Szacuje się, że na przewlekłe choroby wątroby choruje nawet 422 tys. Polaków. Choć określa się je mianem "cichych zabójców", temat wciąż bywa spychany na dalszy plan. Z badania BioStat dla Wirtualnej Polski wynika, że co druga osoba nigdy nie sprawdziła stanu tego narządu, co pokazuje skalę problemu. Profilaktyka ma tu ogromne znaczenie, ale liczy się też to, jak żyjemy na co dzień. Na co warto postawić, a czego unikać? Hepatolożka wskazuje konkretne kierunki.
To wyjątkowy narząd, który przez lata potrafi pracować "na zapas" i nie pokazywać, że coś jest nie tak. Hepatolożka prof. Debbie Shawcross z King's College London, specjalistka od przewlekłej niewydolności wątroby i autorka badań nad jej powikłaniami, w rozmowie z serwisem inews.co.uk tłumaczy, że proces dochodzenia do niewydolności może trwać nawet kilkanaście lat. W tym czasie wątroba stopniowo ulega uszkodzeniom, a objawy pojawiają się dopiero wtedy, gdy lekarze mają już niewielkie pole manewru.
Marskość wątroby to końcowy etap przewlekłych uszkodzeń. Dochodzi do niej m.in. przez nadmierne spożycie alkoholu, zakażenia wirusowe czy zaburzenia metaboliczne. Coraz większą rolę odgrywa też styl życia. - Jedna trzecia globalnej populacji ma nadwagę lub otyłość, co prowadzi do stłuszczenia wątroby i stanów zapalnych - zwraca uwagę ekspertka. Problem przestaje dotyczyć wyłącznie osób nadużywających alkoholu i dotyka coraz młodszych ludzi.
Tym, co szczególnie niepokoi lekarzy, jest tempo zmian. Prof. Shawcross mówi wprost o "narastającym kryzysie przewlekłych chorób wątroby". W samej Wielkiej Brytanii liczba zgonów wzrosła w ostatnich latach o kilkadziesiąt procent. Podobny trend powoli widać również w Polsce.
Hepatolożka zwraca jednak uwagę na fakt, że codzienne nawyki mogą mieć pozytywny wpływ na kondycję tego ważnego organu. Podkreśla, że nie chodzi o radykalne zmiany, tylko o konsekwencję. Wśród jej zaleceń pojawia się m.in. regularne sięganie po owoce bogate w pektyny, które wspierają mikrobiom jelitowy. - Krótkołańcuchowe kwasy tłuszczowe pomagają utrzymać zdrowe komórki - tłumaczy.
Nieoczywistym elementem jest... kawa. Według przywoływanych badań u osób pijących kilka filiżanek dziennie rzadziej rozwijają się niektóre schorzenia. - Wszystkie rodzaje kawy, także bezkofeinowa, wiążą się z niższym ryzykiem przewlekłych chorób wątroby i raka - wyjaśnia Shawcross.
Z drugiej strony pojawiają się rzeczy, które warto ograniczyć. Jedną z nich jest oczywiście alkohol. Ekspertka podkreśla, że choć nie ma bezpiecznej dawki, to jednocześnie wie, że całkowita abstynencja w społeczeństwie jest nierealistyczna. Dlatego ważny jest umiar. - Nie należy przekraczać 14 jednostek tygodniowo (ok. 140 ml czystego alkoholu) i warto robić przerwy od alkoholu w ciągu tygodnia - zaznacza. Zwraca też uwagę na tzw. binge drinking, czyli wypijanie większych ilości w krótkim czasie, co szczególnie obciąża wątrobę.
Na liście "do ograniczenia" są również słodzone napoje. Fruktoza, obecna w wielu produktach, sprzyja odkładaniu tłuszczu w wątrobie. W dłuższej perspektywie prowadzi to do stanów zapalnych i zwiększa ryzyko chorób metabolicznych.
Wniosek, który się z tego wyłania, jest dość prosty. Wątroba dobrze reaguje na stabilny rytm dnia, miarkowanie i regularność. Z kolei przeciążenie, brak snu czy nagłe "zrywy" w zmianie stylu życia bardzo działają na jej niekorzyść.
Chora wątroba przez długi czas nie daje objawów, dlatego badania profilaktyczne są podstawą kontroli zdrowia. W Polsce jednym z narzędzi, które ułatwiają dostęp do diagnostyki, jest program "Moje Zdrowie". Obejmuje osoby od 20. roku życia i pozwala regularnie sprawdzać kondycję organizmu.
Cały proces zaczyna się od wypełnienia ankiety na Internetowym Koncie Pacjenta lub w aplikacji mojeIKP. Pytania dotyczą stylu życia, diety, aktywności fizycznej czy historii chorób w rodzinie. Na tej podstawie lekarz POZ dobiera zakres badań i wystawia skierowania, więc nie trzeba samodzielnie zgadywać, jakie testy wykonać.
W ramach programu można sprawdzić m.in. próby wątrobowe, czyli ALAT, AspAT i GGTP. To wskaźniki, które pokazują, czy komórki wątroby są uszkodzone. Do tego dochodzi bilirubina oraz test anty-HCV, który pozwala wykryć wirusowe zapalenie wątroby typu C. W zależności od wyników możliwe są też dodatkowe badania, takie jak USG jamy brzusznej.
Program działa w określonym trybie. Osoby między 20. a 49. rokiem życia mogą korzystać z niego co 5 lat, a po 50. roku życia co 3 lata. Po wykonaniu badań pacjent trafia na wizytę podsumowującą, podczas której omawiane są wyniki i tworzony jest indywidualny plan zdrowotny. To rozwiązanie daje coś więcej niż jednorazową kontrolę. Pozwala zobaczyć, w jakim stanie jest nasz ciało i wychwycić zmiany, zanim staną się poważnym problemem. W kontekście chorób wątroby ma to szczególne znaczenie, bo jak pokazują statystyki, wielu pacjentów trafia do lekarza kiedy jest już za późno. Czy badałaś/eś kiedyś wątrobę? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.