Niektórzy boją się chloru i osadu, inni zaś codziennie nalewają sobie kilka szklanek wody prosto z kranu. Kranówka wydaje się szybką i stosunkowo tanią opcją na nawodnienie organizmu. Często można bez obaw ją pić, ale nie zawsze tak jest. Kiedy lepiej jej unikać?
Jak się okazuje, chlor wcale nie jest szkodliwy, a jego zapach jest gwarantem dezynfekcji wody i nie jest groźny dla organizmu. - W USA, gdzie picie wody prosto z kranu jest powszechne, nikt nie weźmie do ust kranówki, jeśli nie wyczuje w niej zapachu chloru. Dla Amerykanów jego zapach jest sygnałem, że woda jest bezpieczna. Szkodliwość chloru to jeden z pokutujących u nas mitów na temat wody z kranu - wyjaśnił Robert Żurek, rzecznik Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Krakowie. Wody z kranu nie wolno pić, kiedy jest brunatna, mętna lub ma dziwny zapach, bo to dowód, że znajdują się w niej zanieczyszczenia, które mogą nam zaszkodzić.
A co z gotowaniem wody? Wiele osób błędnie sądzi, że taka woda jest zdrowsza. - Przegotowanie wody skutkuje wytrąceniem się tzw. kamienia, są to zwłaszcza związki wapnia i magnezu. To wprawdzie zmiękcza wodę, ale jest ona uboższa w minerały. Dlatego gotowanie wody nie jest zalecane przy bezpośrednim spożyciu - wytłumaczył ekspert.
Jak czytamy na stronie samorzad.gov.pl, jeśli chcemy pić wodę prosto z kranu, lepiej pić wodę zimną niż ciepłą. Dlaczego? Otóż w wodzie ciepłej mającej powyżej 25 stopni Celsjusza rozwijają się bakterie Legionelli, które wywołują legionellozę, czyli zakaźną chorobę dróg oddechowych. Warto wspomnieć, że nawet dzbanki filtrujące nie pomogą. W tym przypadku zalecane jest przegotowanie wody, bo w temperaturze ponad 60 stopni Celsjusza bakterie giną.
Jeśli masz ochotę, to zagłosuj w naszej sondzie, która znajduje się poniżej.
Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu.
Zachęcamy do zaobserwowania nas w Wiadomościach Google.