74 proc. Polaków widzi ten sam problem na ulicach. Eksperci apelują: "Mistrzu, pomyśl"

Coraz więcej osób wybiera hulajnogę zamiast samochodu czy komunikacji miejskiej. Kampania "Mistrzu, pomyśl" przypomina jednak, że wygoda nie może wyprzedzać rozsądku. Eksperci apelują o odpowiedzialność, bo na drodze liczy się nie tylko to, jak szybko dojedziemy, ale przede wszystkim, czy dojedziemy bezpiecznie.
Fot. Materiał promocyjny Shutterstock

Jeszcze kilka lat temu były ciekawostką, dziś trudno wyobrazić sobie bez nich polskie miasta. Popularność hulajnóg elektrycznych rośnie z roku na rok, ale wraz z nią rośnie również liczba niebezpiecznych zdarzeń.

Hulajnoga elektryczna nie jest zabawką. Jest to pojazd, a kierującego obowiązują przepisy ruchu drogowego

– podkreśla komisarz Antoni Rzeczkowski z Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Tylko w ubiegłym roku na polskich drogach doszło do ponad tysiąca wypadków z udziałem hulajnóg elektrycznych, a ich liczba stale rośnie.

Polacy zwyczajnie się boją

Potwierdzają to także wyniki badania zrealizowanego na zlecenie PZU. Aż 74 proc. Polaków deklaruje, że często widzi użytkowników hulajnóg poruszających się z nadmierną prędkością, a ponad połowa badanych przyznaje, że czuje się przez nich zagrożona.

To już nie jest problem infrastrukturalny, ale społeczny. Boimy się, bo nie czujemy się bezpiecznie na drodze

– mówi Marta Strzyżewska, dyrektor Biura Marketingu PZU.

Ekspertka zwraca uwagę, że hulajnogi bardzo szybko stały się elementem miejskiej codzienności, a nasze nawyki i świadomość nie nadążyły za tą zmianą.

Lekarz: "Najtrudniej leczą się urazy głowy"

Z perspektywy lekarzy problem wygląda jeszcze poważniej. Na oddziały ratunkowe trafia coraz więcej osób po upadkach z hulajnóg, a obrażenia często są bardzo ciężkie.

Te hulajnogi spędzają mi sen z powiek

– przyznaje dr Łukasz Rakasz, ordynator Oddziału Neurochirurgii Dziecięcej Szpitala Dziecięcego przy ul. Niekłańskiej w Warszawie.

Jak podkreśla specjalista, najbardziej niebezpieczne są urazy głowy.

Konsekwencje stłuczonego mózgu mogą trwać przez całe życie. To właśnie te urazy są najtrudniejsze do leczenia i najbardziej obciążające dla pacjentów oraz ich rodzin.

Ekspert przypomina, że do tragedii nie potrzeba zderzenia z samochodem. Wystarczy niewielka nierówność na chodniku czy ścieżce rowerowej, by stracić równowagę.

Zobacz wideo Hulajnoga to nie zabawka

Nowe przepisy dotyczące kasków. To nie przypadek

Od 3 czerwca obowiązują nowe przepisy, zgodnie z którymi dzieci i młodzież do 16. roku życia mają obowiązek jazdy w kasku podczas korzystania z hulajnóg elektrycznych, rowerów i urządzeń transportu osobistego. Zdaniem ekspertów to krok w dobrą stronę, ale ochrona głowy powinna być standardem również dla dorosłych.

Nikt nie żałował, że miał kask na głowie. Wielu żałowało, że go nie założyło

– przypomina dr Łukasz Rakasz.

Lekarz podkreśla, że kask nie zapobiega samemu wypadkowi, ale może znacząco zmniejszyć ciężkość obrażeń i uratować życie.

"Mistrzu, pomyśl" – zamiast moralizowania jest chwila refleksji

Dlatego w ramach działań edukacyjnych dotyczących bezpieczeństwa w ruchu drogowym PZU zachęca do krótkiej refleksji przed wyruszeniem w drogę, pokazując, że nawet z pozoru niewinne zachowania – jazda z telefonem w ręku, bez kasku czy z nadmierną prędkością – mogą mieć bardzo poważne konsekwencje.

Nie chcemy moralizować. Chcemy pokazać sytuacje, które wszyscy obserwujemy na co dzień i skłonić do autorefleksji. Ta jedna sekunda zastanowienia może zapobiec tragedii

– podkreśla Marta Strzyżewska z PZU.

Kampania "Mistrzu, pomyśl" przypomina, że na drodze nie jesteśmy sami. Każdy z nas bywa jednocześnie kierowcą, pieszym, rowerzystą czy użytkownikiem hulajnogi, dlatego bezpieczeństwo zależy od wspólnej odpowiedzialności wszystkich uczestników ruchu.

Kask to nie obciach

Eksperci są zgodni – hulajnogi elektryczne zostaną z nami na dobre, dlatego zamiast z nich rezygnować, warto nauczyć się korzystać z nich odpowiedzialnie. Przestrzeganie przepisów, odłożenie telefonu do kieszeni i założenie kasku zajmują zaledwie kilka sekund, a mogą uchronić przed konsekwencjami na całe życie.

Bo choć żaden z nas nie planuje wypadku, każdy może zrobić coś, by jego skutki były jak najmniejsze. I właśnie od takiej drobnej decyzji zaczyna się prawdziwe bezpieczeństwo na drodze.

Materiał promocyjny marki PZU.