Foch! i Och! Cały tydzień na blogach

To był błogi tydzień. Nie, nie był, ale jak zwykle nie umiem się oprzeć naciąganym grom słownym. Natomiast nie da się ukryć, że tym razem mój cotygodniowy przegląd blogowy będzie zawierał więcej Ochów! niż Fochów!

Po pierwsze jest nam bardzo miło, bo Foch został dostrzeżony i wyróżniony. Na stronie mamabu nasz serwis został uznany za "Blog tygodnia". Bardzo dziękujemy, bo uzasadnienie brzmi niezwykle nobilitująco:

My wyróżniamy ten blog przede wszystkim za inteligentne teksty z polotem i dużą dawką humoru. Za ciekawe tematy i miejsce na chwile relaksu po zagonionym dniu w dżungli rzeczywistości. Gratulujemy też zgromadzenia w jednym miejscu prawdziwych piszących "kobiet z jajami"!

Nawet jeśli jaja sobie tylko robimy, to i tak naprawdę cieszy nas, że przekaz trafia do celu.

Tak nas chwali mamabu.pl

Jeszcze bardziej nobilitujący był mój udział w dyskusji o blogach pt. "Bitwa o literaturę: między blogiem a kowadłem" w lubelskim Teatrze Starym. Co prawda reprezentowałam tam mało ambitną opozycję (w domyśle: kowadło) wobec blogów pisarskich Ingi Iwasiów i Remigiusza Grzeli , jednak rozmowa poprowadzona umiejętnie przez Grażynę Lutosławską o dziwo nie zanudziła na śmierć zgromadzonej (licznie!) publiczności. Śmiem nawet twierdzić, że miała całkiem sporo sensu i kilka humorystycznych akcentów. Możecie się przekonać sami, bo wideo zawierające zapis tej dyskusji jest dostępne on-line.

A bloga Ingi Iwasiów po prostu czytajcie. Bo mądry, kobiecy i ciekawy. I nie bójcie się jego "literackości", to jest najdalsza opozycja grafomanii jaką tylko mogę sobie wyobrazić. Oto mała próbka :

Wiecie co myślę o znakach i przeczuciach? To wam powiem: portal Racjonalista.pl jest dla mnie zbyt metafizyczny. Żadnych gusł i zabobonów, wróżb i robótek duchowych. Tymczasem tydzień mam pełen znaczącego, przelewającego się przez rzeczywistość jak woda z zepsutego rezerwuaru (proszę, nie, kanalizacji nie dotykaj). Wspomniałam na FB o awarii iPhone'a. Właśnie, cała książka telefoniczna odeszła w niebyt, co poprzedziły piski przypominające interpelacje małej myszki proszącej o serek oraz skurcze ikonek na ekranie. Nie mam kontaktów, pożółkła i wytarta karteczka wetknięta za okładkę notesu także niewiele już pamięta. Inni są ludzie, inne mają namiary. (...) Następne były zegarki i tu już poczułam mdłości i drżenie. Oba. W tym ten drugi, któremu wymieniałam baterię trzy tygodnie temu. Ta awaria pachnie ostrzeżeniem, bo niebawem ukażą się moje książki, w tym "Umarł mi. Notatnik żałoby" o moim tacie-zegarmistrzu. Czy już czas, żeby tak rozmawiać? Tak nocami robić zwarcie w moich czasomierzach? Co to ma znaczyć?

Skoro wydaję tyle westchnień zachwytu (OCH! ) to nie powstrzymam się przed jeszcze jednym. Ostatnio moją codzienną strawę przeżuwacza popkultury stanowi blog/serwis Brain Pickings . To niezwykle inspirujący misz-masz wiadomości o literaturze, nauce, sztuce i technologii we frapującym autorskim wyborze Marii Popovej, dziennikarki współpracującej m.in. z "The New York Times" i "Wired UK". Tym co uwielbiam w jej podejściu do podejmowanych tematów jest absolutny brak zadęcia i swobodne mieszanie kultury niskiej i wysokiej. Bo kultura jest jak wiadomo średniego wzrostu. A ja z radością czytam o panu, który napisał "Gwiezdne wojny" stylem Szekspira , albo oglądam nieznane ilustracje Tolkiena do "Hobbita" . Bo da się pisać ciekawie i mieć ponad ćwierć miliona fanów na FB, nie traktując swoich odbiorców jak kretynów o zerowym potencjale umysłowym.

A FOCHA! chyba strzelę sobie samej, bo wciąż nie spisałam wywiadu z Manelem Loureiro, choć zapowiedziałam to dwa tygodnie temu . Skandal i granda! Tak się nie traktuje Czytelników! Można na mnie nakrzyczeć, a ja się będę niezdarnie usprawiedliwiać. Do kolejnej niedzieli zapewne.

Rozważałam co prawda przyznanie Focha! Tygodnia Ilonie Felicjańskiej za jej szokujące wyznanie ("Dojrzewam...") poczynione na łamach bloga w NaTemat. Ale potem sobie pomyślałam, że nie kopie się leżącego a poza tym, ja wręcz przeciwnie niż pani Ilona z całą pewnością się napiję. Na trzeźwo tego nikomu brać nie radzę. Dojrzewające sery i wędliny w charakterze przekąski też będą jak najbardziej na miejscu.

Kusi, ale się oprę

Więcej o: