Byłam po rozwodzie, sama z trójką dzieci w wieku szkolnym. Kolega z pracy nagle zauważył moje istnienie. Często przyjeżdżał po mnie do biura, godziny rozmów, sms-y, wreszcie spotkania. Poznał moje dzieci, zbliżyliśmy się do siebie, miał diagnozę niepłodności...
Nagle okazuje się, że jestem w ciąży! Szok... dla mnie i dla niego. W połowie ciąży decydujemy się na wspólne życie. Jestem zakochana i wniebowzięta. On czuły, opiekuńczy, dzieci go uwielbiają. Ostatecznie decydujemy się na ślub zanim urodzę. Skromna uroczystość. Jakże ogromne poczucie bezpieczeństwa dla mnie i moich dzieci. Mąż, który w dniu ślubu wyznaje: "żono kocham cię nad życie"... Musi być dobrze.
Miesiąc później okazuje się, że ma kochankę... Koniec bajki. Wyrzuciłam go z domu trzy tygodnie przed porodem. Wychowuję naszą córkę samotnie. Z dziećmi z pierwszego małżeństwa. Jesteśmy szczęśliwą rodzinką.
Mąż z kochanką wychowuje jej sześcioletnią córkę i dwuletniego syna. Są ze sobą prawie rok. Nie interesuje się naszą córką, nie płaci zasądzonych alimentów. Komornik wszedł mu na pensję. Przed nami rozwód z orzekaniem o wyłącznej winie męża.
Nie muszę mówić, co się teraz między nami dzieje. To prawda, że klasę faceta poznasz po tym, jak się zachowa, gdy od niego odejdziesz... Odchodząc powiedział: każdy ma prawo do szczęścia. To prawda - moje zostało ze mną. Uśmiecha się do mnie codziennie rano! Dziękuję, córeczko za to, że jesteś! Dziękuję wszystkim moim dzieciom. Kocham Was! Damy rade... Wierze w to.
A.