Model wychowania, który znamy, przez lata kształtował w kobietach określony sposób funkcjonowania. Jak wytłumaczyła to Urszula Grabowska-Maleszko, trenerka, coachka, konsultantka na łamach wysokieobcasy.pl, został oparty bardziej na dostosowywaniu się niż wyrażaniu siebie. - Tradycyjny model wychowania promuje uległość, posłuszeństwo wobec tych, którzy mają władzę i przewagę. Nie ma tu szacunku dla potrzeb każdej ze stron, jest trudność w odmawianiu, dbaniu o siebie, wyrażaniu własnego zdania - przyznała. Oznacza to, że wiele kobiet w dorosłym już życiu wciąż mierzy się z poczuciem, że nie wypada odmówić, postawić granicy czy jasno powiedzieć, czego potrzebują. Wychowywane na grzeczne i ustępliwe osoby, często nie uczą się, że mają pełne prawo do własnych decyzji, emocji i przestrzeni. Ujawnia się to zarówno w relacjach, jak i w życiu codziennym.
Tymczasem próba wyjaśnienia terminu asertywności to znacznie więcej niż sama umiejętność mówienia "nie". Prof. dr hab. Dariusz Doliński przyznał, że istnieją trzy definicje, które, choć zbliżone, rzucają nieco inne światło. - Jedna mówi, że asertywność to posiadanie i wypowiadanie własnego zdania oraz bezpośrednie wyrażanie w nieagresywny sposób swoich emocji i postaw, w granicach, które nie naruszają praw i psychicznego terytorium innych osób. To także obrona własnych praw w sytuacjach społecznych - wyjaśnił w rozmowie z wysokieobcasy.pl.
Choć definicji jest wiele, sens pozostaje wspólny. Chodzi przede wszystkim o równowagę między sobą a innymi. - Asertywność jest wtedy, gdy "ja jestem okej i ty jesteś okej" - wydobył istotę. Problem polega jednak na tym, że kobiety, które zaczynają stawiać granice, wciąż bywają oceniane jako zbyt wymagające czy skupione na sobie. Właśnie dlatego Karolina Karolczak, w rozmowie z nami, wyjaśniła, jak rozwijanie asertywności to nie tylko zdolność komunikacji, lecz także proces zmiany przekonań o własnej wartości i prawie do bycia traktowaną na równi.
Karolina Karolczak: Bo nie oceniamy samego komunikatu, tylko to, czy osoba, która go wypowiada, zachowuje się "zgodnie z rolą", którą jej przypisaliśmy. Mężczyzna, który mówi "nie", jest odbierany jako zdecydowany, bo to wpisuje się w narrację o męskości jako tej, która zarządza, wybiera i odmawia. Kobieta, która robi dokładnie to samo, nagle wychodzi poza ramy tego, czego się od niej oczekuje, a to wywołuje napięcie. I tu jest moment, który warto nazwać wprost. To nie jest tak, że kobieta jest trudna. Ona przestaje być wygodna. Przestaje zgadzać się na rzeczy, które wcześniej robiła automatycznie. Przestaje kompensować cudze braki swoim czasem, energią i emocjami. Dla wielu osób oznacza to realną stratę. Dlatego stanowczości się nie wybacza, bo ona zmienia układ. Kiedy kobieta zaczyna stawiać granice, ktoś inny musi zacząć brać odpowiedzialność za siebie. I zamiast się do tego dostosować, łatwiej jest przykleić etykietę. To jest mechanizm obronny otoczenia, nie obiektywna ocena kobiety.
To jest nie tylko możliwe, to jest bardzo częste. I nie wynika z tego, że kobiety są słabsze, tylko z tego, że były przez lata uczone, że ich wartość zależy od tego, jak bardzo są dla innych. Jeżeli przez większość życia dostajesz komunikat, że masz być empatyczna, pomocna, wyrozumiała, a jednocześnie rzadko słyszysz, że masz prawo odmówić, mieć swoje zdanie i stawiać granice, to w pewnym momencie zaczynasz sama siebie pilnować. Zanim ktoś cię oceni, ty już się zatrzymujesz.
I to nie jest przypadek. To jest strategia przetrwania w systemie, który premiował bycie "miłą". Tylko że w dorosłym życiu ta strategia zaczyna działać przeciwko tobie. Prawdziwe pytanie nie brzmi, czy boisz się, że ktoś przestanie cię lubić. Prawdziwe pytanie brzmi, czy jesteś gotowa zobaczyć, kto lubił tylko tę wersję ciebie, która zawsze się zgadzała.
