Wyobraź sobie skwar lejący się z nieba, który sprawia, że każdy krok staje się cięższy. Ale nic to, w ręku trzymasz bilet do miejsca, gdzie czeka leżak, plaża i chłodny drink. Wchodzisz do hali odlotów, pewna, że już za chwilę usiądziesz w samolocie i wyruszysz w podróż. Beztroski nastrój pryska jednak bezpowrotnie, gdy obsługa ogłasza niespodziewaną zmianę planów. Okazuje się, że jako jedna z nielicznych zostajesz na ziemi, a powodem nie jest awaria czy odwołany lot, lecz… wysoka temperatura.
Natalia, polska pilotka i autorka profilu @natalia_aero, chętnie pokazuje obserwującym kulisy pracy w kokpicie i życie w USA. Tym razem opowiedziała o zjawisku, które potrafi zaskoczyć niejednego pasażera - upałach uniemożliwiających pełny start samolotu. Jak wyjaśniła, latem w Stanach termometry wskazują czasem nawet ponad 45 stopni, a wtedy gorące powietrze staje się rzadsze. Maszyna potrzebuje dłuższego pasa startowego i mniejszej masy, dlatego czasem rezygnuje się z części bagaży albo nawet pasażerów. - Brzmi absurdalnie? Nie dla fizyki - skwitowała w swoim nagraniu.
Pod postem rozgorzała dyskusja, a większość komentarzy pokazała, że niewiele osób zdawało sobie sprawę z takich praktyk linii lotniczych.
W szoku jestem ciężkim. Dla fizyki może to nie jest absurdalne, ale dla planów pasażera to już może
- napisał ktoś pod filmem. Jedna z internautek zapytała wprost o to, co mogłoby nurtować każdego z nas:
W jaki sposób odbywa się selekcja, kto leci, a kto wysiada? Nie miałam o tym pojęcia.
Pilotka odpowiedziała, że wszystko zależy od polityki danej firmy. W większości przypadków decyzja dotyczy osób, które jako ostatnie kupiły bilet. Inna osoba wspomniała o locie z Nowego Jorku do Cleveland, kiedy stewardesa przesadzała pasażerów, by wyrównać balans maszyny, co również ją zaskoczyło.
Tak też się często zdarza - samolot musi być odpowiednio wyważony na czas startu
- potwierdziła Natalia. Warto jednak pamiętać, że w praktyce częściej na ziemi zostają walizki niż pasażerowie. Bagaże lecą kolejnym rejsem, zwykle docierając następnego dnia. Takie sytuacje powtarzają się głównie latem na krótszych pasach startowych. Choć może to być pewna niedogodność, pilotka podsumowała to trafnym zdaniem:
W lotnictwie nie ma przypadków ani dróg na skróty, bezpieczeństwo jest zawsze priorytetem.
Nie tylko skwar potrafi namieszać w planach podróżnych. Zimą lotniska mierzą się z odwrotnym problemem – niskimi temperaturami. Paradoksalnie, samo zimno nie jest przeszkodą, bo paliwo lotnicze zamarza dopiero przy -40 stopniach. Mało tego, gęste, mroźne powietrze ułatwia start, zwiększając siłę nośną i poprawiając wydajność silników. Prawdziwe kłopoty zaczynają się jednak dopiero wtedy, gdy pojawia się śnieg i lód.
Pokryte białym puchem skrzydła czy kadłub zmieniają opływ powietrza i zaburzają aerodynamikę, dlatego każdy samolot trzeba oczyścić i spryskać specjalnym płynem antyoblodzeniowym. Sam proces potrafi zająć nawet godzinę, a to oznacza spore opóźnienia. Do tego dochodzi praca obsługi lotniska. Przy ekstremalnym mrozie pracownicy mogą przebywać na płycie jedynie przez kilkanaście minut. Nawet pasy startowe, mimo ciągłego odśnieżania, często stają się powodem odwołanych lotów. Z tego powodu zimą samoloty częściej zostają uziemione niż latem, choć zupełnie z innych powodów niż w upale. Czy zdarzyło Ci się kiedyś, że nie zostałaś/eś wpuszczona/y na pokład samolotu? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu.
Zachęcamy do zaobserwowania nas w Wiadomościach Google.