Jeszcze kilka lat temu były ciekawostką, dziś trudno wyobrazić sobie bez nich polskie miasta. Popularność hulajnóg elektrycznych rośnie z roku na rok, ale wraz z nią rośnie również liczba niebezpiecznych zdarzeń.
Hulajnoga elektryczna nie jest zabawką. Jest to pojazd, a kierującego obowiązują przepisy ruchu drogowego
– podkreśla komisarz Antoni Rzeczkowski z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.
Tylko w ubiegłym roku na polskich drogach doszło do ponad tysiąca wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych, a ich liczba stale rośnie.
Polacy zwyczajnie się boją
Potwierdzają to także wyniki badania zrealizowanego na zlecenie PZU. Aż 74 proc. Polaków deklaruje, że często widzi użytkowników hulajnóg poruszających się z nadmierną prędkością, a ponad połowa badanych przyznaje, że czuje się przez nich zagrożona.
To już nie jest problem infrastrukturalny, ale społeczny. Boimy się, bo nie czujemy się bezpiecznie na drodze
– mówi Marta Strzyżewska, dyrektor Biura Marketingu PZU.
Ekspertka zwraca uwagę, że hulajnogi bardzo szybko stały się elementem miejskiej codzienności, a nasze nawyki i świadomość nie nadążyły za tą zmianą.
Lekarz: "Najtrudniej leczą się urazy głowy"
Z perspektywy lekarzy problem wygląda jeszcze poważniej. Na oddziały ratunkowe trafia coraz więcej osób po upadkach z hulajnóg, a obrażenia często są bardzo ciężkie.
Te hulajnogi spędzają mi sen z powiek
– przyznaje dr Łukasz Rakasz, ordynator Oddziału Neurochirurgii Dziecięcej Szpitala Dziecięcego przy ul. Niekłańskiej w Warszawie.
Jak podkreśla specjalista, najbardziej niebezpieczne są urazy głowy.
Konsekwencje stłuczonego mózgu mogą trwać przez całe życie. To właśnie te urazy są najtrudniejsze do leczenia i najbardziej obciążające dla pacjentów oraz ich rodzin.
Ekspert przypomina, że do tragedii nie potrzeba zderzenia z samochodem. Wystarczy niewielka nierówność na chodniku czy ścieżce rowerowej, by stracić równowagę.
Nowe przepisy dotyczące kasków. To nie przypadek
Od 3 czerwca obowiązują nowe przepisy, zgodnie z którymi dzieci i młodzież do 16. roku życia mają obowiązek jazdy w kasku podczas korzystania z hulajnóg elektrycznych, rowerów i urządzeń transportu osobistego. Zdaniem ekspertów to krok w dobrą stronę, ale ochrona głowy powinna być standardem również dla dorosłych.
Nikt nie żałował, że miał kask na głowie. Wielu żałowało, że go nie założyło
– przypomina dr Łukasz Rakasz.
Lekarz podkreśla, że kask nie zapobiega samemu wypadkowi, ale może znacząco zmniejszyć ciężkość obrażeń i uratować życie.
"Mistrzu, pomyśl" – zamiast moralizowania jest chwila refleksji
Dlatego w ramach działań edukacyjnych dotyczących bezpieczeństwa w ruchu drogowym PZU zachęca do krótkiej refleksji przed wyruszeniem w drogę, pokazując, że nawet z pozoru niewinne zachowania – jazda z telefonem w ręku, bez kasku czy z nadmierną prędkością – mogą mieć bardzo poważne konsekwencje.
Nie chcemy moralizować. Chcemy pokazać sytuacje, które wszyscy obserwujemy na co dzień i skłonić do autorefleksji. Ta jedna sekunda zastanowienia może zapobiec tragedii
– podkreśla Marta Strzyżewska z PZU.
Kampania "Mistrzu, pomyśl" przypomina, że na drodze nie jesteśmy sami. Każdy z nas bywa jednocześnie kierowcą, pieszym, rowerzystą czy użytkownikiem hulajnogi, dlatego bezpieczeństwo zależy od wspólnej odpowiedzialności wszystkich uczestników ruchu.
Kask to nie obciach
Eksperci są zgodni – hulajnogi elektryczne zostaną z nami na dobre, dlatego zamiast z nich rezygnować, warto nauczyć się korzystać z nich odpowiedzialnie. Przestrzeganie przepisów, odłożenie telefonu do kieszeni i założenie kasku zajmują zaledwie kilka sekund, a mogą uchronić przed konsekwencjami na całe życie.
Bo choć żaden z nas nie planuje wypadku, każdy może zrobić coś, by jego skutki były jak najmniejsze. I właśnie od takiej drobnej decyzji zaczyna się prawdziwe bezpieczeństwo na drodze.
Materiał promocyjny marki PZU.