Na początku lipca nakładem Wydawnictwa Novae Res ukazała się książka "Oddanie w czasach nienawiści" autorstwa Przemka Pawelca. Opisał on trzy historie rodzin, które musiały podjąć trudną decyzję o umieszczeniu bliskich w ośrodkach opieki społecznej. W swojej pracy skupił się między innymi na problemach, które na co dzień doskwierają opiekunom nieformalnym.
Niedawno Pawelec udzielił wywiadu serwisowi Kobieta WP. Jak przyznał, temat opisany w jego książce w naszym kraju nadal budzi ogromne emocje. Jednak wiele osób nie ma pojęcia o tym, jak trudna jest opieka nad osobą z chorobą otępienną. - Trwa 24 godziny na dobę. Myślę, że wiele osób, zwłaszcza młodszych, nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wielkie to obciążenie - fizyczne oraz psychiczne. A przecież w przypadku moich bohaterek mówimy o opiece seniorki nad seniorką! - powiedział autor książki.
Rozmówca przytoczył także pewną historię. - Pewien pan, gdy zmęczony wracał z pracy do domu, musiał zajmować się swoją chorą matką. Po kilku latach stał się wrakiem człowieka. Nie myślimy o tym, że jedna osoba często nie jest w stanie podołać tak trudnym i wymagającym obowiązkom.
W rozmowie Przemek Pawelec wspomniał także o zmianach, z których wielu z nas nie zdaje sobie sprawy. Jak przyznał, kiedyś o opiece instytucjonalnej nie mówiło się dobrze. - Takie placówki nazywano "domami starców" albo wręcz "umieralniami". Teraz się to zmienia, co wiem z własnych doświadczeń, ponieważ prowadzę dzienny dom pomocy społecznej w Szczecinie. Ludzie do nas przychodzą i są pozytywnie zaskoczeni, bo spodziewali się czegoś innego. Zmiana nastąpiła zwłaszcza po wejściu Polski do Unii Europejskiej, ponieważ musieliśmy zacząć przestrzegać obowiązujących we wspólnocie norm i zasad. Standardy opieki musiały być dostosowane do tych obowiązujących w całej UE - powiedział Pawelec.