W ubiegły piątek, w jednym z warszawskich szpitali zmarła 25-letnia Liza. Była uchodźczynią z Białorusi. Młoda kobieta została bestialsko zgwałcona w bramie przy ulicy Żurawiej 47 w Śródmieściu. Nagą i nieprzytomną dziewczynę "bez funkcji życiowych" znaleziono w zeszłą niedzielę nad ranem, na schodach budynku.
Po kilkunastu godzinach policji udało się ująć oprawcę 25-latki. 23-letni Dorian S. usłyszał zarzuty związane z usiłowaniem zabójstwa kobiety na tle rabunkowym i seksualnym. Ich treść najprawdopodobniej jednak ulegnie zmianie - podaje TVN24. Mężczyzna przebywa w areszcie.
Jak wynika z ustaleń mediów, tuż obok bramy, w której doszło do brutalnej napaści, przechodziły dwie kobiety i na chwilę przystanęły w tym miejscu. Udokumentowała to kamera monitoringu miejskiego. Twierdziły jednak, że nie miały świadomości, iż są świadkami przestępstwa. O bestialskim gwałcie dowiedziały się dopiero z doniesień medialnych - podaje TVN24. W tamtej chwili wydawało im się, że najprawdopodobniej był to stosunek seksualny pary osób bezdomnych - wynika z ustaleń stacji. 23-letni oprawca miał zwrócić się do nich w wulgarnych słowach, każąc im odejść.
Zbrodnia wstrząsnęła całą Polską. Liza była przypadkową ofiarą, która akurat wracała tamtędy ze spotkania towarzyskiego. W środę wieczorem ulicami Warszawy przeszedł milczący marsz ku jej pamięci. Uczestnicy zatrzymali się przy Żurawiej 47- w miejscu, w którym przeżyła niewyobrażalne katusze. - Dokładnie w tym miejscu, ponad tydzień temu zbrodniarz zaatakował Lizę, dusił, zgwałcił. Nikt wówczas nie zareagował. Zostawił młodą dziewczynę, nieprzytomną. Dopiero po jakimś czasie wezwano do niej pomoc - mówiła Maja Staśko, jedna z organizatorek marszu.
Na temat tragicznych wydarzeń, które rozegrały się w minioną sobotę, głos zabrało już wiele osób - działacze, aktywiści, politycy, dziennikarze. Ale nie tylko. Niezwykle poruszający wpis, będący traumatycznym wspomnieniem z młodości opublikowała na swoim Instagramie aktorka Małgorzata Kożuchowska.
Małgorzata Kożuchowska zamieściła także swoje zdjęcie z przeszłości. "Lata temu. Byłam jeszcze wtedy studentką. W drodze powrotnej z uczelni do domu zostałam napadnięta przez dwóch mężczyzn, którzy próbowali wciągnąć mnie do samochodu. Broniłam się. Nie mogłam krzyczeć, bo zasłonili mi usta. Po chwili szamotaniny puścili mnie i uciekli…" - napisała aktorka.
"W uliczkę, na której się to działo wjechał samochód i to on ich wystraszył. Zatrzymał się przy mnie i odwiózł bezpiecznie do domu. To, że pojawił się w tym momencie, w tym miejscu uratowało mi życie" - brzmi dalsza część jej traumatycznego wspomnienia.
Jeszcze wiele lat później prześladował mnie sen, w którym grozi mi niebezpieczeństwo i wiem, że muszę krzyczeć. Próbuję, ale nie mogę wydobyć głosu. Czasem się udawało i budziłam się z krzykiem. On był wyzwalający. Był ratunkiem
- czytamy.
"Minęło tyle lat i wciąż wokół nas jest przemoc, gwałt, napaści. Musimy reagować! Nawet jeśli sytuacja jest niejednoznaczna, ale intuicja podpowiada, że coś tu jest nie tak. Lepiej się pomylić i przeprosić niż żałować do końca życia, ze nie zareagowałam/em. Strach paraliżuje, pozbawia ofiary głosu! Bądźmy ich głosem! Reagujmy! Ja tym, którzy lata temu nie zostawili mnie na pustej ciemnej ulicy zawdzięczam życie. Dziękuję" - zakończyła swój poruszający wpis.