Palenie suchych liści i patyków to obok grzybobrania nasz jesienny sport narodowy. Wielu Polaków jak jeden mąż leci na działkę czy do ogrodu, żeby robić porządki. Problem w tym, że co z oczu, to wcale nie z serca. Bo owszem - pozbędziemy się bałaganu - ale przy okazji uszczuplimy swój portfel, a także zatrujemy atmosferę sąsiedzką.
Co roku to samo. Idę na działkę, a tu z prawej dym, z lewej dym, z przodu też dym. Drogi przed sobą nie widzę, oddychać się nie da. Wszyscy kopcą tymi śmierdzącymi liśćmi. Oszaleć można!
- skarży się Justyna, która skontaktowała się z naszą redakcją, by nagłośnić problem. A jest on rzeczywiście poważny i to nie tylko ze względu na dobre stosunki sąsiedzkie. Ale o tym za chwilę. Dym z palonych suchych liści i gałęzi to prawdziwa udręka zarówno działkowiczów, jak i właścicieli domów jednorodzinnych z ogrodami.
Ten smród dosłownie się w ciebie wżera. Czuć go wszędzie, na ubraniu, na włosach to jest tragedia. Ja go nawet czuję w ustach i gardle. Zaraz mam kaszel, który nie ustępuje po minucie czy godzinie. Jeszcze kilka dni się z tym męczę. Oczy zaszklone, bo przecież do oczu to też dociera. Łzy lecą, a tamci dalej stoją i się gapią na te płonące liście jak sroka w gnat.
Ja wiem, że kiedyś to się paliło na potęgę, co się da. Ale czasy się zmieniły. Dajcie ludziom żyć!
- dodaje czytelniczka.
Palenie odpadów roślinnych było kiedyś bardzo polecane. Szczególnie jeśli mowa o roślinach zarażonych chorobami i szkodnikami, które wypalanie całkowicie eliminuje i hamuje rozprzestrzenianie infekcji. Dodatkowo popiół wykorzystuje się do użyźniania gleby. Dziś jednak samodzielne wypalanie takich resztek jest nielegalne, co poparte jest odpowiednimi zapisami prawnymi związanymi z segregacją śmieci oraz regulaminem Rodzinnych Ogrodów Działkowych uchwalonym przez Krajową Radę Polskiego Związku Działkowców. Dodatkowo możemy być też pociągnięci do odpowiedzialności prawnej na podstawie artykułu 144 Kodeksu Cywilnego:
Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.
Samodzielne palenie suchych liści czy gałęzi może nas kosztować znacznie więcej niż słabe relacje z sąsiadami. Możemy być bowiem ukarani mandatem w wysokości nawet 500 złotych.
Wszyscy obywatele są zobowiązani do segregowania odpadów. Należy więc wystawić je w widocznym miejscu w dniu odbioru bioodpadów. Inną opcją jest zawiezienie ich do najbliższego PSZOK-u. Wielu ogrodników korzysta też z kompostowników. Dzięki nim łatwo pozbędziemy się odpadów, a przy okazji będziemy mieli materiał do nawożenia roślin i innych prac ogrodowych. Zdecydowanie więc warto rozważyć takie rozwiązanie.