Policjanci zatrzymali kobietę, która przeszła przez pasy na czerwonym świetle i ukarali ją mandatem w wysokości 200 złotych. Starsza pani była przerażona. Jak wyznała, śpieszyła się na autobus. Dodała także, że ta kwota to połowa jej emerytury, którą przeznacza na zakupy spożywcze. - Połowę jedzenia za to mam - słyszymy na nagraniu, które zostało opublikowane na platformie X (dawniej Twitter).
Sprawę opisał między innymi serwis o2.pl. Dziennikarz poprosił także o komentarz w tej sprawie inspektora Wojciecha Pasiecznego - emerytowanego policjanta stołecznej drogówki. Jego zdaniem policjanci mogli rozważyć pouczenie, jeżeli kobieta nie stanowiła zagrożenia dla ruchu drogowego. Warto wspomnieć, że funkcjonariusze zaproponowali emerytce, by odmówiła przyjęcia mandatu. Jednak w takim przypadku sprawa trafiłaby do sądu i kobieta poniosłaby koszty.
Zdarzenie oburzyło użytkowników platformy X. "Brak słów! Najprościej staruszkę złapać", "Mogli wystawić pouczenie" - możemy przeczytać pod nagraniem. Pojawiły się także przeciwne głosy. "Bardzo dobrze. Nie wiem, ile razy mi starsza osoba pod koła prawie wpadła, bo przechodziła na czerwonym" - skomentował pewien mężczyzna.
Do sprawy odniosła się także komenda kielecka. Jak wynika z informacji przekazanych mediom przez oficerkę prasową Małgorzatę Perkowską-Kiepas, do zdarzenia doszło na ruchliwej ulicy, która prowadziła aż do dwóch szpitali. Poza tym, jak przypomniała, w stolicy województwa świętokrzyskiego w ubiegłym roku doszło do 49 wypadków z udziałem pierwszych. W ich wyniku zmarły trzy osoby.
- W przypadku zderzenie pieszego z autem, to wiadomo, że pieszy jest na straconej pozycji, często kończy się to poważnymi obrażeniami, a nawet śmiercią. Dlatego kluczowa jest reakcja na tego typu zachowania. Sygnalizacja świetlna jest po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo tym pieszym - powiedziała Małgorzata Perkowska-Kiepas w rozmowie z "Faktem".