Więcej wiadomości przeczytasz na Gazeta.pl.
Małgorzata Werner opiekowała się swoim ojcem do ostatnich chwil jego życia. Była przy nim i reagowała na wszystkie jego potrzeby. Jak podkreślała w rozmowie z dziennikarką Plotka Karoliną Sobocińską, strasznie go kochała i wiedziała, że jest mu potrzebna. Nie darowałaby sobie, gdyby miała oddać go do hospicjum. Fragment wywiadu obejrzysz poniżej:
Do hospicjum trafiają osoby przewlekle oraz nieuleczalnie chore. Kiedy rodzina nie czuje się na siłach, aby opiekować się chorym, wie, że w tym miejscu może on liczyć na specjalistyczną opiekę medyczną i psychologiczną. Małgorzata Werner jednak do końca była przy swoim ojcu i opiekowała się nim w domu.
- Nie darowałabym sobie tego, jakbym tatę oddała gdzieś do hospicjum. Tam na pewno nikt nie siedzi przy kimś przy łóżku 24 godziny. Na każde stęknięcie ja byłam przy tacie, ponieważ ja uważam, że tak jak nasi rodzice są z nami przy pierwszych dniach naszego życia i wprowadzają nas na ten świat, tak my mamy obowiązek tak sobie ułożyć pracę, tak sobie ułożyć wszystko, żeby być przy nich przy tych ostatnich dniach życia - podkreślała w rozmowie z Plotkiem.
Małgorzata Werner w latach 90. miała szerokie grono fanów. Prowadzącej program "Disco Relax" nie brakowało wielbicieli, a z powodu swojej charakterystycznej urody, została okrzyknięta "polską Pamelą Anderson". Na swoim koncie ma także epizodyczne role w filmach. Wystąpiła w produkcjach takich jak m.in. "Oczy Niebieskie", "Szczur" czy "Nic śmiesznego". Nagle jednak zniknęła ze świata show-biznesu. Na jej decyzję wpłynęły problemy rodzinne i depresja. "Nigdy nie miałam parcia na szkło. Chciało mi się, to coś sobie przyjęłam, nie chciało mi się, to nie przyjęłam. Dla mnie to było wygodne" - mówiła w wywiadach. Ważniejszy niż sława był dla niej spokój i życie prywatne.