Więcej wiadomości przeczytasz na Gazeta.pl.
Łukasz Tchórzewski, autor "Nie pij dziś": To było wtedy, kiedy kolejny raz trafiłem do szpitala po ostrym zatruciu alkoholem. Kilka pierwszych hospitalizacji tłumaczyłem sobie tym, że jestem przewlekle chory na cukrzycę pierwszego typu i że to przez nią tak reaguję na picie. Utwierdzałem siebie w przekonaniu, że przecież piję tak jak inni, tylko w weekendy. No bo przecież normalnie funkcjonowałem, chodziłem do pracy, ogarniałem rachunki i dom. To wszystko dawało mi poczucie, że mam prawo się napić. Tylko że w pewnym momencie osiągnąłem dno. Nie chciałem żyć. Nie widziałem w tym żadnego sensu. Wylądowałem w szpitalu psychiatrycznym po próbie samobójczej.
Pierwszy alkohol piłem, mając 16 czy 17 lat. Zawsze lubiłem wypić dużo. Lubiłem się upijać. To nie było tak, że zaczynałem jakąś imprezę i piłem mało. Wtedy myślałem, że to normalne. Zresztą tak wyglądały te młodzieńcze imprezy, że wszyscy dużo piliśmy i dobrze się przy tym bawiliśmy. Tak przynajmniej nam się wtedy udawało. Tylko że rozwinęły się one w uzależnienie w dorosłym życiu.
Do źródeł problemu doszedłem w czasie terapii. Miałem ojca alkoholika. Krzyczałem do niego: "Nigdy nie będę taki jak ty. Nie będę takim alkoholikiem". No i rzeczywiście nie byłem TAKIM alkoholikiem. Byłem alkoholikiem innego typu. Ojciec pił tzw. ciągami. Raz na kilka miesięcy odpalał się na dwa tygodnie. Ja piłem sobie w weekendy. Myśląc, że picie w weekendy jest normalne. Ale nie było. Przesadzałem z ilością alkoholu. To był piątek, sobota, często też niedziela.
Żona dawała mi sygnały, że przesadzam. Nie były to sygnały, że mam iść na terapię, ale żebym ograniczył, pił mniej. Ale wtedy już alkohol miał nade mną kontrolę. Osoba uzależniona nie może ograniczyć picia. Kiedy już w głowie przejdziemy na stronę uzależnienia, to nie ma powrotu do picia kontrolowanego. Straciłem rodzinę. Rozwiedliśmy się. Wyprowadziłem się do Łodzi.
Tak, za pierwszym razem to się zwykle udaje. Osoba uzależniona otwiera sobie w głowie furtkę, która warunkowo dopuszcza spożycie alkoholu. Na początku małe ilości, a później powrót do tego, co było wcześniej.
Jest wielu alkoholików, którzy piją małe ilości alkoholu. Przykładowo codziennie jednego drinka i twierdzą, że to jest taki bufor bezpieczeństwa, że im się należy. To jest jeden z typów alkoholizmu. Typ, który potrzebuje małej ilości alkoholu, żeby uspokoić swoje nerwy. Uzależnienie jest wtedy, kiedy regulujemy emocje poprzez substancję, jaką jest etanol. Jeżeli zauważamy u siebie taką zależność, powinniśmy sprawdzić, czy nie ma problemu. A sprawdzić można, przestając pić - na pół roku, na rok.
Pod koniec mojego picia, piłem sam. Sam. W domu. Imprezy się skończyły. Wiele razy mówiłem, że rzucam, a potem wracałem. Dopiero kiedy chciałem ze sobą skończyć, przejrzałem na oczy. Została przy mnie partnerka i rodzina. Byli przy mnie, ale z dużym dystansem podchodzili do mojej deklaracji. Lata zajęło mi odbudowanie zaufania.
Trudna była ta myśl, że nigdy się nie napiję. To był taki żal po stracie. W terapii porównuje się to do żalu po śmierci bliskiej osoby. Zostaje dziura, którą trzeba wypełnić. Dlatego ważna jest terapia. Nie wolno zostawiać człowieka samemu. Trzeba leczyć swoją psychikę.
Dla mnie pójście na terapię również było trudną decyzją, bo trzeba było przyznać się do uzależnienia i poprosić o pomoc. Tylko że kiedy połamiemy sobie rękę, to się nie zastanawiamy. Po prostu idziemy do lekarza. Czemu, kiedy połamiemy sobie psychikę, myślimy, że damy sobie radę sami? Teraz wiem - nie damy. Po co nie skorzystać z pomocy, skoro jest ona darmowa? W Polsce pomoc osobom uzależnionym nie wymaga nawet ubezpieczenia.
Ludzie myślą, że to wygląda jak w filmach. Jak odwyk - że zamkną ich do szpitala psychiatrycznego i będą się tam trząść. Nie. Nie tak wygląda leczenie uzależnienia. To nie jest szpital z kratami w oknach. Nie jesteśmy w kaftanach bezpieczeństwa szprycowani mocnymi lekami. Leczenie uzależnień to są rozmowy. Ośrodki leczenia uzależnień to domy, w których osoby pracują nad swoimi emocjami. Zastanawiają się, dlaczego ten alkohol przynosi im ulgę, dlaczego go potrzebują. Na podstawie tych rozmów dopasowuje się indywidualne narzędzia, które można zastosować, kiedy pojawi się głód alkoholowy lub gorsze samopoczucie. Praca nad sobą i nad swoim charakterem jest korzystna nie tylko dla nas, ale też dla naszych bliskich.
