Znaleziono zwłoki młodej kobiety. Jej siostra nie uwierzyła w wersję prokuratury

Nakładem Wydawnictwa Agora ukazał się kryminał "Czarny poniedziałek". To debiut Agnieszki Gracy. Akcja toczy się w październiku 2016 w Krakowie. Wczesnym rankiem po Czarnym Proteście znalezione zostają zwłoki młodej kobiety. Nikt nie widział jej śmierci, nikt nie słyszał krzyku. Ewa Zielińska popełniła samobójstwo, skacząc z ósmego piętra. Taką wersję przyjmuje prokurator prowadzący śledztwo, nie wierzy w nią jednak siostra zmarłej. Aby dotrzeć do prawdy, detektywka Iga Bagińska będzie musiała zagłębić się w świat kobiecej dominacji, zdrad, zazdrości i wybujałych ambicji. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Agora publikujemy fragmenty książki.
Znaleziono zwłoki młodej kobiety. Jej siostra nie uwierzyła w wersję prokuratury
petr tkachenko 83//shutterstock

Tłum protestujących, głownie kobiet. Krakowski Rynek wyglądał jak wybrukowany ludzkimi głowami. Iga zaczęła się przeciskać w kierunku Sukiennic. Nie znosiła takiego tłoku, z tego powodu nie chodziła nigdy na większe koncerty. Ale tamtego popołudnia chciała uczestniczyć w proteście. 

Zobacz wideo Co Polacy sądzą o chodzeniu do wróżek?

Szła przed siebie, mijając setki kobiet

Jakaś kobieta otworzyła parasolkę, na której sprejem namalowano napis czarny poniedziałek. Inna trzymała nad głową wieszak na ubrania, symbol Strajku nawiązujący do makabrycznych praktyk. Spod pomnika Mickiewicza dochodziły głosy przemawiających kobiet, wzmocnione przez megafon. Łączyły się z szumem rozmów dookoła, krzykami skandujących i trąbką hejnalisty z wieży mariackiej. 

Iga szła przed siebie, mijając dziesiątki, setki kobiet w czerni. Na całym Rynku musiały ich być tysiące. Młode, w średnim wieku, starsze. Niektóre stały zbite w grupki, inne same. Przyszło też wielu mężczyzn. Iga czytała hasła na transparentach: przestańcie nam grzebać w majtkach, #godność, rząd nie ciąża – można usunąć, jeszcze pol(s)ka nie zginęła. 

Wydawnictwo Agora
Wydawnictwo Agora'Czarny poniedziałek'

Powoli zapadał zmrok. Wokół latarni rozmywały się plamy światła. W oknach kamienic przy Rynku pojawiały się jasne prostokąty. Ktoś krzyknął. Iga ujrzała młodą dziewczynę, która trzymała wysoko uniesioną tablicę z ostrzeżeniem: wara politycy od mojej macicy. Uśmiechnęła się. Coraz bardziej jej się podobało. Była już przy Sukiennicach, kiedy usłyszała sygnał komórki. Wygrzebała telefon z przepastnej torby, ale właśnie w tym momencie ucichł. Zerknęła na wyświetlacz. Nie znała tego numeru. Na stopniach pomnika Mickiewicza, zwykle oblężonych przez gołębie, stały teraz bardzo młode dziewczyny. Z dołu uśmiechała się do nich jakaś staruszka. Iga, która nigdy nie odczuwała potrzeby przynależności, tym razem poczuła niespodziewanie coś w rodzaju dumy z tego, że znalazła się wśród tych protestujących kobiet. Znowu zadzwoniła jej komórka. Ten sam nieznany numer. Klucząc w tłumie, przyłożyła telefon do ucha. − Halo? 

− Podobno szukasz nowej pracy − usłyszała. Znała ten głos doskonale, chociaż nie słyszała go od dłuższego czasu. Właściwie nie spodziewała się go jeszcze usłyszeć. − Skąd wiesz? 

− Wieści szybko się roznoszą. Jesteś na Rynku? 

− Skąd wiesz? 

− Iga, po kim jak po kim, ale po tobie spodziewałbym się bardziej urozmaiconych pytań. Usłyszałem przed chwilą w tle, że Jezus był z in vitro… To, że odszedłem z policji, nie oznacza, że przestałem kojarzyć fakty. Chyba mam coś dla ciebie. 

Przez chwilę oboje milczeli. Słychać było tylko okrzyki kobiet i pstrykanie aparatu fotograficznego, bo jakiś dziennikarz fotografował dziewczynę trzymającą transparent z napisem my pussy my choice, my body my voice. − To co to za propozycja pracy? 

