Mija rok od tragicznej śmierci 27-letniej Anastazji. Jej ojciec zabrał głos. "Trzeba było ją zatrzymać"

- Dla mnie trudna jest nawet wizyta na cmentarzu - powiedział pan Andrzej, ojciec 27-letniej Anastazji z Wrocławia, którą rok temu brutalnie zgwałcono i zamordowano na greckiej wyspie Kos. - Nie mogę, to jest coś strasznego patrzeć na grób córki. To jest zbyt przygnębiające - dodał mężczyzna.
Od śmierci Anastazji R. na greckiej wyspie Kos mija rok /Fot. Facebook screenshot
Od śmierci Anastazji R. na greckiej wyspie Kos mija rok /Fot. Facebook screenshot

Tragiczna historia 27-letniej Anastazji wstrząsnęła nie tylko Polską. O makabrycznej zbrodni, której ofiarą padła młoda wrocławianka, alarmowały również zagraniczne media. Kobieta pracowała w jednej z hotelowych restauracji na greckiej wyspie Kos, gdzie mieszkała ze swoim chłopakiem.

Zobacz wideo Zobacz wideo: Sadowska o pigułce gwałtu i Helenie Englert. "Nie jest łatwo być kobietą w tym kraju"

Para miała odłożyć pieniądze zarobione w sezonie letnim na turystycznej wyspie, by po powrocie do Polski zacząć nowy rozdział. Niestety, 12 czerwca 2023 roku 27-latka zniknęła. Policję o zaginięciu powiadomił zrozpaczony partner Anastazji.

Mija rok od tragicznej śmierci Anastazji na Kos. "Życie straciło sens"

Poszukiwania Polki trwały niecały tydzień. Jej ciało znaleziono 18 czerwca, na terenach podmokłych pod drzewem w Alykes, niedaleko Tigaki. Było nagie i owinięte w prześcieradło, sprawca umieścił je w worku na śmieci. Następnie przykrył zwłoki gałęziami. Od tych dramatycznych wydarzeń w środę minie rok. "Fakt" skontaktował się z rodziną zamordowanej Polki. Dziennikarze rozmawiali m.in. z ojcem młodej kobiety, który wyznał, że cała rodzina wciąż zmaga się z ogromną traumą.

Życie straciło sens. Czas absolutnie nie leczy ran. Dla mnie trudna jest nawet wizyta na cmentarzu. Nie mogę, to jest coś strasznego patrzeć na grób córki. To jest zbyt przygnębiające

- powiedział pan Andrzej w rozmowie z "Faktem".

Dodał również, że wszyscy "mają żal do siebie i poczucie winy". - Że jej nie uchroniliśmy, nie uratowaliśmy jej i jej nie przygotowaliśmy dobrze na to dorosłe życie. Może trzeba było jej nie pozwalać na tak dużo, może trzeba było ją zatrzymać w Polsce, zabrać paszport, żeby nigdzie nie wyjeżdżała. Do końca życia człowiek będzie to sobie wyrzucał - wyznał.

To na niego wskazują ślady. Jej ciało znaleziono obok jego domu

Po tym, jak 18 czerwca 2023 roku znaleziono ciało Anastazji, policja wszczęła wzmożone poszukiwania sprawcy. Ustalono, że 27-latka najpierw została odurzona i uprowadzona, a później zgwałcona i zamordowana. Podejrzanym okazał się 32-latek pochodzący z Bangladeszu, Salahuddin S. To on miało jako ostatni widzieć Polkę żywą.

Policja w jego mieszkaniu znalazła zakrwawioną koszulkę, kosmyk włosów i zabezpieczyła ślady DNA wrocławianki. Okazało się, że planował uciec z Grecji do Włoch. W jego mieszkaniu znaleziono również bilety lotnicze. 32-latek przyznał się do zgwałcenia 27-latki, gdy była nieprzytomna. Mężczyzna przebywa w więzieniu i nie przyznaje się do zabójstwa Anastazji.

Dziewczyna przed utratą przytomności zdążyła wysłać alarmującego SMS-a do swojego partnera. Kamery monitoringu miejskiego natomiast zarejestrowały fakt, że kobieta tamtej nocy była w mieszkaniu S. Jej ciało znajdowało się niespełna kilometra od miejsca zamieszkania 32-latka.

Więcej o: