Mark Brzeziński: O, bez wątpienia. Jest tu ogromnie dużo do zrobienia, szczególnie jeśli chodzi o stosunki Ameryki i Polski.
To absolutny punkt zwrotny w historii tych dwóch krajów. Z jednej strony Polska rośnie i staje się dobrze prosperującym, centralnie ważnym krajem europejskim, a z drugiej strony jest bardzo krucha. Polska znajduje się tuż przy strefie wojny i ma sąsiada, który nie życzy jej dobrze. Jest nim Rosja.
Więc stosunki amerykańsko-polskie są absolutnym priorytetem w tej sytuacji. I jest ogromna liczba rzeczy, które trzeba zrobić. Jednocześnie powinienem powiedzieć, że każdy Polak powinien podziękować swoim rodzicom i dziadkom za to, że zbudowali wspaniały, piękny, stabilny i silny kraj, który mają dzisiaj…
Masz rację. Trzydzieści cztery lata temu po raz pierwszy odwiedziłem Polskę. Przyjechałem tu jako młody człowiek wraz z moim ojcem i ówczesnym ministrem obrony Januszem Onyszkiewiczem. Podróżowaliśmy po całym kraju. Aby dostać się do Lublina czy Przemyśla, trzeba było jechać wąską, dwupasmową drogą, na której należało zachować szczególną ostrożność. W Warszawie był tylko jeden wysoki budynek.
Spójrzcie na dzisiejszą Polskę - to kwitnący kraj, dynamiczna gospodarka, a Warszawa jest jasno błyszczącym miastem na szczycie. Zmiana jest niezwykła. Jednocześnie jest ona krucha. Polska znajduje się bowiem w pobliżu strefy wojny i ważne jest, aby kraj był odporny, a Amerykanie odgrywają w tym ważną rolę. W zakresie wojskowości, biznesu, energii i na wiele innych sposobów. Tak więc program stosunków amerykańsko-polskich jest bardzo obszerny.
Czasami myślałem - to za wiele. Bez wątpienia. Małgorzata, dla mnie po pierwsze był ogromny przywilej i ogromny zaszczyt być ambasadorem tu. Po drugie, to była ogromna presja być ambasadorem i synem Zbigniewa Brzezińskiego. Wszystko musiało być idealnie. Jednocześnie cieszyłem się każdą chwilą. I, szczerze mówiąc, bardzo podobało mi się, że miałem partnerkę, która mi w tym towarzyszyła, ponieważ sam nie dałbym rady. To wymagało umiejętności dzielenia się zarówno możliwością silnego zaangażowania, jak i czasami presją.
Zorganizowaliśmy ponad 250 imprez reprezentacyjnych w siedzibie ambasady przy ulicy Idzikowskiego. Czasami były to trzy lub cztery wydarzenia dziennie. Możliwość dzielenia tego z Olgą, która wiedziała, kiedy jestem zmęczony, kiedy mam energię, kiedy jestem pozytywnie nastawiony, kiedy mam zły humor i tak dalej, była wspaniała. Ja również znałem ją, wiedziałem, jaka jest w danym momencie. Ważne było więc, aby robić to razem, ale szczerze mówiąc, bycie synem Zbigniewa Brzezińskiego wiązało się z dużą presją i trzeba zrozumieć, że dorastając, nigdy nie myślałem, że zostanę ambasadorem Polski.
W audycji ulokowano elementy kolekcji Plus Platin marki Villa Italia, producenta Ergo International Sp. z o.o.