Na swoją pierwszą terapię chodziłem 10 lat temu. Pochodziłem pół roku i pomyślałem: "Super, pół roku nie piję. Jest okej, daję sobie spokój". Rzuciłem to i po dwóch miesiącach pojawiła się ta myśl: "Skoro jestem zdrowy, to przecież nic się nie stanie, jak się napiję". No i otworzyłem furtkę. Testowałem małe ilości. Najpierw jedno piwo, dwa. Super - działa. Nie idę po więcej, bo jestem zdrowy. Kolejnym razem wypiłem cztery piwa. Zrobiłem sobie kilka dni przerwy, żeby utrzymywać, że jestem zdrowym człowiekiem. A na kolejnej imprezie popłynąłem.
Po tym, jak się rozwiodłem, wyprowadziłem się do Łodzi. Poznałem tu partnerkę i przez dwa lub nawet trzy lata ukrywałem swoją chorobę. Doskonale maskowałem alkoholizm. Chodziłem na imprezy, na imprezach nie piłem albo piłem mało, a potem piłem w domu. Doszło do takiej sytuacji, że wylądowałem na pierwszej terapii, a kiedy wróciłem do domu, przekonałem partnerkę, że nie jestem chory. Że nadużywałem, że coś było nie tak ze mną, ale nie mam problemu z alkoholem. Alkoholicy są mistrzami manipulacji. Maskowanie uzależnienia to jest codzienność.
Sam jestem teraz terapeutą. To jest ciekawe, bo najpierw zostałem influencerem, opowiadając swoją drogę do trzeźwienia. Na początku TikTok, potem YouTube, Instagram i Facebook. Siadłem sobie kiedyś w tym miejscu, gdzie siedzę teraz - przy biblioteczce w moim domu i stwierdziłem, że nagram filmik o bezsilności wobec alkoholu. Wymyśliłem taki cykl "12 TikToków do trzeźwości". Już pierwszy zrobił kosmiczne wyświetlenia. Coraz więcej osób zgłaszało się do mnie po pomoc. To zmotywowało mnie, żeby nagrywać więcej. W tej chwili nagrań mam już prawie 700.
No i postanowiłem przebranżowić się z szeregowego pracownika korporacji w terapeutę leczenia uzależnień. Była to jedna z lepszych decyzji w moim życiu. Robię to, co kocham. To, co sprawia mi przyjemność. Przestałem czuć, że pracuję. Żyję i pomagam innym. Prowadzę dwie grupy samopomocowe. Do tego pracuję w ośrodku leczenia uzależnień, więc cały czas jestem w terapii. Oczywiście mam też swoje superwizje i psychologa, z którym konsultuję swoje przeżycia. To pomaga, oczyszcza.
Chcę pomóc zrozumieć psychikę alkoholika. Wytłumaczyć, dlaczego zachowuje się w taki, a nie inny sposób. W pierwszej części opowiadam o wydarzeniach z mojego życia, które wpłynęły na rozwój uzależnienia. W drugiej odpowiadam na pytania dotyczące uzależnienia, które ludzie najczęściej zadają mi w mediach społecznościowych.
Jak pomóc bliskiej osobie, która nie chce pomocy.
Nie da się, ale możemy uświadamiać bliskich. Pokazywać, że są inne rozwiązania, zachęcać. Ja bardzo chciałem zachęcić swojego tatę, żeby przestał pić. Niestety nie dało rady. Pił do końca swojego życia.
Stałem się wolnym człowiekiem. Odzyskałem godność. Odzyskałem swoje życie. Jestem wdzięczny za każdy dzień. Za to, że budzę się bez kaca. Za to, że jestem zdrowy. Że mogę robić wszystko. Tak naprawdę alkohol nakładał na mnie mnóstwo ograniczeń. Byłem zamknięty we własnym iluzorycznym świecie. Przez chwilę było fajnie, bo byłem odcięty od świata, ale to było szczęście na kredyt. To była fikcja.
Bardzo często chodziłem na kacu do pracy. Potwornie się czułem. Robiłem tylko to, co musiałem robić. Moja wydajność nie była jakaś szczególna. To nie było życie na sto procent. To było życie na kilka procent. Kace, moralniaki. Pisałem do ludzi po nocy, do dziewczyn. Rano to czytałem i zastanawiałem się, co ja narobiłem. Byłem bardzo zagubiony i nerwowy. Teraz czuję się spokojny, odzyskałem wewnętrzny spokój.
***
Jeśli borykasz się z uzależnieniem lub chcesz dowiedzieć się, jak możesz pomóc osobie bliskiej, możesz skontaktować się ze specjalistami, którzy dyżurują pod tymi numerami:
Więcej informacji znajdziesz na stronach Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom.