Więcej informacji na temat aktualnych wydarzeń znajdziesz na stronie głównej Gazeta.pl
Zacznijmy od tego, że nie liczy się tylko, co jemy przed wejściem do wody, ale również - a może i przede wszystkim - odstęp czasowy od ostatniego posiłku. Dla niektórych brzmi to jak utarta fraza, słyszana tysiące razy na wakacjach od rodziców. Warto jednak zastanowić się nad tym odrobinę dłużej, jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo.
Po spożytym posiłku nasz organizm poświęca sporą ilość energii na jego strawienie - zwłaszcza jeśli był to, przykładowo, pożywny obiad z deserem. Nie oznacza to jednak, że momentalnie słabnie siła naszych mięśni - w takiej sytuacji koniecznie należałoby powstrzymać się od pływania. Mimo wszystko dobrze jest odczekać jakiś czas - po lekkostrawnym posiłku zazwyczaj 30 minut, po obfitym obiedzie - nawet do 2 godzin, w zależności od organizmu. W innym wypadku może bowiem dojść do dolegliwości bólowych ze strony układu trawiennego.
W okolicy tłocznych plaż nietrudno znaleźć budkę goframi, lodami czy fast foodami, a następnie ulec pokusie. Warto jednak pamiętać, że wielki hamburger, kebab, spora porcja tłustych frytek czy innych smażonych potraw nie jest najlepszym pomysłem na posiłek przed sesją pływacką. Uczucie ciężkości na żołądku może spowodować spadek koncentracji i trudności w ocenie ryzyka. - Do tego "balast" znajdujący się w żołądku, prowadzi do jego skurczy i nudności - podaje Interia. W takim wypadku nietrudno również o kolkę w czasie wysiłku fizycznego.
Absolutnie zabronione przed wejściem do wody jest również spożywanie alkoholu - i choć ten temat powraca każdego roku, wciąż nie brakuje plażowiczów, którzy do porcji frytek zamawiają zimne piwo, a następnie decydują się na wejście do wody. Alkohol upośledza zdolności motoryczne, spowalnia refleks, utrudnia ocenę ryzyka - nic więc dziwnego, że niejednokrotnie staje się przyczyną utonięć.