Więcej podobnych historii znajdziecie na Gazeta.pl
W 1995 roku głośno było o sprawie morderstwa dziennikarza Artura Korczaka. Mężczyzna został zamordowany w bramie kamienicy przy ul. Stalowej 50 w Warszawie. Był andrzejkowy wieczór, dziennikarz wracał z mocno zakrapianej imprezy i prawdopodobnie dlatego pomylił autobusy i wylądował na warszawskiej Pradze. Tam został napadnięty, pobity i obrabowany. Dwaj sprawcy zabrali mu zegarek, dokumenty i parę złotych. Zegarek i dokumenty zabójcy wyrzucili. Nie wzbogacili się na tej zbrodni. Więc dlaczego to zrobili? Program "Magazyn kryminalny 997" zajął się tą sprawą i pomógł złapać morderców.
W sprawie śmierci Artura Korczaka przyjęto hipotezę, że musiał przez pomyłkę wysiąść na Pradze albo ktoś go z autobusu wyprowadził.
Według relacji świadków zabójcami mogli być nieletni, więc produkcja zamówiła licealistów do statystowania. Spóźniliśmy się na plan, dwie czy trzy godziny, bo były kiepskie warunki na drodze i chłopcy sobie poszli. Gdy dojechaliśmy, a prowadziły nas dwa radiowozy na sygnale i auto mieliśmy oznaczone, po drugiej stronie ulicy od razu zebrał się tłum gapiów. Czekali, aż zaczniemy kręcić. Poprosiłem organizatora zdjęć, żeby poszedł w ten tłumek i przyprowadził mi ze trzech, czterech chłopaków.
- mówił prowadzący programu "Magazyn kryminalny 997", Michał Fajbusiewicz w rozmowie z Interia.pl
Podczas inscenizacji odgrywane było kilka wersji wydarzeń. Jedną z nich była ta, w której ktoś budzi Artura Korczaka.
(...) nagle słyszę, jak jeden ze statystów mówi do kolegi: "Po ch*j on nakręca, że gościa ktoś budził, jak nikt go przecież nie budził?"
- wspomina Fajbusiewicz.
Dalej było jeszcze ciekawiej. Nadgorliwy statysta zaczął "reżyserować" inscenizację i poprawiać prowadzącego. To wydało mu się dość podejrzane, bo skąd on to wszystko wiedział?
Po zdjęciach podszedłem do jednego z towarzyszących nam policjantów: "Panowie, jeden z tych gnojków albo był świadkiem tego zabójstwa, albo jego uczestnikiem, bo zaczął mi ustawiać i komentować sceny, które robiliśmy"
- mówił.
Oczywiście uczestniczących w nagraniach nastolatków nie można było od razu zatrzymać i oskarżyć, bo policjanci nie mieli żadnych dowodów, ale postanowili do ich grupy wprowadzić tzw. wtyczkę. To pomogło im zdobyć niezbite dowody na to, że jeden z uczestniczących w inscenizacji chłopaków był prawdziwym mordercą.
Nie da się ukryć, że motyw tej zbrodni był bezsensowny, bo mordercy nic nie zyskali. Zapytani o to, dlaczego to zrobili, odpowiedzieli: -"Jestem debil" – tak swój czyn uzasadnił Tomasz K. W chwili zbrodni miał 14 lat. Drugi ze sprawców, Artur D., miał lat 16.
Wasze historie i opinie są dla nas ważne. Czekamy na Wasze listy i komentarze. Piszcie do nas na adres: kobieta@agora.pl. Najciekawsze listy opublikujemy.
***
Kobieta.gazeta.pl jest dla Was i to dla Was cały czas piszemy na różne tematy. Nie oznacza to jednak, że Ukraina schodzi na dalszy plan. To cały czas bieżąca i bardzo istotna kwestia. Wszystkie najważniejsze informacje znajdziecie tutaj: wiadomości.gazeta.pl, kobieta.gazeta.pl/ukraina