Najpierw trzeba zrobić jedną bardzo niewygodną rzecz. Przestać traktować poczucie winy jako dowód na to, że robisz coś źle. Poczucie winy w kontekście asertywności bardzo często nie jest sygnałem moralnym, tylko emocjonalnym odruchem na zmianę. Jeżeli przez lata mówiłaś "tak", to twoje "nie" będzie wywoływać napięcie. I to napięcie będzie próbowało cię cofnąć do starego schematu. Właśnie dlatego wiele kobiet rezygnuje z granic, bo nie wytrzymuje tego dyskomfortu. Asertywność zaczyna się tam, gdzie jesteś w stanie powiedzieć "nie" i zostać z tym uczuciem, zamiast od razu je neutralizować kolejnym "dobra, jednak się zgadzam".
Jeśli chodzi o rozróżnienie, to jest ono bardzo konkretne. Dbając o siebie, komunikujesz jasno i bierzesz odpowiedzialność za swoje potrzeby. Nie manipulujesz, nie karzesz ciszą, nie próbujesz wywołać poczucia winy u drugiej strony. Po prostu mówisz, co jest dla ciebie możliwe, a co nie. To, że ktoś poczuje rozczarowanie, frustrację czy złość, nie oznacza, że zrobiłaś coś złego. To oznacza, że jego oczekiwania zostały skonfrontowane z rzeczywistością. I to jest coś, z czym każdy dorosły człowiek powinien umieć sobie poradzić.
Największy błąd polega na tym, że wiele kobiet chce wprowadzić zmianę granic tak, żeby nikt ich nie zauważył. To jest niemożliwe. Granice zawsze zmieniają dynamikę relacji, więc reakcja otoczenia jest naturalna. Dlatego nie chodzi o to, żeby uniknąć tej reakcji, tylko żeby być na nią gotową. Zacznij od małych, konkretnych sytuacji. Odmówienie kolejnego zadania, kiedy masz już pełne obłożenie, zamiast próby "jakoś to ogarnę". Zakomunikowanie, że po określonej godzinie nie odbierasz telefonów służbowych. Powiedzenie "nie mam na to przestrzeni" bez tłumaczenia się z każdego szczegółu swojego dnia.
I teraz ważna rzecz. Nie musisz być twarda w tonie, żeby być stanowcza w treści. Możesz mówić spokojnie, ale jasno. Problem polega na tym, że wiele osób myli asertywność z agresją, więc każdą zmianę będzie interpretować przez swoje filtry. Czy da się uniknąć etykiety "trudnej"? Czasem tak, ale bardzo często nie. I to jest moment, w którym trzeba zdecydować, co jest dla ciebie ważniejsze. Komfort innych czy twoja spójność.
Granica między asertywnością a pasywną agresją jest bardzo wyraźna, choć wiele osób próbuje ją rozmywać. Asertywność jest jawna. Mówi wprost, co jest ok, a co nie. Pasywna agresja ukrywa komunikat i próbuje nim sterować drugą osobą poprzez niedopowiedzenia, sarkazm, obrażanie się czy wycofanie.
A co można zyskać? Spokój, który wynika z tego, że nie żyjesz w ciągłym napięciu i dopasowywaniu się. Klarowność w relacjach, bo ludzie wiedzą, na czym stoją. Więcej energii, bo przestajesz inwestować ją w rzeczy, które nigdy nie były twoją odpowiedzialnością. I coś, co dla wielu kobiet jest przełomowe. Szacunek, który nie wynika z tego, że jesteś miła i dostępna, tylko z tego, że jesteś spójna, przewidywalna i masz jasno określone granice.
Kobietom jest trudniej, bo uczą się asertywności wbrew temu, czego były uczone wcześniej. To nie jest tylko nauka nowej umiejętności, to jest często oduczanie się starego sposobu funkcjonowania. A to zawsze kosztuje więcej energii. Rozwijanie asertywności nie dzieje się na szkoleniach, tylko w codziennych decyzjach. W tym, że nie bierzesz kolejnego projektu, tylko dlatego, że "tak wypada". W tym, że mówisz wprost, kiedy coś ci nie odpowiada, zamiast liczyć, że ktoś się domyśli. W tym, że nie ratujesz wszystkich wokół kosztem siebie.
Czy uważasz się za osobę asertywną w codziennym życiu? Zapraszamy do udziału w sondzie oraz do komentowania.
A ty co myślisz o asertywności kobiet? Łatwo przychodzi ci stawianie granic i mówienie wprost o swoich potrzebach, czy raczej wciąż bywa to wyzwaniem? Podziel się swoim doświadczeniem. Napisz do nas na kobieta@agora.pl.