Kobieta mieszkała sama, a wokół nie miała żadnych sąsiadów, bo wyjechali wiele lat temu. Święta Bożego Narodzenia spędzała samotnie. I to właśnie wtedy, w wigilię, 72-latka weszła na strych, aby coś z niego przynieść, a za nią zatrzasnęły się drzwi. Sześć dni spędziła bez wody i jedzenia. Uratowali ją policjanci.
Syn, który mieszka na drugim końcu Polski, zaalarmował policję. Twierdził, że nie miał kontaktu z matką i poprosił, aby sprawdzili, czy nie stało się jej coś złego. Funkcjonariusze, którzy przyjechali pod dom seniorki, usłyszeli, jak ktoś woła o pomoc. Kobieta musiała usłyszeć podjeżdżający na posesję samochód i krzyczała, aby zwrócić na siebie uwagę. — Dom wyglądał, jakby nikt w nim po prostu nie mieszkał, pusto i głucho. Chodziliśmy jednak wokół niego przez dłuższą chwilę, gdy wreszcie usłyszeliśmy ciche wołanie — powiedział "Interii" asp. szt. Krzysztof Jasiński.
Policjanci weszli na strych i zastali leżącą pod plastikowymi workami 72-latkę, która przez 6 dni przebywała bez wody i jedzenia. Zawiadomili pogotowie, ponieważ była wychłodzona i wyczerpana. Temperatura, w jakiej przebywała przez te kilka dni, oscylowała wokół 7 stopni Celsjusza. — Była przytomna, ale z ograniczonym kontaktem. (…) Opowiadała, że chciała coś przynieść ze strychu, ale zatrzasnęły się drzwi i nie potrafiła ich otworzyć — wyjaśnił policjant.