Skóra, podobnie jak całe nasze ciało, składa się w 60-70 procentach z wody. Tylko najbardziej powierzchowna warstwa naskórka, zwana rogową, jest stosunkowo uboga w wodę, bo zawiera jej około 13 procent. Jednocześnie zachowanie należytej wilgotności tej warstwy decyduje o zdrowym, młodym wyglądzie oraz o prawidłowym spełnianiu przez skórę jej funkcji ochronnych. Odwodniony naskórek staje się matowy, szary, napięty, skłonny do podrażnień. Nierzadko łuszczy się. Uwydatniają się na nim drobne zmarszczki. Staje się przepuszczalny dla toksycznych substancji z zewnątrz.
Podstawowym sposobem zapewniającym skórze właściwe nawilżenie jest po prostu picie wody. Nasze indywidualne zapotrzebowanie na wodę zależy od wielu czynników: od wagi ciała, sposobu odżywiania, rodzaju wykonywanej pracy, wieku, a także klimatu, w jakim żyjemy. Przeciętnie organizm potrzebuje około 2,5 litra wody dziennie. Mniej więcej litr wody otrzymujemy w pokarmach. Absolutne minimum, które należy wypić, to półtora litra płynów dziennie. Nigdy nie można napić się za dużo, bo zdrowa osoba może wydalić 1 litr płynu w ciągu godziny.
Jak ważne jest picie wody dla naszego wyglądu, niech świadczy przykład cellulitu, defektu sylwetki gnębiącego większość kobiet. Jedną z jego podstawowych przyczyn jest zaleganie substancji odpadowych przemiany materii w podskórnej tkance tłuszczowej. Jeśli będziemy dużo pić, substancje te zostaną wypłukane z organizmu zamiast zalegać pod skórą w postaci brzydkich zgrubień.
Woda jest "superkosmetykiem", którego należy dostarczać skórze od zewnątrz. Jest oczywiście składnikiem kremów, masek, mleczek, balsamów do pielęgnacji twarzy i ciała, toników. Nas jednak interesują dziś walory kosmetyczne samej wody. Korzystanie z jej dobroczynnych właściwości dla zdrowia i urody stało się obecnie bardzo popularne. Tak jak modne jest łacińskie powiedzenie sanus per aquam - uzdrowienie przez wodę (w skrócie - SPA) jako nazwa ośrodków hydroterapii. W luksusowych farmach piękności wykorzystuje się leczące, relaksujące i upiększające działanie wody. Farmy usytuowane są w okolicach źródeł wód mineralnych bądź na wybrzeżach morskich. Te ostatnie stały się popularne, odkąd w końcu XIX stulecia odkryto, że woda morska ma skład chemiczny podobny do składu plazmy krwi ludzkiej.
Woda ze źródeł mineralnych czy morska wykorzystywana do zabiegów musi być wolna od zanieczyszczeń chemicznych i bakteryjnych, a o to, niestety, coraz trudniej.
Zabiegi wodne - hydroterapia - to przede wszystkim kąpiele. Pisałam już kiedyś o domowych dobroczynnych kąpielach. Dziś o kąpielach proponowanych w luksusowych ośrodkach SPA. Można się tam np. zanurzyć w aromatycznej wodzie i oglądać przez specjalne okulary trójwymiarowy kwiat cynamonu w kąpieli cynamonowej czy kwiat wanilii w kąpieli waniliowej, słuchając egzotycznej, relaksującej muzyki. Takie zabiegi proponuje jedna z farm piękności w Tunezji.
Można zażywać kąpieli w basenach wypełnionych wodą z gorących mineralnych źródeł, podczas gdy wokół piętrzy się śnieg.
Kąpiele wzbogacane są masażami wodnymi. Najpopularniejsze jest tzw. jacuzzi. Woda wypływa tu pod ciśnieniem z otworów zainstalowanych w wielu punktach w wannie lub basenie. Napotykając opór ciała, tworzy masujące zawirowania. Jacuzzi może mieć stałą lub naprzemienną temperaturę.
Stosuje się też masaże wirowe, kiedy to woda drga i wiruje w całej swej objętości, a także biczowanie ciała gorącymi i chłodnymi strumieniami wody albo drobnymi kropelkami wyrzucanymi przez specjalne prysznice pod dużym ciśnieniem.
To tylko przykłady relaksujących zabiegów. Osobom, których nie stać na luksusowe kąpiele, polecam po prostu pływanie w morzu. Poddajemy się wówczas masażowi fal, wdychamy zapach jodu, nasz słuch koi szum fal, a wzrok odpręża bezmiar wody.
Od kilku lat producenci kosmetyków oferują "wodne mgiełki" do zraszania skóry. Jest to krystalicznie czysta woda źródlana lub morska w pojemnikach w sprayu lub z atomizerem. Ma walory zbliżone do toniku, nie zastępuje go jednak, gdyż nie nadaje naskórkowi - jak tonik - odczynu kwaśnego. Może być wzbogacona wyciągami ziołowymi, np. z zielonej herbaty, rumianku, gingko biloba, hammamelisu. W wodzie morskiej zawarte są drogocenne dla skóry składniki, pierwiastki śladowe, sole mineralne.
Zraszanie nawilża skórę, daje uczucie odświeżenia. Rozjaśnia szarą, zmęczoną cerę. Może łagodzić podrażnienia, a nawet leczyć, np. trądzik różowaty (woda z wyciągiem z gingko biloba), ropne wypryski (woda z hammamelisem).
Skórę zraszamy z odległości 20 cm. Po chwili nadmiar wilgoci usuwamy ligninową chusteczką. Jeśli pozostawimy ją na powierzchni naskórka, grozi nam uczucie ściągnięcia i zamiast nawilżenia przesuszenie.
Zraszanie twarzy mgiełką wodną pod ciśnieniem jest delikatnym mikromasażem. Dlatego raczej polecam spray, a nie atomizer. Masaż taki stymuluje zakończenia nerwowe znajdujące się w skórze, pobudza krążenie krwi i limfy, usuwa toksyny. Jest znakomitym przygotowaniem do zastosowania maseczki kosmetycznej czy kremu, bo skóra pobudzona lepiej zagospodaruje zawarte w nich składniki odżywcze.
Bardzo delikatne nawilżenie twarzy po zakończeniu makijażu powoduje, że znacznie dłużej zachowa on nienaganny wygląd. Używamy do tego celu wody w sprayu, a pojemnik trzymamy w odległości 30-40 cm od skóry.
MAŁGORZATA LORKOWSKA