dalej. A gdyby tak odwrócić ten proces? Skoro demon złego słowa wyfrunął ustami, to wyślij mu naprzeciw anioła dobrego słowa. Powiedz o sobie coś pozytywnego - ale to, co myślisz naprawdę: lubię swoje oczy, jak to dobrze, że mam talent do języków, CHCĘ zrobić coś fajnego, czuję, że z tym sobie poradzę. I powiedz to głośno, niech inni też usłyszą. Nie chodzi o durne powtarzanie w kółko "jestem zwycięzcą" - kompletnie nie wierzę w takie bezmyślne motywacje, natomiast bardzo wierzę w rozsądne racjonalizacje.
2. Ze słabością nie walcz, ale pracuj
Nie w tym rzecz, żeby sobie wszystko kompletnie odpuścić, tylko żeby miłosiernie brać pod uwagę swoje ograniczenia i tak ustawiać rzeczywistość, żeby te słabsze strony nie uniemożliwiały nam radosnego życia. Niektóre z nas, choćby się wściekły, nigdy nie będą wyglądać jak Chodakowska - ale każda z nas może wyglądać naprawdę dobrze, dobierając sobie odpowiednie ciuchy, buty, makijaże.
3. Skup się na prostej radości bycia
Świat to nie tylko twoje krytyczne oceny. To także niebo, słońce, wiatr, wiosna, kwiatki i rower. Ziemia nie kręci się wokół ciebie, tylko wokół Słońca! I, jak pisał kompletnie już dziś zapomniany Stachura:
Cudownie jest:
Powietrze jest!
Dwie ręce mam,
Dwie nogi mam!
Nie skupiaj się tak bardzo na swoim życiu wewnętrznym, przez chwilę bądź jak roślina, która wyciąga energię ze Słońca. Zapomnij co było, nie trzęś się na myśl o tym, co będzie. Liczy się to, że dziś mamy ładną pogodę, że po prostu jesteś i że to jest super.
4. Pamiętaj, ludzie na ogół mają nas w nosie
I to jest świetne. Bo wiele naszych niemiłosiernych i krytycznych myśli na własny temat ma swoje źródło w obawie, jak inni nas widzą. A ci inni wcale na nas tak bardzo nie zwracają uwagi (o ile nie jesteśmy tą cholerną Chodakowską, ona rzeczywiście MUSI). Zwisa im to, czy ważymy 54 czy 74 kilogramy. Czy zrobiliśmy coś na szóstkę, czy też jednak na piątkę z minusem. Czy mówimy po angielsku płynnie czy troszkę się zacinając. Czy powiedzieliśmy coś bardzo błyskotliwie, czy palnęliśmy kolejny banał. Naszym samokrytycyzmem karmią się tylko życiowe trolle. A kto by je brał pod uwagę.
5. Rób dla siebie miłe rzeczy
Kiedy dziecko jest smutne, zgaszone - dobra mama je przytula, pociesza, zagra z nim w jakąś grę, żeby rozproszyć czarne myśli, poczyta, opowie bajkę. Jeśli w chwili smutku nie znajdzie się nikt, kto by cię przytulił i pocieszył (choć jeśli powiesz głośno: jest mi teraz źle - na bank znajdzie się ktoś, kto odpowie! Zawsze, w autobusie też!) - pociesz się sama. Otul się czymś miękkim - kojącą muzyką, ładnym zapachem, widokiem kwiatów, plamą ładnego koloru na paznokciach, fajną książką i filmem, spotkaniem z przyjaciółmi. Ty też, droga dziewczyno (i chłopaku), która nie masz kasy, czasu ani miłości - na pewno potrafisz wymienić kilka rzeczy, które lubisz. Od tych najbardziej dostępnych zacznij, żeby zbudować dobre samopoczucie. Działaj - z prawdziwą sympatią dla siebie. Jeśli powtórzysz to parę razy, jest szansa, że wejdzie ci w nawyk.