Wykładowca kazał studentce podnieść spódnicę. "Jeśli pani tego nie zrobi, to proszę wyjść z sali"

Była studentka jednej z krakowskich uczelni opowiedziała na TikToku, co spotkało ją w czasie egzaminu. Skandaliczne zachowanie wykładowcy i brak reakcji ze strony uczelni zmusiły ją do przerwania nauki. Na tym jednak nie koniec.
2259716365
Chikala / Shutterstock

Była studentka krakowskiej uczelni opublikowała na TikToku trzyminutowe nagranie i opowiedziała, co spotkało ją w czasie egzaminu. Wyjaśniła też, dlaczego była zmuszona przerwać studia i jak potraktowała ją uczelnia. Filmik opublikowany na profilu usmiech_psychopaty obejrzało już milion osób. W komentarzach wybuchła dyskusja. "Czyli można studentkę molestować, bo ściągała? Ludzie, kultura gwałtu i molestowania wciąż żywa" - czytamy wśród opinii.

Zobacz wideo Jakie są problemy polskiej edukacji? "Każdy musi iść na korki" [SONDA]

Wykładowca kazał studentce podnieść spódnicę

Do incydentu doszło w czasie egzaminu. Autorka nagrania przyznała, że nie nauczyła się na pierwszy termin egzaminu i przez 40 minut patrzyła w pustą kartkę. Nie uszło to uwadze wykładowcy. Po tym, jak koleżanka podała jej ściągę i nagle zaczęła pisać, prowadzący przedmiot zaznaczył, że widzi jej korzystanie z pomocy dodatkowych. Zaznaczył, że ma podejść do testu w drugim terminie.

Po otrzymaniu drugiej szansy kobieta przyłożyła się do nauki i na poprawce bez problemu odpowiadała na kolejne pytanie. Choć myślała, że tym razem zda egzamin, nie udało się. Wykładowca nagle wywołał jej nazwisko. 

Pani, moje nazwisko, proszę wstać". Wstaję. On mówi: "Pani ściąga (...). Proszę podnieść spódnicę" (...). Miałam wówczas na sobie białą bluzkę i spódniczkę taką od ze spodenkami od razu. "Jeśli pani tego nie zrobi, to proszę wyjść z sali, egzamin niezaliczony" (...). Nie wiedziałam, co w ogóle zrobić, wstałam, wyszłam

- opowiadała na TikToku.  

"Złamała pani przysięgę studenta"

Studentka natychmiast zgłosiła zajście dziekanowi i podkreśliła, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Dodała, że dookoła były osoby, które mogą potwierdzić, że nie ściągała. Wykładowca natomiast nadużył swojej władzy. W odpowiedzi usłyszała, że uczelnia długo zabiegała o prowadzącego te zajęcia, więc mogą jej jedynie zaproponować warunek, z który sama zapłaci. Zdecydowała, że w takim razie przerwie naukę.

Wraz z nowym semestrem postanowiła, że zacznie z nową kartą. Zrekrutowała się ponownie na pierwszy rok, a po przyjęciu jej na uczelnię, zapłaciła za studia zaoczne. 

Przychodzi listopad, ja dostaję wezwanie do dziekanatu, ponieważ wyszły nieprawidłowości (...). "Złamała pani przysięgę studenta (...). Ma pani podwójny status studenta, bo pani jest na drugim roku, a teraz na pierwszym, studiuje pani to samo, a tak nie można"

- usłyszała. Potem sprawa trafiła do sądu i rozprawa odbyła się bez udziału studentki. Kiedy otrzymała list z sądu, przeczytała, że ma "zakaz studiowania na tej uczelni przez rok". - Uczelnia nie odda mi pieniędzy, które już zapłaciłam, czyli prawie trzy koła, bo to jest "ich zadośćuczynienie" - dodała. 

Więcej o: