Gdy ich córka dostała okresu, szybko pochwalili się tym w sieci. W końcu powiedziała "dość"

- Po raz kolejny kliknęłam ikonkę odtwarzania. Nie chciałam oglądać programu jeszcze raz, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać. Tak jakbym sprawdzała, czy to na pewno się wydarzyło - czytamy w książce "Dziewczyna w relau".
Dziewczyna w realu
Prostock-studio//shutterstock

Nakładem Wydawnictwa Literackiego 15 listopada ukaże się książka Tamsin Winter "Dziewczyna w realu". Eva ma 13 lat, rodziców influencerów i "własny" kanał na YouTubie. Ale tak naprawdę nie ma nic do powiedzenia. To jej rodzice rozdają karty. Dziewczyna często czuje przez ich działania w sieci wstyd i zażenowanie. Pewnego dnia mówi jednak "dość"! Dzięki uprzejmości wydawnictwa przedpremierowo publikujemy fragment książki. 

Zobacz wideo Co Polacy sądzą o chodzeniu do wróżek?

Podczas przerwy obiadowej obejrzałam występ rodziców w telewizji tyle razy, że po lekcjach mogłam wyrecytować go z pamięci. Mama była umalowana mocniej niż zwykle, a tacie chyba jakoś specjalnie wysuszyli włosy, bo miał fryzurę o trzydzieści centymetrów wyższą. Pyra był tego dnia w klubie gier, więc usiadłam sama na murku przed domem i po raz kolejny kliknęłam ikonkę odtwarzania. Nie chciałam oglądać programu jeszcze raz, ale jakoś nie mogłam się powstrzymać. Tak jakbym sprawdzała, czy to na pewno się wydarzyło.

Wydawnictwo Literackie
Wydawnictwo LiterackieDziewczyna w realu

— Witamy po przerwie! — Prezenterka o imieniu Lisa wyszczerzyła do kamery świeżo wybielone zęby. — Wiemy, że pierwszy okres to niełatwe wydarzenie w życiu każdej dziewczyny, ale wyobraźcie sobie, jak to jest, kiedy dzielicie się tym przeżyciem z milionami widzów. Taki właśnie pomysł mieli nasi dzisiejsi goście. Jen i Lars Andersenowie prowadzą vloga parentingowego, a nagranie na temat tego, że ich córka Eva dostała okresu, obiegło już chyba cały świat. Jen i Lars zgodzili się opowiedzieć nam o tym coś więcej, więc, moi drodzy, witam was w programie Dzień dobry!

Rodzice uśmiechnęli się jak na komendę i powiedzieli: — Dzień dobry!

Musieli to chyba ćwiczyć w pociągu. Drugi prowadzący, Jeremy, nachylił się w ich stronę i powiedział: — Wasz kanał nosi nazwę "Wszystko o Evie". Zamieszczacie na nim posty o wszystkich wydarzeniach z życia swojej córki: od ataków złości dwulatka, poprzez imprezy urodzinowe, po pierwszy trądzik młodzieńczy. Wasz filmik informujący o tym, że Eva dostała okresu, ma ponad milion wyświetleń, a hasztag okresowewojowniczki bije rekordy popularności. Jeśli ktoś z was jeszcze nie widział tego nagrania, to zapraszamy.

Pociągnęłam nosem, wdychając zimne powietrze. Na telefonie pojawiły się pierwsze sekundy filmiku mojej mamy. Na szczęście ktoś miłosiernie zatrzymał odtwarzanie, zanim mama pokazała światu moje majtki w jednorożce. — Czyli jesteście vlogową rodzinką — podjęła Lisa. — I od lat piszecie posty na temat swojej córki.

Rodzice z uśmiechem pokiwali głowami jak mistrzowie pływania synchronicznego. Lisa spojrzała na notatki, które trzymała w ręce. — Eva ma teraz trzynaście lat. To trudny wiek. Dlaczego postanowiliście podzielić się ze światem informacją o tym, że dostała okresu?

Tata ścisnął mamę za rękę. Zauważyłam, że robi to już po raz trzeci albo nawet czwarty w trakcie nagrania. Mama uśmiechnęła się i odparła: — Razem z Larsem zawsze dobrze się zastanawiamy, zanim opublikujemy materiały dotyczące Evy. Słysząc coś takiego, aż prychnęłam ze złości.

— Poza tym Eva dość późno dojrzewa, więc pudełko z prezentami na tę okazję miałam przygotowane już od jakiegoś czasu! Urządziłyśmy sobie wspaniałą imprezę z okazji tego ważnego wydarzenia w jej życiu...

— Tak — przerwała jej Lisa, odwracając się do kamery. Jej miodowozłote włosy zalśniły w blasku świateł. — Mamy chyba nawet parę fotek z tej waszej okresowej imprezy.

