W ostatnich dniach marka Zara Home wywołała spore poruszenie w sieci. Wszystko za sprawą nietypowego produktu, którym jest blokada do drzwi w formie zwykłego kamienia owiniętego jutowym sznurkiem. Cena? Jedynie 129 zł. Producent uzasadnia wysoki koszt tym, że kamień pochodzi z Indonezji.
Pomijając absurdalność pomysłu, można równie dobrze wyjść na spacer, znaleźć podobny kamień, przewiązać go sznurkiem i cieszyć się ekologicznym odpowiednikiem - i to całkowicie za darmo. To rodzi pytanie: czy naprawdę potrzebujemy takich gadżetów, czy raczej padamy ofiarą marketingowych sztuczek? Tym bardziej że nie jest to bez znaczenia dla środowiska.
"Odzież oraz przedmioty produkowane w krajach azjatyckich (np. Chiny, Bangladesz, Indie) muszą być transportowane na duże odległości do Europy i Ameryki, co generuje ogromne emisje gazów cieplarnianych. Transport morski i lotniczy to jedne z największych źródeł emisji CO2" - czytamy na portalu zielonagospodarka.pl.
Zara Home nie jest jednak jedyną marką oferującą przedmioty, które wzbudzają zdziwienie. W sieci można znaleźć jeszcze bardziej nietypowe propozycje. Na przykład torebka Moschino, która wygląda jak kawałek pizzy. Apetycznie przypieczone brzegi, rozpuszczona mozzarella, listki bazylii - wszystko wygląda tak realistycznie, że można by się pomylić. Ale zamiast przekąski, w środku znajdziemy miejsce na telefon i klucze. Cena? Jedyne 3379 zł.
A może sneakersy Nike w stylu "vintage"? Białe, z efektem zabrudzenia, wyglądające jak po kilku intensywnych sezonach. Celowo postarzane buty to hit streetwearu - im bardziej znoszone, tym bardziej stylowe. Kosztują 966 zł, czyli tyle, ile bilet na festiwal, z którego mogłyby faktycznie wrócić w takim stanie.
Luksusowa moda przyzwyczaiła nas do ekstrawagancji, ale Balenciaga od lat idzie o krok dalej - nie tylko zaskakuje, lecz także wywołuje dyskusje. Spodnie przypominające robocze ubrania z placu budowy, biżuteria wyglądająca jak stara sznurówka czy skórzana torebka imitująca paczkę chipsów - to tylko kilka przykładów. Jak kształtują się ich ceny? Są tak samo szokujące jak sam design.
Dżinsy w stylu "postapokaliptycznym" za 1350 euro to doskonały przykład modowej dekonstrukcji. Poszarpane, poplamione, z dziurami w newralgicznych miejscach, wyglądają jak wyciągnięte ze sterty odzieży roboczej. Jednak to japoński denim, co ma usprawiedliwiać ich cenę. W praktyce można się zastanowić czy to jeszcze moda, czy już performans.
595 euro za biżuterię? Brzmi rozsądnie, jeśli myślimy o złocie czy szlachetnych kamieniach. Ale w tym przypadku chodzi o kawałek postrzępionego, czarnego sznurka oplecionego metalowymi elementami. Można się zastanawiać, czy to sztuka, czy może jednak zabieg marketingowy bazujący na prostym założeniu: jeśli coś wygląda tanio, ale jest drogie, to musi być ekskluzywne.
Balenciaga udowadnia, że luksus nie ma granic, nawet tych estetycznych. Skórzana torebka, stylizowana na foliową paczkę chipsów z logo marki i ognistą papryczką, kosztuje prawie 41 tysięcy złotych. Jej funkcjonalność? Jak każdej innej kopertówki, ale z dodatkowym walorem, gdyż wzbudza kontrowersje. To modowe wyzwanie rzucone konsumpcjonizmowi czy jednak po prostu absurd?
Balenciaga konsekwentnie tworzy kolekcje, które prowokują i zmuszają do zastanowienia się nad tym, czym właściwie jest luksus. Demna Gvasalia, dyrektor kreatywny marki, w wielu wywiadach podkreślał, że jego moda to opowieść, a nie tylko odzież. W ten sposób nawiązuje do streetwearu, kultury ulicy, grunge'u i antymodowego buntu lat 90. W świecie, w którym wszystko jest na sprzedaż, a unikalność staje się walutą, paradoksem jest to, że im coś wygląda na starsze, brzydsze i bardziej zużyte, tym bardziej jest pożądane.
Czy skusiłabyś się na luksus w stylu Balenciagi? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu.
Zachęcamy do zaobserwowania nas w Wiadomościach Google.