Olga Sobolewska: W "Dlaczego kochamy" opisuje Pani m.in., co się dzieje w mózgach młodych ludzi zakochanych z wzajemnością. Czy jednak pisanie o miłości z naukowego punktu widzenia, nie jest trochę jak ustne wykłady o przeżywaniu muzyki?
Helen Fisher: Nie, nie wydaje mi się. Miłość, w przeciwieństwie do muzyki, jest nieodłącznie związana z naszą biologią. Wystarczy, że o czymś lub o kimś pomyślisz i momentalnie zmienia się chemia twojego mózgu. Podczas naszych doświadczeń bardzo wiele się o tej chemii dowiedziałam.
Okazało się, że miłość to popęd, pierwotna potrzeba łączenia się w pary, która powstaje w dość prymitywnych ośrodkach naszego mózgu związanych m.in. z pragnieniem zdobycia nagrody. Uzmysłowiłam sobie także, że to uczucie naprawdę działa na nas jak narkotyk. Kiedy wszystko się udaje, "uzależnienie" może mieć bardzo pozytywne skutki. Gdy jednak nasza miłość zostaje zdradzona - narkotyk ten zaczyna działać destrukcyjnie.
Poznanie wszystkich mechanizmów leżących u podstaw miłości może nam tylko pomóc, na pewno nie zabije magii. Przecież możesz dokładnie znać każdy składnik czekolady, ale czy to coś ujmie z jej smaku? Tak samo badanie miłości nie odejmie nic z pasji i uroku drugiego człowieka.
Nie do końca to miałam na myśli. Jestem daleka od twierdzenia, że tylko miłość wpłynęła na rozwój kultury czy cywilizacji. Ale jestem pewna, że miała w tym bardzo duży udział. Nasi przodkowie wytworzyli mnóstwo różnych zachowań tylko po to, żeby nęcić siebie nawzajem. Ale branie pod uwagę tylko tej dziedziny życia byłoby dużym błędem. Ludzie przecież musieli jeść, chronić się przed chłodem, bronić przed drapieżnikami, poznawać nowe terytoria itd. Nasza kultura jest wypadkową wszystkich potrzeb pierwszych ludzi. Tyle że rolę miłości zazwyczaj zupełnie pomijano.
- Tak naprawdę to miłość i nienawiść mają ze sobą mnóstwo wspólnego. Miłość bardzo łatwo zmienia się w nienawiść. Dzieje się tak, kiedy system nagrody w mózgu dostrzega, że pomimo upływu czasu nie osiągamy przyjemności, np. gdy nasz obiekt pożądania nie odpowiada na nasze zaloty. Wtedy pobudzane jest ciało migdałowate (ośrodek w mózgu związany z odczuwaniem złości), a to z kolei wyzwala gwałtowne reakcje. Nazywa się to agresją w wyniku frustracji. Wiele przestępstw popełnia się pod wpływem emocji właśnie dlatego, że miłość i nienawiść są nierozłączne. Przeciwieństwem miłości jest raczej obojętność.
- Od kiedy powstał człowiek, najtrudniejszą rzeczą pod słońcem zawsze było wychowywanie małych, bezbronnych dzieci - rok po roku. Samo zapłodnienie, ciąża, poród i wykarmienie niemowlęcia jest olbrzymim przedsięwzięciem, które w przeszłości często wymagało zaangażowania całej społeczności. Częściowo właśnie z tego powodu wykształciliśmy duży mózg - by mogły zachodzić w nim procesy, które pomogą nam wybrać między potencjalnymi partnerami odpowiedniego ojca czy matkę dla naszych dzieci. Tworzenie związku musi być trudne i czasochłonne, ponieważ to początek najważniejszego wydarzenia w całym naszym życiu - przekazania swoich genów następnemu pokoleniu.
- Tak, to rzeczywiście dziwna sprawa. Ale tak naprawdę to kobiety są lepiej przystosowane do komunikacji werbalnej. Ich zdolność do ubierania wszystkiego w słowa jest w części połączona z żeńskimi hormonami - estrogenami. Okazuje się, że umiejętność odnajdywania właściwych słów gwałtownie wzrasta w połowie cyklu miesięcznego, kiedy wydzielanie estrogenów jest największe.
W większości przypadków kobiety także lepiej sobie radzą z odczytywaniem niuansów takich jak postura, gesty czy ton głosu potencjalnego partnera. Te "dodatkowe umiejętności socjalne" przydawały się tysiące lat temu naszym pramatkom w wychowywaniu dzieci i wybieraniu odpowiednich partnerów. Mężczyźni nie są tak dobrzy w komunikowaniu się, ponieważ należały do nich zupełnie inne zadania. Polowali, wytwarzali narzędzia, dbali o bezpieczeństwo - wszystkie te zajęcia wymagały skupienia i koncentracji. Teraz zbieramy tego owoce.
- Och, ja uważam, że prawdziwa miłość ma szansę rozwinąć się dopiero teraz! Wchodzimy w szczególnie romantyczny okres ewolucji człowieka. Przez ostatnie 10 tys. lat kobiety były uwiązane w gospodarstwach, bez wykształcenia i bez możliwości robienia kariery. Nie miały też praktycznie szans na rozwiązanie nieudanego małżeństwa. Ale przecież wcześniej, czyli przed rewolucją agrarną, w społeczeństwach łowców i zbieraczy kobiety pracowały razem z mężczyznami. Przynoszone przez nie owoce i warzywa zapewniały 60-80 proc. całego wyżywienia. Takie rodziny z "podwójnym dochodem" były normą, a nasze pramatki miały taką samą władzę jak mężczyźni. Dziś powracamy do tego modelu pracy. Możemy same dobierać sobie partnerów, zrywać nieudane małżeństwa, wyrażać własną seksualność i tworzyć naprawdę partnerski związek z mężczyzną. Powracamy do takiego rodzaju miłości, jaką cieszyli się nasi przodkowie tysiące lat temu.
- Absolutnie nie! Związane z miłością siły, które tkwią w mózgu człowieka, są zbyt mocno w nas zakorzenione i nawet za miliony lat (jeżeli oczywiście nasz gatunek tyle przetrwa) kobiety i mężczyźni nie przestaną się w sobie zakochiwać.