Na ekranie pojawiły się nagle zdjęcia naszego salonu z tematycznymi dekoracjami. W tle słychać było głos mamy: — To ważna chwila w życiu Evy. W moim też, jako jej matki. Dlatego chciałam, żeby wiedziała, że ma we mnie wsparcie. Chciałam... O, przepraszam, Lars! — Kamera uchwyciła uśmiech, jaki posłała tacie.

— Chcieliśmy dać jej do zrozumienia, że okres to nie jest powód do wstydu. Że to coś zupełnie normalnego. Dlatego postanowiliśmy podzielić się tym z widzami naszego kanału.

W tej samej chwili tata wyprostował nogę i niechcący kopnął w stolik kawowy. Roześmiał się i powiedział: — Razem z Jen chcieliśmy, żeby to ważne wydarzenie było dla Evy przeżyciem pozytywnym i dającym siłę. A dzięki naszej platformie chcieliśmy też dać siłę innym rodzicom w podobnej sytuacji.

— I czy to rzeczywiście było pozytywne doświadczenie? — zapytał Jeremy. — Czy było takie z punktu widzenia Evy? Bo na naszym profilu facebookowym pojawiło się dzisiaj parę krytycznych komentarzy. „Żaden rodzic nie ma prawa upubliczniać takich rzeczy", pisze Audrey z Milton Keynes, a John z West Lothian dodaje: „To okrucieństwo wobec własnej córki. A co powiecie tym z nas, którzy uważają, że pewne informacje na temat dzieci powinny pozostać w rodzinie?".

— Cóż, jako rodzina jesteśmy raczej otwarci — odpowiedział tata. — O takich rzeczach rozmawiamy w domu całkiem szczerze, nie tylko przed kamerą. Nasz kanał to w rzeczywistości przedłużenie naszej otwartej postawy i stylu życia. Razem z Jen sądzimy, że Eva nie ma powodów do wstydu.

Zapauzowałam nagranie, bo wiedziałam, co teraz będzie. Fragment, który zabolał mnie najbardziej. Wzięłam głęboki oddech i zebrałam się w sobie, jakbym miała szybkim ruchem zerwać plaster.

— Musimy podkreślić, że jesteśmy bardzo uważni w kwestii tego, co zamieszczamy na naszym kanale. Zawsze się upewniamy, że Eva nie ma nic przeciwko temu! — Mama zatrzepotała doklejanymi rzęsami, bo przecież dobrze wiedziała, że ostatnie zdanie było wierutnym kłamstwem. Nikt jednak nic nie zauważył.

— Nie zamieścilibyśmy żadnej informacji, z którą mogłaby się poczuć niekomfortowo. "Wszystko o Evie" to wyjątkowy kanał. Mamy cały zapas niesamowitych wspomnień, które przechowujemy i publikujemy. Eva jest wdzięczna, że może wieść życie jak z bajki. Gdybyśmy dostali sygnał, że źle się z tym czuje, natychmiast przestalibyśmy nagrywać te filmiki.

Za każdym razem, kiedy oglądałam ten fragment, czułam się tak, jakby ktoś uderzył mnie pięścią w brzuch.— Tak — odparła Lisa. — Zaprosiliśmy Evę, żeby razem z wami wzięła udział w programie, ale nie przyjechała, bo jest w szkole, prawda?

Tata uśmiechnął się i kiwnął głową. — Tak, szkoła jest na pierwszym miejscu.

— To bardzo rozsądne podejście! — pochwalił Jeremy i wszyscy się roześmiali. — Czyli Eva ma trzynaście lat. Nie była ani trochę zażenowana, kiedy miliony ludzi się dowiedziały, że dostała okresu?

— Kiedy się ma trzynaście lat, wszystko wydaje się trochę żenujące! — odparł tata. — Ale Eva jest do tego przyzwyczajona. Była popularna w sieci jeszcze przed tym, zanim opuściła łono matki! — I cała czwórka znów się roześmiała. — Naszymi gośćmi byli dzisiaj Jen i Lars. Dziękujemy wam bardzo za rozmowę...

Zatrzymałam nagranie i przewinęłam wiadomości od Hallie i Jenny. Nie odpisałam na żadną z nich, tylko wrzuciłam telefon do kieszeni marynarki. Nad moim sercem zawisła deszczowa chmura, która z każdym krokiem robiła się coraz cięższa i ciemniejsza, a kiedy stanęłam pod drzwiami, myślałam, że pęknie. Wpadłam do domu i bez słowa ruszyłam na górę. Nie zdjęłam nawet butów. Słyszałam, że dzwoni babcia — telefon był w trybie głośnomówiącym. Mama zawołała za mną: — Eva!

Ale ja odpowiedziałam tylko: — Daj mi spokój! — I zatrzasnęłam za sobą drzwi do pokoju. Zwinęłam się na łóżku, nadal w butach, i utkwiłam wzrok w sznurach lampek na suficie. Czekałam. Parę minut później drzwi się uchyliły i do pokoju zajrzała mama. — Cześć, skarbie. Wszystko w porządku?

