Na kanapie siedzą w maleńkich różowych szlafrokach specjalnie dopasowanych do ich wieku: trzyletnia Indra i dwie sześciolatki Louise i Tallulah. Z kanapy dyndają ich gołe stopy. Dziewczynki znajdują się w salonie kosmetycznym Kids Spa Di Dah w Los Angeles. Są w trakcie pedikiuru, który robią im wykwalifikowane kosmetyczki. Paznokcie pomalują im na różowo, podobnie jak u rąk. Miska z mydlinami, w której moczą nogi, jest na podwyższeniu, bo żadna z nich nie dosięga do podłogi. Dla małej Indry podest musi być wyjątkowo wysoki. Czekając na swoją kolejkę, Indra sprawdza, czy lakier na paznokciach u rąk już wysechł. Dziewczynki spędzą tam cały dzień, robiąc to, na co tylko mają ochotę. Do wyboru mają jeszcze między innymi: malowanie i woskowanie ciała, zajęcia z jogi, maseczki na twarz z czekoladą i przedłużanie włosów.
Podobne przygody w dziecięcym spa jako pierwsza w 2006 roku uwieczniła na zdjęciach amerykańska fotografka Lauren Greenfield. Jej fotoreportaż wcale nie opowiadał o rzadkim dziwactwie. Co roku z zabiegów upiększających korzysta w Stanach ok. 5 mln dzieciaków. Od kilku lat w Ameryce lawinowo rośnie liczba dziecięcych salonów urody. Dziś jest ich już przeszło 10 tys. i - żeby było jasne - nie chodzi o miejsca, gdzie nieletnimi kosmetyczki, manikiurzystki i makijażystki zajmują się przy okazji, ale gdzie dzieci są głównymi lub jedynymi klientami. 'To nie jest spa twojej mamy' - takim hasłem reklamuje się SPAhhhT w San Antonio. Przestrzeń w żywych kolorach zaprojektowano specjalnie dla dzieci. W ofercie: minimani i minipedi (minimanikiur i pedikiur), tatuaże henną, warkoczyki w stylu karaibskim, masaż ciała (wykonuje się go tylko w obecności rodziców lub opiekunów), oczyszczanie twarzy z maseczką, regeneracja skóry po opalaniu. Z głośników zamiast sennych relaksacyjnych melodii dudnią przeboje nastoletnich idoli. Można poczytać czasopisma dla dzieci i nastolatków, np. 'American Girl' czy 'Teen People'. 30-minutowy manikiur kosztuje 30 dol. (drogo, w Nowym Jorku - 8-10 dol.), a Wymarzony Lodowy Pedikiur Czekoladowo-Karmelowo-Miętowy - 50 dol. W kalifornijskim spa Boogaloos dzieci siedzą w samolocikach i samochodzikach, podczas gdy fryzjerka czesze i obcina im włosy. W Okie Dokie Kids w Kalifornii można uwiecznić multimedialnie (fotografie, film DVD) pierwsze postrzyżyny malucha. Jednak największym hitem wśród dzieciarni jest zorganizowanie w spa przyjęcia urodzinowego. Sieć salonów Sweet & Sassy dla dziewczynek w wieku od 2 do 17 lat oferuje zorganizowanie prywatek, podczas których uczestniczki mogą zmienić się w gwiazdę rocka, księżniczkę albo hollywoodzką aktorkę. Urodziny można zarejestrować na pamiątkowym DVD. Każda z dziewczynek w nowym uczesaniu, przebraniu i makijażu dostaje oprawioną w ramki 'okładkę' kolorowego magazynu z własnym zdjęciem. Urodziny w Sweet & Sassy Spa kosztują od 300 dol. w zależności od liczby zaproszonych dziewczynek plus 150 dol. ekstra za dowiezienie ich do salonu różową limuzyną. Pomysł na połączenie sklepu z kosmetykami dla dzieci i nastolatków z miejscem, w którym mogą się pobawić i urządzić przyjęcie, powstał w 2000 roku i w ciągu ośmiu lat rozrósł się do przeszło 80 sklepów w największych centrach handlowych w Stanach. W Libby Lu można kosmetyki kupić, ale też i sporządzić - np. własny balsam do ciała czy peeling o zapachu truskawkowym lub białej czekolady. Podczas przyjęcia urodzinowego można zmienić się w idolkę nastolatek Hannah Montana. Na makijaż, rockową kieckę i blond perukę skusiło się w zeszłym roku około miliona dziewczynek. W Polsce