Krokusy, inaczej zwane szafranami, są jednym z pierwszych zwiastunów wiosny. Gdy zaczynają pojawiać się na trawnikach lub polanach, wiemy już, że zbliża się wielkimi krokami. Nie od dziś wiele osób marzy o zdjęciu z krokusami. Nie wszyscy zdają sobie jednak sprawę z tego, że spełnienie takiego marzenia może skończyć się mandatem.
Do zrobienia zdjęcia krokusom dziś wystarczy zwykły smartfon z dobrym obiektywem. Jednak fotografia wykonana z daleka nie wszystkim wystarcza. Turyści pragnący pamiątki na tle łanów kwiatów notorycznie zadeptują krokusy, wchodząc na trawniki czy polany. W Tatrach, gdzie znaleźć można najpopularniejsze skupiska krokusów, są one objęte ochroną. Okazuje się, że nie tylko w Dolinie Chochołowskiej, Kościeliskiej czy na Kalatówkach deptanie i zrywanie może skończyć się słonym mandatem.
Krokusów w miejscach publicznych, a więc nie tylko w parkach, lecz także na kwiatowych alejkach w miastach, jak na Jasnych Błoniach w Szczecinie, nie wolno deptać, zrywać ani kłaść się na nich po to, by wykonać wymarzone zdjęcie. W najlepszym wypadku za takie zachowanie grozi nagana. W najgorszym grzywna. - Przypominamy, że takie zachowanie jest wykroczeniem zgodnie z art. 144 §1 (niszczenie roślinności w miejscach publicznych) zagrożone karą grzywny do 1000 zł - podkreślała rzeczniczka szczecińskiej straży miejskiej st. insp. Joanna Wojtach w rozmowie ze szczecin.eu. - Strażnik miejski może nałożyć mandat karny w wysokości nawet 500 zł - dodała.
Jeśli zadeptujący wda się w dyskusję ze służbami i odmówi przyjęcia mandatu, sprawa może trafić do sądu. Tam finał może być już bardziej kosztowny, kara może bowiem wynosić nawet 5000 zł. Krokusy lepiej więc fotografować z bezpiecznej odległości lub we własnym ogrodzie.