Joga na dobre i na złe

Zapanowała moda na ?jogę instant" prowadzoną przez osoby pozbawione kwalifikacji - ostrzega prof. Lesław Kulmatycki z wrocławskiej AWF, który zbadał polskie szkoły jogi.

Aneta Augustyn: Szkół jogi przybywa w Polsce jak grzybów po deszczu.

Prof. Lesław Kulmatycki*: Taka moda. Szacuje się, że na świecie praktykuje regularnie milion ludzi, w Polsce - 30 tys. Na Zachodzie osiągnęło to już apogeum, Polacy są na krzywej wznoszącej od połowy lat 90. W "Kwartalniku Pedagogicznym" w najbliższym czasie opublikuję wyniki badań, które prowadziłem wspólnie ze Zdzisławem Burzyńskim, również wykładowcą akademickim i nauczycielem jogi. Analizowaliśmy, kim jest 135 osób, które prowadzą szkoły jogi, głównie w dużych miastach w Polsce. To zwykle ludzie w wieku 30-40 lat, w większości kobiety. Aż 70 proc. z nich nie podaje swojego wykształcenia kierunkowego. Nie wiemy, czy asan [pozycji w jodze] uczy fizjoterapeuta, czy też może inżynier albo hydraulik. 60 proc. nie zdradza również, jakie ma kwalifikacje do uczenia jogi. A więc ktoś, kto skończył krótkie szkolenie i założył sobie stronę w internecie, może się mianować nauczycielem. Ostatnio w Polsce był prowadzony miesięczny kurs jogi - każdy, kto zapłacił 4,5 do 7,1 tys. zł (zależnie od standardu zakwaterowania), dostawał certyfikat instruktora. Jest popyt, trzeba uruchomić podaż. Włos się jeży.

W Polsce najdłuższe, sięgające lat 70. tradycje nadawania uprawnień do prowadzenia zajęć jogi ma Towarzystwo Krzewienia Kultury Fizycznej. To akurat wiarygodna instytucja. Prof. Janusz Szopa, pracownik naukowy AWF w Katowicach, od lat nadzoruje tam kursy, które kończą się egzaminem m.in. z anatomii i fizjologii człowieka.

Czym grozi praktykowanie u złego nauczyciela?

- Może przynieść więcej szkody niż pożytku. Jeśli uczeń ma zwyrodnienia stawów czy wypadający dysk, to pewne ćwiczenia są zakazane. Nie można praktykować tzw. odwróconych pozycji przy nadciśnieniu, problemach z zatokami lub oczami, np. odklejaniem się siatkówki. Przy wrzodach żołądka czy dwunastnicy nie wolno wykonywać asan zwiększających ciśnienie w jamie brzusznej. Osoby z depresją czy schizofrenią powinny ograniczyć się do ćwiczeń rozciągających i oddechowych, bez medytacji, bez "uciekania do środka".

Dobry nauczyciel na początku rozmawia o ewentualnych chorobach i ustala indywidualne ćwiczenia. Joga to nie sztanca jednakowa dla wszystkich.

Właśnie tak wyglądały moje próby ćwiczeń w kilku miejscach: sala pełna ludzi, nikt nie pyta o choroby czy o oczekiwania, nie udziela rad.

- Niepokoi mnie, że joga tak się skomercjalizowała. Widuję ogłoszenia w centrach fitness o zajęciach jogi, które mają błyskawicznie poprawić kondycję i samopoczucie. Taka "joga instant", ograniczona do gimnastyki, z kompletnym pominięciem strony duchowej. To już po prostu świetnie prosperujący biznes obrosły kosztownymi gadżetami. Za 200 zł można sobie kupić gotowy pakiet: mata antypoślizgowa, kostki i stołki do podpierania, paski do rozciągania. Zupełnie jak do rehabilitacji chorych ludzi. Prawdziwa joga obywa się bez tego - wystarczy kawałek podłogi w spokojnym miejscu. Biznes poszedł tak daleko, że widziałem już nawet maszynę do osiągania stanu głębokiej medytacji. Delikwent ze słuchawkami na uszach jest podłączony elektrodami do monitora, na którym wyświetlają mu się kolorowe obrazki.

Niedawno wrócił pan z kolejnego pobytu w Indiach. Znowu praktykował pan w odosobnieniu w aszramie?

- Poprzednio rzeczywiście pobierałem nauki od Hindusów, tym razem jednak prowadziłem rozmowy w sprawie Podyplomowych Studiów Jogi, pierwszych w Polsce, które prawdopodobnie w tym roku powstaną na wrocławskiej AWF. Kompletuję wykładowców i jest szansa, że będą u nas uczyć doświadczeni nauczyciele, m.in.: dr Mukund Bhole, lekarz, Mark Dyczkowski, profesor sanskrytu, Krzysztof Sec, fizjoterapeuta, który robi doktorat w Indiach.

Byłem w Indiach również gościem międzynarodowej konferencji "Zarządzanie stresem". Widziałem świetne warsztaty, które będę chciał włączyć do wrocławskich studiów, dotyczące radzenia sobie z negatywnymi emocjami. Nie dajemy sobie rady z tempem naszych czasów. Zrobiono badania, z których wynika, że dziś człowiek robi dziennie trzy razy więcej kroków niż przed 30 laty. Stale się spieszymy, stale w niedoczasie. Aerobik czy bieganie to dobry sposób na wyżycie się, ale nie daje takich efektów jak praca z wnętrzem.

*Lesław Kulmatycki - profesor AWF we Wrocławiu, gdzie prowadzi m.in. treningi relaksacyjne dla studentów. Od 31 lat nauczyciel jogi, której sam uczył się w Indiach i Australii. Autor m.in. "Classical Yoga Manual", "Joga nidra", "Stres i joga". Zajmował się promocją zdrowia w departamencie zdrowia w Sydney oraz we wrocławskim urzędzie miejskim. Kieruje jedynymi w kraju Podyplomowymi Studiami Technik Relaksacyjnych przy AWF

Praca asystentka - oferty pracy na Pracawbiurze.pl

Więcej o: