W "Gazecie Wyborczej" została opisana historia pana Kamila, który planuje wziąć ślub kościelny. Jego narzeczona mieszka jednak w innej parafii, więc musiał odebrać zaświadczenia o przyjęciu chrztu oraz bierzmowania. Pan Kamil nie krył oburzenia, gdy okazało się, że w jego parafii w Mławie wprowadzono cennik za wydanie takich dokumentów. Co więcej, o płatności przypomina kartka z informacją, że wierni mogą płacić blikiem.
Ile kosztowały zaświadczenia? Jak relacjonuje pan Kamil, w jego przypadku było to aż 400 złotych. Wspomniana także, że duchowny rozmawiał z nim jak urzędnik. - Odparł, że jest w pracy, cennik ustala proboszcz, takie mają zasady i trzeba z nim negocjować - napisał w swoim liście do redakcji. Mężczyzna i jego narzeczona zapytali, czy ksiądz jest tu z powołania, czy raczej pojawił się w zakładzie pracy. Duchowny odparł, że "w tym momencie jest w pracy i obowiązuje go cennik".
Redakcja "Gazety Wyborczej" skontaktowała się z parafią w Mławie. Jej proboszcz przypomniał, że jego kościół utrzymuje się z dobrowolnych ofiar swoich parafian. Księża nie mają żadnych dotacji. Co ciekawe, duchowny zaprzeczył, by w jego parafii obowiązywał cennik. - Za sakramenty zwyczajowo parafianie składają ofiary. A blik? Dzisiaj wiele osób unika gotówki, woli posługiwać się płatnościami elektronicznymi. Wychodzimy więc na potrzeby ludzi, dlatego terminal jest dostępny w kancelarii parafialnej - powiedział proboszcz. Jeśli masz ochotę, to zagłosuj w naszej sondzie, która znajduje się poniżej.