− Spodoba ci się. Możemy się spotkać? 

− Tak. 

− Będę na ciebie czekał na placu Nowym. Jeśli możesz, przyjdź jeszcze dzisiaj. Siedzę w biurze do późna. Zaraz ci wyślę esemesem adres − powiedział rozmówca Igi i się rozłączył. 

Była już znużona nową pracą. Najczęściej chodziło o śledzenie niewiernej żony

Zaczęła się przeciskać w stronę Siennej i po chwili znalazła się poza tłumem protestujących. Obwiązała szyję mocniej szalikiem. Marzła. W kieszeni rozległ się dźwięk przychodzącego esemesa. Wyjęła komórkę. Na ekranie wyświetlił jej się adres na Kazimierzu. Ruszyła w kierunku przystanku koło Poczty Głównej. W głowie głos Boba Marleya nucił jej słowa tekstu z jednego z transparentów. no women no kraj. 

Iga upiła łyk herbaty. Jedyną, ale niepokojącą wadą nowej pracy było to, że zlecenia, którymi się teraz zajmowała, należały do tych banalnych. Ustalanie miejsca zamieszkania, weryfikacja pracowników. Najczęściej zaś chodziło o śledzenie niewiernej żony. Lub, dla odmiany, niewiernego męża. Pod koniec pierwszego miesiąca pracy Igę ogarnął lęk, że tak już będzie zawsze, że nie trafi jej się już nigdy żadne ciekawe śledztwo. I wtedy w agencji pojawiła się Iwona Wandzioch. 

Iga przypomniała sobie piątkowy wieczór. Igor poszedł do domu. Knajpy na placu Nowym za oknem powoli się zapełniały, ludzie rozpoczynali weekend. Łukasz wysłał jej esemesa, że czeka z winem i dobrym filmem, to było jeszcze przed kłótnią. Chciała właśnie zamykać agencję, kiedy za przeszklonymi drzwiami zamajaczyła jakaś postać. Iga mogła zaproponować spotkanie w poniedziałek, ale coś w wyglądzie, a może bardziej w spojrzeniu kobiety sprawiło, że wpuściła ją do środka. 

Sięgnęła po kubek. Herbata wyszła trochę za słaba, ale nie chciało jej się robić nowej. Otworzyła notes, w którym zapisywała dotychczas zebrane informacje na temat ofiary. Dzisiaj miała dać Wandzioch odpowiedź, czy podejmą się zlecenia. Dlatego umówiła się z Igorem na rano na Łąkowej, żeby razem obejrzeli miejsce zdarzenia. Sama chciała zająć się tą sprawą, musiała jednak przekonać swojego partnera, co mogło okazać się nie takie znowu łatwe. Wyjęła trzy zdjęcia, które dostała od Iwony Wandzioch, i rozłożyła przed sobą na biurku. Pierwsze było zwykłym zdjęciem do dowodu osobistego. Igę uderzyła niezwykła uroda kobiety. 

Zaraz potem rozstali się z mężem

Drugie zrobiono podczas świąt. W tle migotała choinka. Ewa stała pośrodku pokoju, obok swojej siostry Iwony. Obie uśmiechały się do osoby robiącej zdjęcie. Ewa wydawała się znacznie bardziej wyluzowana niż na poprzedniej fotografii, ale Iga pomyślała, że musiała się strasznie męczyć. Nie pasowała tam, a może po prostu miała ochotę znaleźć się gdzie indziej, z innymi ludźmi. Idze przypomniały się słowa Wandzioch: − Mój mąż zrobił to zdjęcie w Wigilię w zeszłym roku. Ewa przyszła sama. Jakoś zaraz potem rozstali się z mężem. 

Iga sięgnęła po trzecie zdjęcie. To podobało jej się najbardziej. Ewa Zielińska siedziała na schodach prowadzących na ganek starego domu. Miała na sobie długą czarną sukienkę z dekoltem. Dół kreacji zdobiły falbany. W dłoni trzymała kieliszek czerwonego wina. Ciemne włosy opadały jej na ramiona. Z dużych, pięknych oczu skierowanych na osobę po drugiej stronie aparatu biła namiętność. Iga pomyślała, że ktokolwiek sfotografował Ewę, musiał być z nią blisko związany. Przynajmniej w tamtym momencie. Skoro niedługo potem rozstała się z mężem, to raczej nie on stał za obiektywem. Więc kto? 

Więcej o: