Są większe od os, dużo głośniejsze i mają reputację owadów, z którymi lepiej nie zadzierać. Nic dziwnego, że pojawienie się szerszenia przy stole ogrodowym momentalnie psuje atmosferę podczas grilla. Choć zazwyczaj nie atakują bez powodu, są groźne, a ich obecność blisko domu wywołuje spory stres. Szczególnie wtedy, gdy regularnie krążą wokół owoców, balkonu albo okien. Mało kto łączy ten problem z konkretnymi drzewami rosnącymi kilka kroków od tarasu. A są takie, które przyciągają je jak magnes.
Szerszenie nie przylatują pod okna przypadkiem. Wbrew obiegowym opiniom nie interesują ich ludzie sami w sobie, tylko to, co mogą znaleźć w pobliżu domu. A ogród potrafi być dla nich prawdziwym rajem. Szczególnie latem, gdy dojrzewają owoce, w powietrzu unoszą się słodkie zapachy, a drzewa zaczynają produkować więcej soków. Wtedy nawet spokojna działka zmienia się dla owadów w coś w rodzaju ogromnej stołówki pod chmurką.
Najbardziej przyciągają je drzewa wydzielające słodkie soki, a jesiony i brzozy są ulubionymi "adresami" szerszeni. Owady potrafią wyczuwać wyciekający płyn z uszkodzonej kory nawet z dużej odległości. Czasami same nadgryzają młode fragmenty drzewa, żeby dostać się do słodkiej substancji. Brzoza ma jeszcze jeden wabik: spadź produkowaną przez mszyce. Dla owadów to prawdziwy rarytas.
A co z drzewami i krzewami owocowymi? Opadłe śliwki, jabłka albo winogrona zostawione na tarasie stanowią równie atrakcyjne zaproszenie. Wiele osób skupia się głównie na osach, tymczasem szerszenie również uwielbiają fermentujące, słodkie zapachy. Im cieplej i bardziej duszno, tym intensywniej reagują na takie aromaty.
Problem nasila się szczególnie wieczorami. Szerszenie mocno reagują na światło. Kiedy w domu świecą lampy, a okna są uchylone, owady potrafią wlatywać do środka bez chwili wahania. A taki nocny gość wielkości kciuka tworzy scenę jak z horroru klasy B. Zwłaszcza że szerszeń uwięziony w pokoju zaczyna panicznie obijać się o szyby i lampy.
Obrazek dopełniają miejsca, które nadają się na gniazda. Podbitki dachowe, szczeliny w elewacji, altany, stare drewutnie i nieużywane strychy. Jeśli owady mają w pobliżu dostęp do jedzenia i spokojną kryjówkę, szybko uznają teren za idealny do życia.
Gdy szerszenie zadomowią się przy oknach, pierwsza zasada brzmi: nie wpadać w panikę. Mimo że wyglądają groźnie, to najczęściej atakują dopiero wtedy, gdy poczują zagrożenie albo ktoś zbliży się do ich gniazda. Nerwowe machanie rękami tylko pogorszy sytuację. Jeśli owad krąży wokół stołu albo balkonu, lepiej spokojnie odejść i usunąć resztki jedzenia, które mogły go przyciągnąć.
Dobrym rozwiązaniem są moskitiery i zabezpieczenia okien, szczególnie latem. Często przypominamy sobie o nich dopiero wtedy, gdy do mieszkania wpada rozpędzony owad przyciągnięty zapachem. Warto też ograniczyć intensywne oświetlenie przy otwartych drzwiach balkonowych. Jeśli szerszenie regularnie pojawiają się przy tarasie, pomóc mogą naturalne zapachy, których nie lubią. Robotę zrobią mięta, melisa, bazylia i olejek goździkowy. Nie działają jak magiczna bariera, ale potrafią wpłynąć na zainteresowanie okolicą domu.
Znacznie poważniej robi się wtedy, gdy szerszenie zakładają gniazdo w pobliżu ludzi. W tym przypadku najgorszym pomysłem jest samodzielne rozbijanie ich siedliska kijem czy polewanie go przypadkowymi środkami. Rozdrażnione owady błyskawicznie przechodzą do obrony kolonii, więc najlepiej skontaktować się ze specjalistyczną firmą dezynsekcyjną. Straż pożarna również interweniuje, kiedy gniazdo zagraża zdrowiu lub życiu mieszkańców.
W sklepach dostępne są również specjalne pułapki oraz preparaty na owady błonkoskrzydłe. Warto jednak stosować je rozsądnie i zgodnie z instrukcją. Pamiętajmy, że szerszenie są częścią ekosystemu i pomagają ograniczać liczbę innych owadów. Dlatego zamiast walczyć ze wszystkim, co bzyczy nad ogrodem, lepiej skupić się na ograniczeniu tego, co przyciąga szerszenie tuż pod nasze okna. Czy boisz się szerszeni? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.