Chloe pracuje na siłowni jako instruktorka fitness. Dwa lata temu razem z mężem znaleźli się w poważnych tarapatach finansowych. Okazało się, że nie tylko nie starcza im na rachunku, ale pensja, którą otrzymują, nie pozwala na pokrycie podstawowych potrzeb. - Miałam na zakupy spożywcze 5 funtów. Długi na mojej karcie kredytowej i pożyczki, które wzięłam przekroczyły wtedy 11 tys. - wspominała w rozmowie z The Sun. Przyznała, że czuła, że sięgają dna. - Nie było nas stać na chleb ani fasolę. Byłam przerażona, ale wiedziałam, że nie mogę pozwolić, by długi rozbiły moją rodzinę - zaznaczyła.
Kobieta wyznała, że sytuacja zmusiła ją do radykalnego zmniejszenia wydatków. - Mam 30-lat i zero długów. Od roku nie kupiłam nic nowego. Wszystko, co mam na sobie, pochodzi z lumpeksów lub punktów wydawania odzieży charytatywnej - wyznała. Kobieta zaczęła przeglądać także śmietniki i okazało się, że potrafi znaleźć tam perełki, które później może sprzedać.
- Jednego wieczoru znalazłam rzeczy, które udało mi się złożyć w koszyki prezentowe. Od tamtej pory w ten sposób robię prezenty na Dzień Matki, Boże Narodzenie czy urodziny - zdradziła. Wśród jej autorskich projektów znalazły się też wieńce z rolek po papierze toaletowym, które własnoręcznie wycięła i pomalowała w finezyjne wzory. Zrobiła też artystyczne świeczniki i słoje do przechowywania świeczek.
Chloe podkreśliła, że wielu osobom wydawało się, że jej przedmioty pochodzą ze sklepów znanych projektantów, kiedy jednak dowiadywały się, jaka jest prawda, słyszała, że to obrzydliwe. - Moim zdaniem, to pozytywny upcykling. Tak naprawdę te przedmioty pozwoliły mi spłacić moje długi. Jestem bardzo z tego dumna - zaznaczyła.