na razie ośrodków spa dla dzieci nie ma, ale warto wspomnieć, że pojawiają się już oferty skierowane specjalnie do nastolatek. Wprowadzają je duże ośrodki spa, które w ofercie mają pakiety dla każdego, teraz także dla młodych dziewczyn. Na przykład hotel Spa Falton z Gdyni w pakiecie dobowym dla nastolatek (koszt 234 zł bez noclegu) oferuje: stylizację brwi, oczyszczanie twarzy, manikiur, masaż wybranej partii ciała. W hotelu Warszawianka w podwarszawskiej Jachrance pakiet zawiera: zabieg na twarz do cery trądzikowej, odżywczy zabieg do ciała na bazie miodu, masaż, manikiur i pedikiur. Zabiegi dla nastolatek są delikatniejsze, nie mogą podrażniać ani działać inwazyjnie na młodą skórę, mogą ewentualnie zaradzić na problemy cery w okresie dojrzewania, odżywić skórę, ale przede wszystkim uprzyjemnić czas masażami i pielęgnacją paznokci.
Z badań marketingowych wynika, że kieszonkowe amerykańskich nastolatków sięga 160 mld dol. rocznie. Dzieci dysponują zaskórniakami wartymi - bagatela - 18 mld dol. Jest o co walczyć. Amerykańskie nastolatki wydają 20 mld dol. rocznie na produkty zdrowotne i urodowe. Susan Rives, założycielka firmy Scientific Explorer, która produkuje edukacyjne zabawki dla dzieci, w tym zestawy do przygotowywania domowych kosmetyków, tłumaczy: - Kosmetyki i produkty spa to dziś ogromny rynek, znaczący trend i wielka przyszłość. Robimy badania rynku i wiemy, że dziś dzieciaki są bardzo mocno zainteresowane tego typu produktami. Nasz zestaw do przygotowywania domowych kosmetyków okazał się bestsellerem! Nic dziwnego. W ubiegłorocznej ankiecie nowojorskiej firmy Experian aż 55 proc. dziewczynek w wieku 6-9 lat przyznało, że używa błyszczyka albo szminki. Prawie dwie trzecie z nich maluje paznokcie. Znawcy rynku przyznają, że to nie tylko specyfika amerykańska, ale że w ogóle dzieci na całym świecie dziś 'młodo się starzeją'. Według Brazilian Society of Plastic Surgery w Brazylii, gdzie kult piękna jest silnie zakorzeniony, co 15. osoba poddająca się operacji plastycznej ma poniżej 18. roku życia. Może niedługo obok spa będą powstawały minikliniki medycy estetycznej!? W Polsce kosmetyków adresowanych do dzieci jest także coraz więcej. Prym wiodą dezodoranty o cukierkowych zapachach i wody toaletowe pachnące lemoniadą czy watą cukrową. Z najnowszych badań Ipsos wynika, że dzieci w wieku od 4 do 18 lat dostają od rodziców średnio 55 zł miesięcznie w ramach kieszonkowego. Wydają je na słodycze i jedzenie (60 proc.), napoje (17 proc.), karty do telefonu (15 proc.), kosmetyki i ubrania (12 proc.). Z badania wynika też, że dzieci mają realny wpływ na to, co kupują rodzice. Producenci wiedzą to od lat, kierują więc swoją ofertę do coraz młodszych odbiorców. To dlatego firma Coty wprowadziła na rynek wody toaletowe o zapachu lizaków Chupa Chups czy sygnowane twarzą najbardziej znanej na świecie lalki Barbie, a Sephora robi zestawy kosmetyków specjalnie dla dziewczynek - schowane w różowej komódce lakiery do paznokci i błyszczyki, oraz dla chłopców - kosmetyczki ze sprayem do włosów, składaną szczoteczką do zębów i portfelem. W znanej międzynarodowej sieci H&M półki uginają się od kosmetyków z twarzami postaci z kreskówek. A przecież wiadomo, że kosmetyki ze Snoopym, z Betty Boo czy Hello Kitty nie są przeznaczone do skóry dojrzałej, a ich kolorowe opakowania i zapachy nie mają za zadanie przyciągnąć do sklepu 40-latek. Każda seria zawiera pełną gamę akcesoriów - od lakierów do paznokci, przez błyszczyki do ust i cienie do oczu, pudry i balsamy do ciała, aż po mydła i żele do mycia.
