W poniedziałek 31 listopada ok. godz. 11 razem z mężem dotarliśmy do szpitala. Okazało się, że mój lekarz prowadzący poszedł na urlop. Ta informacja zadziałała hamująco - na izbie przyjęć skurcze ustały. Wody były czyste, więc skierowano mnie na patologię ciąży. Dołączyłam do grupy kobiet o smutnych oczach, z wolna przemierzających korytarze. Po wysłuchaniu opowieści doświadczonych rodzących skurcze wróciły. Mąż przyjechał z pracy. Skurcze bardzo bolesne, rozchodziły się w górę i w dół. Oddychanie wyuczone w szkole rodzenia niewiele pomogło (musiałam oddychać dokładnie odwrotnie). Cieszyłam się, że był ze mną, była też uprzejma położna.
O godz 19 nastąpił przełom - przyszła druga zmiana i jej zawdzięczam, że porodu nie wspominam koszmarnie. Położne były "lekiem na całe zło": kompetentne, miłe, cierpliwe.
Rodziłam w zbiorowej sali (mimo że zapłaciłam za poród rodzinny), bo dziecko było duże i w razie komplikacji do sali operacyjnej blisko, ale czułam się intymnie, otoczona opieką. Darłam się wniebogłosy, błagałam o kroplówkę, znieczulenie i cesarkę. Moje anioły tłumaczyły mi, że to już, już. Przyszły bóle parte i o dziwo to, co miało być najgorsze, przyniosło ulgę. I tu kolejny przełom - muszę je wstrzymywać, bo choć rozwarcie pełne, główka pokazała się, ale dalej ani rusz. Próby zmiany pozycji nie dały rezultatu, rozwarcie zanikało, a Maćkowi dalej było u mnie wspaniale. Długo czekaliśmy na decyzję o cesarce.
O godz. 1 w nocy, już we wtorek, o własnych siłach udałam się na salę operacyjną, a w głowie tylko jedna myśl: czy będę mogła karmić piersią? Czterdzieści minut później lekarz "urodził" Maćka, który był śliczny, zdrowy i duży (4050 g).
Na położnictwie miłe były tylko siostry starsze wiekiem lub te, które miały własne dzieci; młode pielęgniarki odnosiły się oschle. Wspaniałe były uczennice liceum medycznego (zgrzytem była ich opiekunka, która ciągle je poganiała i pouczała).
PS Golono mnie dwukrotnie - po przyjęciu i przed cesarką, lewatywa około 22. Opłata za zmianę rejonu (których już nie było) - 30 zł, koszt porodu rodzinnego - 70 zł. Płatne w kasie szpitala.
Barbara Pietrowicz, Częstochowa