Temat napiwków często budzi spore emocje. W naszym kraju przyjęło się, że ich wysokość powinna wynosić nie mniej niż 10 procent kwoty, jaką płacimy za danie. Nie wszyscy są jednak zwolennikami takiego rozwiązania. Niektórzy przyznają wprost, że w ogóle ich nie dają.
Głos na ten temat zabrała niedawno Magda Gessler. W rozmowie z Plejadą restauratorka przyznała, że w Polsce kultura dawania napiwków nie jest tak rozwinięta jak w wielu innych miejscach na świecie. Przy okazji powołała się na przykład Nowego Jorku. - Jeśli nie zostawisz 30-40 procent, kelner niemal biegnie za tobą i cię bije - wspomniała.
Gessler nie uważa jednak, by takie podejście było słuszne. - To powinno być bardzo różnie. Powyżej sześciu osób mogłoby to być 10 procent. A jeśli jest to restauracja o wybitnej sławie, renomie i klasie, to 10 procent powinno być automatyczne i wtedy nie mamy tego problemu - stwierdziła.
Restauratorka wspomniała również, w jakich sytuacjach pracownicy lokali gastronomicznych zasługują na szczególne traktowanie. - Uważam, że jeżeli kelner jest wybitny, można mu dać wybitne pieniądze - dodała.
Jeśli jesteśmy zadowoleni z obsługi, zwyczajowo warto podziękować kelnerowi pozostawiając mu napiwek. Jednak w sytuacji, gdy serwis pozostawiał wiele do życzenia, możemy z tego zrezygnować. Taka forma wsparcia nie jest obowiązkowa.
W ostatnim czasie rezygnacja z napiwków nie zawsze jest możliwa. Zdarza się, że są one doliczane do rachunku automatycznie. Zjawisko budzi niekiedy duży sprzeciw - zwłaszcza gdy obsługa w lokalu nie była zadowalająca. Jakiś czas temu w jednym ze swoich wpisów w mediach społecznościowych temat ten poruszyła podróżniczka i kucharka Natalia Maszkowska.
Nie chodzi mi o to, żeby nie doceniać pracy kelnerów - wręcz przeciwnie. Ale czy nie powinno to być nasze świadome 'dziękuję', a nie obowiązek
- napisała.
Temat wywołał zagorzałą dyskusję. Jak na wpis Maszkowskiej zareagowali jego odbiorcy? Szala zdecydowanie przechyliła się w jedną stronę.
Daję napiwek jeśli widać, że obsługa się stara. W restauracji to zrozumiałe, ale przymusu nie lubię.
A dlaczego mamy doceniać tylko pracę kelnerów? Może powinniśmy dawać napiwki wszystkim grupom zawodowym, na przykład pani kasjerce w Lidlu czy Biedronce, pani w aptece za miłe sprzedanie leków itp.
Jedna z uczestniczek dyskusji zaapelowała do innych o większe zrozumienie. Sytuacja wielu kelnerów i kelnerek nie jest wcale kolorowa.
Trochę więcej wyrozumiałości, bo obsługa to ciężki kawałek chleba, często przez szefów niedoceniana
- napisała. Czy uważasz, że automatycznie doliczone napiwki to dobry pomysł? Zachęcamy do udziału w sondzie i komentowania artykułu.