- Mam na imię Claire i myślę, że to jest bardzo ważne, jak się wygląda - mówi Claire Tyson podczas swojej wizyty w SPAhhhT w San Antonio. - Jeśli nie wyglądasz ładnie i nie jesteś dobrze ubrana, ludzie nie są w stanie cię zaakceptować. Myślą, że jesteś dziwna, i nie chcą z tobą rozmawiać. W kształtowaniu dziecięcych gustów i poglądów ogromną rolę odgrywają wzorce czerpane z reklam i pism kolorowych. Do spa z dziećmi chodzi Madonna, 'Glamour' opublikował niedawno zdjęcia aktorki Kate Beckinsale i jej siedmioletniej córki Lily tuż po wyjściu od manikiurzystki. Do tego w Ameryce rośnie liczba rodziców, którzy są dziś w stanie zapłacić każde pieniądze za święty spokój. Wielu nie widzi też w nowym trendzie niczego złego, wręcz przeciwnie. Rodzice, którzy przyprowadzają do spa swoje pociechy, zgodnie tłumaczą: - To jest Ameryka, a Ameryka ma bzika na punkcie urody, dbania o siebie, zdrowia, diety i witamin. Żyjemy w innych czasach. Dzieci wiedzą o świecie dużo więcej niż my kiedyś. Poza tym to przecież tylko zabawa, a jeśli przy okazji uczą się, jak o siebie dbać, jak to może być szkodliwe? Innego zdania jest profesor Julie Wilgen, seksuolożka z Uniwersytetu Delaware. Twierdzi, że na zbyt szybkie 'starzenie się' współczesnych dzieci i nastolatków mają wpływ dwie rzeczy - znakomite żywienie i wzorce płynące z mediów. Efekt? Dziewczynki mają dziś pierwszą menstruację wcześniej, chłopcy wcześniej wchodzą w wiek pokwitania. Nastolatki wcześniej zaczynają prowokować wyglądem i seksownie się ubierać. Wtóruje jej Diane E. Levin, profesor pedagogiki z Uniwersytetu Wheelock w Bostonie od 25 lat badająca problemy dzieci i nastolatków, autorka książki 'Zbyt seksowne, zbyt wcześnie. Seksualizacja dzieciństwa': - Przyzwyczajanie dzieci do kuracji w spa jest w istocie szkoleniem ich w byciu małymi Paris Hilton. To mnie martwi, bo mówi im jasno, że szczęśliwa będziesz wtedy, gdy coś sobie kupisz i będziesz ładnie wyglądać, a nie wtedy, gdy nauczysz się radzić sobie w życiu i rozwiązywać realne problemy. Profesor Levin dodaje, że gdy idzie się do spa, to jest się skupionym na sobie. To, owszem, daje zadowolenie, ale trzeba zdawać sobie sprawę, że w istocie nie zrobiłaś przecież nic, co przyniosłoby ci rzeczywiste szczęście, poczucie sukcesu czy realną wartość. Wyśniony Manikiur i Pedikiur Księżniczki, To Moje Przyjęcie i Będę Chodziła Sobie do Spa, Jeśli Zechcę!, Wszystko o Mnie, o Mnie, o Mnie - to tylko niektóre nazwy zabiegów w dziecięcych spa w Ameryce.