Elżbieta Bawarska, cesarzowa Austrii i królowa Węgier do historii zapisała się nie tylko dzięki kulturze popularnej. Jej tragiczne losy, ale też uroda sprawiły, że stała się bohaterką wielu filmów, seriali, musicali i powieści. Cesarzową była aż 44 lata, najdłużej w historii Austrii, a już za życia o jej obsesji na punkcie wyglądu i pielęgnacji krążyły legendy. Jak o urodę dbała cesarzowa Sisi? Niektóre z jej rytuałów mogą dziś budzić zdziwienie.
Jako "róża Bawarii" i najpiękniejsza kobieta na świecie, cesarzowa dbała zarówno o ciało, jak i włosy. To z nich była szczególnie dumna. Długie, sięgające prawie do kostek, kasztanowo-brązowe i gęste, były tak ciężkie, że podobno cierpiała przez nie na częste bóle głowy. W drugiej połowie XIX wieku cesarzowa na pielęgnacje swoich włosów poświęcała nawet kilka godzin dziennie. W grę wchodziło regularne czesanie, po którym Elżbieta Bawarska potrafiła liczyć każdy wypadnięty włos, ale też specjalne kąpiele. Sisi stosowała mikstury z jajek i francuskiej brandy, do której czasem dodawała cebulę. Do ich wykonania potrzebowała kilku tuzinów jaj i 20 butelek koniaku. Zabieg powtarzała co trzy tygodnie.
Sisi miała obsesję nie tylko na punkcie swoich włosów. Dużo uwagi poświęcała też pielęgnacji skóry i ciała. Stroniła od mocnego makijażu i perfum, starając się zachować naturalność. Dbała o higienę - nawet w garderobie miała wannę. By zadbać o odpowiednią jędrność skóry, regularnie brała zimne kąpiele. Wieczorami stosowała za to kąpiele w ciepłym oleju, które sprawiały, że skóra była miękka. To jednak nie wszystko.
Elżbieta Bawarska chętnie eksperymentowała też z kosmetycznymi "nowinkami", które stosowała, by zadbać o cerę. Na twarz nakładała m.in. maseczkę z truskawek, która miała usuwać przebarwienia. Rozgniecione owoce mieszało się z wazeliną i nakładało na twarz. Chętnie sięgała po kremy z białego wosku, oleju z migdałów i wody różanej. Na twarz stosowała też maski, a raczej okłady, z cielęciny lub świeżej wołowiny owiniętej w jedwab.