Do tragicznego zdarzenia doszło w nocy z 12 na 13 sierpnia 2011 roku. Krzysztof K. zwabił do swojego mieszkania ofiarę, a następnie ją zabił. W sprzątaniu i ukrywaniu dowodów zbrodni pomagała mu żona. Razem zawinęli zwłoki w dywan i wyrzucili do śmietnika. Później próbowali sprzedać rzeczy zamordowanej kobiety. Jedną z nich rozpoznała jej koleżanka.
Więcej podobnych artykułów przeczytasz na stronie głównej Gazeta.pl
Danuta wyszła z domu w Łodzi, mówiąc najbliższym, że jedzie do galerii spotkać się ze znajomym. Gdy nie wróciła, rozpoczęły się poszukiwania. W trakcie śledztwa okazało się, że tego dnia kobieta pojechała spotkać się z wówczas 31-letnim Krzysztofem, którego poznała przez internet. Gdy została zwabiona do jego mieszkania, mężczyzna zadał jej cios młotkiem, a następnie udusił. W sprzątaniu dowodów zbrodni pomagała mu żona, Marta, która przez cały czas była obecna w mieszkaniu. Oprócz tego w drugim pokoju były dzieci pary w wieku 3 i 5 lat.
Małżonkowie zawinęli ciało Danuty w dywan i wyrzucili na śmietnik. Później sprzedali jej samochód i próbowali znaleźć kupców na inne zrabowane ofierze przedmioty. Wśród nich znalazła się nawigacja, którą wystawili na portal aukcyjny. Rozpoznała ją koleżanka Danuty. Dzięki temu małżeństwo trafiło w ręce śledczych. Ciało zamordowanej kobiety zostało odnalezione kilkanaście dni później na wysypisku.
W trakcie przesłuchania Krzysztof K. przyznał się do dokonania zabójstwa. Początkowo przyznał również, że żona pomagała mu jedynie posprzątać, pozbyć się zwłok i sprzedać zrabowane przedmioty. Później zmienił zeznania i obwinił ją o współudział. Marta K. nie przyznała się do tego czynu. Według prokuratury para realizowała wspólnie ustalony plan. Ostatecznie sąd uznał pierwsze zeznania oskarżonego za wiarygodne. W listopadzie 2012 roku mężczyzna został skazany na dożywocie, zaś jego żona na 9 lat pozbawienia wolności. Choć obrona odwoływała się od wyroku, został on podtrzymany przez Sąd Apelacyjny w Łodzi w 2013 roku. Jego uzasadnienie zostało utajnione.