No i jak tutaj nie krzyczeć, nie tupać ze złości i nie kląć jak szewc? Nawet anielska cierpliwość ma swoje granice. Nie martw się jednak: kłótnie, awantury czy "ciche dni" to normalny element każdego stałego związku. Ci, którzy twierdzą, że nigdy się nie sprzeczają, albo w rzeczywistości wcale nie są razem, albo są dobrymi aktorami. - Kłóci się każdy. Tyle że jeden robi to bardziej umiejętnie, drugi trochę mniej - podkreśla Tomasz Trzciński, psychoterapeuta.
Psycholodzy twierdzą, że kłótnia to najlepszy sprawdzian dla związku. Zdaniem brytyjskiego psychiatry Robina Skynnera, współautora książki "Żyć w rodzinie i przetrwać", spory w małżeństwie są jak najbardziej zdrowe i naturalne. Nawet najlepiej dopasowani ludzie różnią się charakterem, upodobaniami czy patrzeniem na świat. Jednak to, jak szybko i - w miarę - bezboleśnie potraficie dojść do porozumienia, świadczy o tym, czy do siebie pasujecie i czy w przyszłości poradzicie sobie w sytuacjach kryzysowych. Oczywiście w dużej mierze zależy to od przyczyny waszej kłótni. Jeżeli ty chcesz w końcu wyjść za mąż, a dla twojego partnera obrączka nic nie znaczy, to nie możecie oczekiwać, że kompromis pojawi się z dnia na dzień. Takie problemy rozwiązuje się miesiącami, czasem latami. Najważniejsza jest wówczas cierpliwość i wytrwałość. Podobnie należy podchodzić do różnicy zdań odnośnie do posiadania dziecka, relacji z teściami czy zakupu wspólnego mieszkania.
Co innego w przypadku codziennych sprzeczek. Ot, on zapomniał zapłacić za ciepłą wodę i w końcu ją wam zakręcili albo nie schował twojej ładowarki do telefonu, przez co padła ona ofiarą zębów waszego trzymiesięcznego szczeniaka. Trudno wtedy o spokojną reakcję, jednak nie należy rozciągać kłótni na kilka godzin, czy - nie daj Boże - kilka dni. Bo sprzeczka o pogryzioną ładowarkę przeistoczy się, nie wiedzieć kiedy, w piekielną awanturę o wszystko.
To, czy mały, czy też nieco większy konflikt odbije się na naszych relacjach, miłości czy ogólnie na wspólnym życiu, zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Pamiętajmy, że umiejętność dogadywania się przyda się nie tylko w małżeństwie, ale również w relacjach z dalszą rodziną, w pracy, a nawet w sklepie.
Pierwszą i naczelną zasadą jest uspokojenie emocji. Łzy, krzyki i obelgi nie sprzyjają negocjacjom. Zanim na dobre rozpętamy awanturę, postarajmy się odetchnąć świeżym powietrzem. Niektórym pomaga metoda liczenia do dziesięciu - to naprawdę pozwala trochę okiełznać narastającą złość. Sama sprawdziłam! Nie będę zanudzać was radami w stylu: "Nawiąż kontakt z samym sobą, uświadom sobie, co czujesz, i nie staraj się tego zagłuszyć". Prawda bowiem jest taka, że gdy jesteśmy wściekli, wszystkie tego typu wskazówki możemy sobie schować głęboko do kieszeni. - Grunt to wiedzieć, jak zachować chociaż odrobinę zimnej krwi, a z czasem też nauczyć się celnie odpierać atak. Kiedy to my przyczynimy się do kłótni, musimy zrobić wszystko, żeby nie zareagować agresywnie - dodaje psychoterapeuta. Tylko trening sprawi, że podczas utarczki słownej nie będziemy rzucać talerzami w ścianę ani trzaskać drzwiami, choć będziemy mieli na to ochotę. A to już dużo!
Pożyteczna może być tzw. technika odzwierciedlania. Należy wczuć się w sytuację osoby, która wszczyna kłótnię i postawić się w jej sytuacji. Może się wtedy okazać, że nasze zachowanie było szczytem głupoty i gdyby ktoś inny postąpił tak wobec nas, obrazilibyśmy się na niego do końca życia. Inna technika polega na podawaniu drugiej osobie konkretnych przykładów, gdy zachowała się lub zrobiła coś nie tak, jak trzeba. No i chyba najważniejsze: jeżeli okaże się, że nie mieliśmy w czymś racji, nie idźmy w zaparte. Nieumiejętność rozmawiania i tym samym "dobrego" kłócenia się prowadzi najczęściej do rozpadu związku. Zdarza się, że nawet pomimo silnego uczucia ludzie nie mogą być ze sobą, bo najzwyczajniej w świecie nie są w stanie się dogadać. Ale również nie spałabym spokojnie na miejscu par, które kompletnie o nic się nie kłócą. Bo to oznacza, że w ogóle ze sobą nie rozmawiają, że nie interesuje ich zdanie partnera.