Zerknęłam na nią, a potem znów wpatrzyłam się w sufit. Obwiedzione czarnymi kreskami oczy, które w telewizji wyglądały ładnie, teraz przywodziły na myśl borsuka. Mama powoli podeszła do mojego łóżka, jak gdyby spodziewała się wybuchu bomby. Usiadła koło mnie. — Czyli widziałaś?

Skrzyżowałam ramiona i zwinęłam dłonie, tak żeby nie mogła mnie chwycić za ręce. — Wiem, że w tej chwili to dla ciebie trudne.

Poczułam, że głaszcze mnie po ramieniu, i się odsunęłam. — Ale któregoś dnia będziesz z nas dumna. Z siebie też.

— Powiedziałaś o mnie nieprawdę. Kłamaliście — szepnęłam.

— Co mówiłaś, kochanie?

— Kłamaliście — powtórzyłam. — W telewizji. Powiedziałaś, że nie mam nic przeciwko temu i że przestalibyście kręcić filmy, gdybym czuła się z tym niekomfortowo. To są twoje słowa.

Mama znów pogładziła mnie po ramieniu, ale odepchnęłam jej rękę. Siłą woli powstrzymywałam się od płaczu. — Evo, jako twoi rodzice czasami musimy decydować o tym, co można powiedzieć w danej sytuacji. Kontakty z mediami to niepewny grunt. Jedno nieprzemyślane słowo, a rozpęta się burza. Przykro mi, że się zdenerwowałaś. Okropnie się z tym czuję. Ale co miałam powiedzieć? To był program na żywo. — Ścisnęła mnie za ramię, a potem wstała. — Przepraszam. Mam nadzieję, że wiesz, że robimy to wszystko dla ciebie.

— Ta, jasne — szepnęłam. Zamrugałam i po policzku spłynęła mi łza. Obejrzałam się, żeby sprawdzić, czy mama to zauważyła, ale zdążyła się już odwrócić.

Telefon zawibrował chyba po raz tysięczny. Na wyświetlaczu pokazało się imię Carys.

Wszystko gra? Co powiedzieli??

Inne wiadomości, oznaczenia, zrzuty ekranu i migawki zignorowałam. Myślałam, że zdołam udawać, że to się nie dzieje naprawdę. Odpowiedziałam tylko na obrazek, który przysłał mi Pyra — portret króla Karola I ze wstawioną głową mojego sąsiada. Przetarłam oczy i odpisałam Carys: To, co zwykle. Że nic się nie stało.

Carys napisała po chwili:

Mówienie o tobie na wizji to jednak poważna sprawa. Mam nadzieję, że jakoś się trzymasz.

Telefon znów zawibrował. Kolejna wiadomość od Carys:

A tak z innej beczki, to cieszę się, że właśnie ty zgłosiłaś się na ochotnika, żeby się mną zająć .

Odpisałam:

Też się cieszę .

Z dołu rozległo się wołanie taty: — Eva! Babcia chce z tobą porozmawiać!

Przerzuciłam nogi przez krawędź łóżka, wstałam i zeszłam na dół. Tata czekał już przy schodach z telefonem w ręce. Zbiegłam, wyrwałam mu go i uciekłam z powrotem do siebie. Zamknęłam za sobą drzwi. Gdy tylko usłyszałam głos babci, łzy znów napłynęły mi do oczu. Próbowałam mówić beztroskim tonem, ale od powstrzymywania płaczu aż rozbolał mnie nos. Babcia zapytała, czy jestem przeziębiona. — Widziałaś ten wywiad w telewizji? — zapytałam.

Babcia odpowiedziała dopiero po chwili. — Tak, twój tata przysłał mi link. A wiesz, że już za cztery tygodnie do mnie przyjedziesz? Mam nadzieję, że nie będzie wtedy wichury.

— I co myślisz o tym wywiadzie?

Znowu cisza. — Babciu? — zapytałam, żeby się upewnić, że nic nam nie przerwało rozmowy. — Wydaje mi się, że twoi rodzice mają pełne ręce roboty z tym kanałem. Chyba zyskał ogromną popularność. I myślę, że jesteś po prostu wspaniała. A wiesz, co jeszcze dzisiaj widziałam? Morświna!

Uśmiechnęłam się, oparłam o poduszki i wsłuchałam w głos babci. W tle słychać było krzyk mew. Miałam wrażenie, że coś niesie mnie daleko za ocean, żebym mogła się wtulić w jej miękki, choć gryzący wełniany sweter. Czułam we włosach jej ciepły oddech. I smakowity zapach zupy grønkål.

Znowu byłam tamtą Evą. Nie tą, z której wszyscy się śmieją. Ani nie tą, o której rodzice opowiadają na wizji niestworzone rzeczy. Prawdziwą Evą.

Cytowany fragment pochodzi z książki Tamsin Winter „Dziewczyna w realu", która ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego 15 listopada 2023 roku. Przełożyła Maria Jaszczurowska.

Więcej o: