W niedzielę 14 lipca media na całym świecie obiegła smutna informacja o śmierci Shannen Doherty. Aktorka miała 53 lata. Widzowie pokochali ją za rolę Brendy Walsh w serialu "Beverly Hills, 90210", a później Prue Halliwell w "Czarodziejkach".
Shannen Doherty jakiś czas temu wyznała, że przez całe życie bardzo chciała zostać matką. W 2011 aktorka wzięła ślub z fotografem gwiazd Kurtem Iswarienko. W tym czasie oboje byli już po czterdziestce. Zdecydowali się więc na procedurę in vitro. - Chciałam dziecka nie tylko dla siebie, lecz także dla mojego męża. Chciałam tego dla naszego związku. Chciałam, aby on również spełnił się jako rodzic - powiedziała w jednym z odcinków swojego podcastu.
Z powodu leczenie onkologicznego i menopauzy aktorka zrezygnowała ze starań o potomstwo. Wyznała jednak, że macierzyństwo było jednym z jej największych marzeń. Dlatego też w pewnym momencie zaczęła rozważać adopcję. - Zawsze o tym marzyłam. [...] Patrzę na dzieci, które w ogóle nie mają rodziców i myślę, że jeśli jakieś zaadoptuję, to każda ilość czasu jest lepsza niż nic - powiedziała.
Shannen Doherty w 2015 roku poinformowała swoich fanów, że zmaga się z nowotworem piersi. Po diagnozie od razu rozpoczęła leczenie. Przeszła chemioterapię, radioterapię oraz terapię hormonalną. Miała za sobą także mastektomię. W ubiegłym roku okazało się, że choroba rozprzestrzeniła się na kości i mózg. Mimo to aktorka starała się żyć normalnie. - Staram się cenić wszystkie małe chwile, których większość ludzi tak naprawdę nie widzi - powiedziała w jednym z wywiadów.