W samym centrum stolicy. przy ul. Wilczej 26, mieści się niewielka pracownia. Na 29 m kw. pracują trzy koleżanki, każda w innym zawodzie. Jedna zajmuje się cerowaniem garderoby, druga cerowaniem dywanów, a trzecia - repasacją. - We trzy jest nam łatwiej. Sama nie wyrobiłabym nawet na komorne i inne opłaty - mówi Danuta Sobótka, która jest jedną z nielicznych repasarek na Mazowszu. Wspólna praca w jednym miejscu to także wspólne opłaty, które trzy koleżanki dzielą między siebie. - Dzięki temu nadal mogę naprawiać podziurawione rajstopy czy zaciągnięte oczka w pończochach. Ale tylko z tego dziś bardzo ciężko wyżyć - dodaje. Danuta Sobótka repasarką jest już 40 lat. - Zrobiłam kurs na Podwalu, gdy miałam zaledwie 16 lat. Sam kurs trwał wtedy prawie cztery miesiące - wspomina. Skąd wzięło się u niej zainteresowanie repasarstwem? Odkąd tylko pamięta, już w dzieciństwie lubiła wykonywać prace ręczne, m.in. szydełkować albo robić na drutach. Później zainteresowała się naprawianiem rajstop. - Moja ciocia zajmowała się repasarką. Spodobało mi się to, a później mnie zaciekawiło - mówi. Na początku nowy fach ćwiczyła na swoich własnych rajstopach.
W Polsce lat 70. i 80. ceny rajstop i pończoch były dość wysokie. A już dostać ten deficytowy towar graniczyło z cudem! Nic więc dziwnego, że panie oddawały do naprawy pończochy i rajstopy. Usługa, na szczęście niezbyt droga, była w owych czasach koniecznością. Po naprawie rajstopy praktycznie niczym nie różniły się od nowych. To sprawiało, że na usługi repasarskie był bardzo wysoki popyt. - Wtedy kupić rajstopy to był ciężki wyczyn. A pamiętam i takie okresy, że nic nie można było dostać - wspomina Danuta Sobótka. - Wówczas zamówień miałam tak dużo, że przyjmowałam towar i pakowałam do specjalnie przygotowanych worków. Klienci musieli czekać tydzień, czasami nawet i dwa tygodnie na naprawę - opowiada. W całym kraju powstawały liczne punkty repasacji. Często były to wydzielone kąciki ze stolikiem i krzesłem dla repasaczki. Bo niezbędne do wykonywania tego rodzaju usług wyposażenie sprowadzało się wyłącznie do dobrego oświetlenia i specjalnych igieł. Danuta Sobótka po ukończonym kursie rozpoczęła pracę w Spółdzielni Pożyteczna, która później połączyła się z Modeną. - Piętnaście lat temu wszyscy musieli przejść prywatyzację - mówi repasarka. Dziś z naprawy nie da się wyżyć. W sklepach można dostać wszystko za kilka złotych, więc nieliczni przynoszą rajstopy, skarpety czy pończochy do naprawy. - To już jest bardziej taka syzyfowa praca. Jak jest klientka, to i za pół darmo się robi, bo każdy grosz się liczy - przekonuje. Dla pani Danuty praca jest nie tylko kwestią dorobienia do emerytury. To także sposób na wspólne spędzenie czasu ze znajomymi.
W pracowni przy ul. Wilczej pani Danuta ma malutką maszynkę, tamborek (nakłada się na niego rajstopy) i małą igiełkę do maszynki. Dziennie przychodzi kilka osób. Lipiec i sierpień w tej branży są kiepskimi miesiącami. W wolnej chwili posprząta w zakładzie lub poprzerabia swoje rzeczy. - Co innego jesienią, zimą czy nawet wczesną wiosną. Wtedy to mam i po dziesięć klientek dziennie - mówi. Przychodzą do niej osoby w różnym wieku. Są tacy, co przynoszą po jednej rzeczy do naprawy, a są i tacy, co zbierają i przynoszą całą torbę. Najczęściej przynoszą zwykłe rajstopy i pończochy. - Czasami klientka przyniesie bluzkę, w której "poleci oczko", ktoś da do naprawy elastyczne slipki lub męskie skarpety, a ja załapuję - mówi pani Danuta. - Jak ktoś kupił drogie i firmowe rajstopy, to żal mu wyrzucać z powodu małej dziurki. Czasem zdarza się, że klient czeka przed zakładem, zanim jeszcze zostanie otwarty - dodaje. Zdaniem pani Danuty szkoda mu wyrzucać rzecz, za którą zapłacił 200, a nawet i 500 zł. Klientki przynoszą też do naprawy rajstopy przeciwżylakowe i rajstopy z lycrą. Niektóre naprawy trwają kilka minut, inne nawet i do godziny. Wszystko zależy od wielkości i ilości oczek, jakie pojawią się na ubraniu. Przez 40 lat uzbierała się też duża grupa stałych klientek, które pani Danuta zna nawet z nazwiska. - Takie klientki traktują nas jak rodzinę. Gdy czekają na naprawę, opowiadają o swoich kłopotach i problemach. Później my mówimy o swoich przeżyciach i tak nam czas miło upływa w pracy.