Egipska Oprah Winfrey na zdjęciach wygląda jak gwiazda bollywoodzkiego filmu. W telewizji przypomina bohaterkę serialu 'Dynastia'. Ale nie jest ani bogobojną muzułmanką, ani poprawną politycznie Amerykanką. Staranny makijaż, tlenione włosy, dużo biżuterii. Szeroki uśmiech, lśniące białe zęby. Niski głos, szybki dowcip. Tematami jej programów jest wszystko, co wypisuje się na pierwszych stronach tanich pism, żeby ich nakłady rosły: masturbacja, prostytucja, kazirodztwo, zdrada.
Na okładce jednej ze swoich książek za plecami ma most Brookliński i wieżowce Manhattanu. Siedzi na chodniku ubrana w dżinsową kurtkę, spodnie i trampki. W dłoni ma dyktafon, obok leży stos książek. Wyzwolona reporterka. Studiowała na wydziale dramatu w Louisville w stanie Kentucky. Nie starczało na obiad, ale wspomina ten czas jako najszczęśliwszy w życiu. W Stanach była dziennikarką radiową, pracowała w amerykańskiej Arabskiej Telewizji. W Londynie redagowała arabski magazyn 'Sayidaty'. Po powrocie do Egiptu współtworzyła telewizję Dream. Jako jeden z jej szefów na sztandarowy program stacji zamierzała wypromować nowy talk-show. Szukała odważnej prowadzącej, skandalizującej, niebojącej się trudnych tematów. Nikt nie spełniał oczekiwań, więc wypromowała samą siebie. Twierdzi, że jeśli wzorowała się na czymkolwiek, to na amerykańskich talk-show: 'Jerry Springer', 'Late Night' Conana O'Briena i 'Late Show' Davida Lettermana - pełnych dowcipów, mieszających świat celebrytów z rozmowami o problemach społecznych.
Kiedy egipska prasa pisze o niej źle, a oglądalność jej programu zaczyna spadać, zmienia telewizję. Przed odejściem z Dream TV zrealizowała dyskusję o masturbacji. Niedługo później jeden z jej gości skrytykował Gamala Mubaraka, syna i potencjalnego następcę prezydenta Egiptu. Przeszła do stacji Rotana, żeby przeprowadzać wywiady z gwiazdami popkultury. 'To układ z rządem' - podejrzewa internetowy dziennik 'Demokratyczny Egipt'. Powiedzieli Hali: 'Możesz wygłupiać się z aktorami, dyskutować o seksie, ale trzymaj się z daleka od polityki, laleczko'. Przyznaje, że Dream TV opuściła pod naciskiem rządu. 'Nie chcieli zwolnić mnie z powodu znieważenia następcy prezydenta, więc poszło o masturbację'. Jej zdaniem zadziałała zasada, że łatwiej zaatakować z powodu problemu społecznego, bo jest wtedy szansa na zlinczowanie przy udziale społeczeństwa. Realizowanie bezpiecznych scenariuszy w telewizji Rotana bawiło ją krótko. W jednym z programów zapytała egipskiego duchownego, czy to prawda, że Mahomet poradził kobiecie, by karmiła piersią adoptowanego syna. Uniemożliwiłoby to erotyczny związek z pasierbem. 'Co mam zrobić? - pytała Hala. - Karmić piersią swojego kucharza, kierowcę, fryzjera, żeby nie mieć z nimi seksualnych relacji?'. 'Tak, to dobre rozwiązanie' - odpowiedział szejk.
'Jak muzułmanie mogą zachowywać wartości rodzinne, słuchając tak perwersyjnej kobiety?' - pisali egipscy dziennikarze. Hala na to: 'Dyskutujemy o prawdziwych problemach. Ludzie płacą mi za oglądanie programu. W zamian za to mam obowiązek dawać im tematy do dyskusji. Są nimi seks, religia, polityka. Istniał przede mną w tym kraju gatunek talk-show, ale te programy wypełniały gadające głowy. Ja postawiłam na prawdę'. Opinia publiczna uznała, że przesadziła z przedstawianiem prawdy, przeprowadzając rozmowę z prostytutkami z Kairu. Opowiadały, że zarabiają 1,5 tys. dol. miesięcznie, a w zamian za usługi seksualne dostają ochronę od policji. Kiedy mimo zaciemnienia twarzy zostały rozpoznane przez znajomych - po niezmienionych głosach - zgłosiły się do konkurencyjnej stacji Mehwar, żeby opowiedzieć o kłamliwej manipulatorce Sarhan. Utrzymywały, że zapłaciła im za wyznania. Wtedy stała się bohaterką tekstów z tytułami: 'Skandal Sarhan', 'Podrabiane nocne dziewczyny', 'Wszystko za pieniądze'. Egipscy dziennikarze oraz autorzy blogów komentowali: 'Dlaczego źle mówi tylko o prostytutkach z Egiptu, a nie z Libanu, z którego pochodzi jej matka?', 'Korumpuje dzieci, wygłaszając hymny pochwalne na cześć masturbacji', 'Obciąć język Hali Sarhan!'.
Wytoczono jej proces za 'naruszanie publicznego bezpieczeństwa oraz promowanie rozwiązłej postawy'. Podobno opuściła Egipt prywatnym samolotem arabskiego milionera al Walida bin Talala, jednego z udziałowców telewizji Rotana. Poleciała do Londynu. W rozmowie z angielskim dziennikiem 'Guardian' nazwała swoich oskarżycieli 'draniami, kłamcami, gnidami'. 'Tak, próbujemy zniszczyć Sarhan' - pisali autorzy arabskich blogów. Wystosowali list do właściciela Rotany, w którym żądają zwolnienia 'aroganckiej fanki feministycznych aktywistek', jak ją nazywają. Zbierają podpisy. Dziennik 'Al Ahram' opublikował serię listów od czytelników. Większość oburzonych. 'Słyszałam, że pojawiła się w telewizji Dubai. Płakała. Żałuję, że nie widziałam płaczącej Hali'. Dla Sarhan takie głosy są dowodem hipokryzji egipskiego społeczeństwa. Jej zdaniem najbardziej dotkliwej cenzury nie ustalają w tym kraju politycy. 'Nie boję się, że osądzi mnie ktoś z rządzących. Naprawdę usta może mi zamknąć tylko publiczność przywiązana do fałszywego systemu wartości'.
Afera rozpętała się ponad rok temu, po kilku tygodniach Sarhan na dobre zniknęła z egipskich mediów. Nie wiadomo, gdzie jest, na jej oficjalnej stronie internetowej brakuje aktualnych wiadomości. W jednym z ostatnich wywiadów, w końcu ubiegłego roku, podkreślała, że jej programy otworzyły pierwsze w historii egipskich mediów naprawdę demokratyczne forum. Kiedy ktoś dzwonił i mówił, żeby była ostrożniejsza, odpowiadała: 'Nie potrzebuję takiej publiczności. Wygrałam dzięki temu, że jestem szczera. Jeśli chcesz oszukiwać samego siebie, człowieku, zmień kanał. Masz sto innych'.