list do redakcji
-
"W dzień pracuję, wieczorami myję okna dla Jezusa. Sąsiadka dewotka krzyczy, że Boga w sercu nie mam"
Wielkanoc to czas, w którym oddajemy się świętowaniu, rodzinie, spokojnej zadumie. Zanim to jednak nastąpi, w wielu domach trwają przygotowania. Sprzątamy i gotujemy na potęgę. Poza tym duża część wierzących w międzyczasie pracuje, więc porządki i całą resztę wykonujemy wieczorami. To jednak nie każdemu odpowiada. Doskonale wie o tym nasza czytelniczka Kasia, która w liście do redakcji podzieliła się swoimi zatargami z sąsiadką
-
"Dzieci i wnuczki na święta przyjeżdżają na gotowe. Za mycie okien płacę sąsiadce"
- Pomimo tego, że na co dzień sobie radzę i nie oczekuję ich pomocy, nikt nawet nie zadzwoni i nie zapyta, czy nie potrzebuję zakupów. Ostatnio poprosiłam sąsiadkę, żeby umyła mi okna, bo sama nie byłam w stanie tego zrobić. Oczywiście musiałam jej zapłacić - żali się Zofia w liście do redakcji.
-
Sprząta za córkę pokój, pierze skarpetki, podstawia śniadanko pod nos. Tak rośnie pokolenie fajtłap
"Natalka nie ma pojęcia, jak chociażby włączyć zmywarkę i moim zdaniem jest to zasługa jej mamy, która zachowuje się jak służąca. Rozumiem matczyną miłość doskonale, rozumiem poświęcenie, ale na dłuższą metę to jest dla mnie przesada i tylko jej to w przyszłości zaszkodzi" - pisze Sylwia w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
Nie zamierzam się spowiadać. Od mamy już usłyszałam, że robię jej wstyd i że babcia się przeze mnie wykończy
"Jakiś czas temu już wyznałam mamie, co tak naprawdę myślę o Kościele, o księżach, o tym, że niektórzy biskupi np. robią nagonkę na mniejszości społeczne...nie podoba mi się to i nigdy tego nie poprę. Mama się wściekła. Stwierdziła, że praca w korporacji i duże miasto zmieniło mnie "nie do poznania". Coś tam krzyczała, że wiara nie ma sensu, jeśli nie chodzę do Kościoła na mszę" - pisze Tamara w liście do naszej redakcji.
-
Mam 42 lata, mój chłopak 27. Słyszę, że mogłabym być jego matką i że to chore
"Choć zarówno moi, jak i Sebastiana znajomi zaakceptowali nasz związek, to nadal zdarza mi się słyszeć przykre komentarze. Sebastian też je słyszy. Ale to mnie mówią np., że 'to chore', że wybrałam sobie takiego młodego faceta albo że 'mogłabym być jego matką', co jest już naprawdę żałosne, dzieli nas 15 lat różnicy! To jest dopiero chore, takie komentowanie" - pisze Natalia w liście przesłanym do naszej redakcji.
-
Teściowa obraziła się, że to jej syneczek ugotował niedzielny obiad. Twierdzi, że to ja "powinnam"
- "Ja na twoim miejscu spaliłabym się ze wstydu" - usłyszałam. Wyobrażacie to sobie? Myślałam, że normalnie padnę. Z jej ust nie raz padały różne żenujące przytyki, ale tym razem przeszła samą siebie. Zresztą nie tylko ona, bo jak zadzwoniłam pożalić się mojej mamie, to usłyszałam kolejną rzecz, którą "powinnam". Tym razem, że "powinnam szanować poglądy matki mojego męża". Szanuję, ale nie pozwolę, by ktokolwiek wtrącał się w to, jak wyglądają role w naszym małżeństwie - pisze Marzena w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Zostałam utrzymanką męża i tego nienawidzę. Czuję się, jakbym znów miała 7 lat"
"Mąż jest naprawdę kochany i mi współczuje. Zawsze podkreśla, że kiedy przyszły na świat dzieci, pracowałam na pół etatu i dawaliśmy radę. Nie czuję się okej z tym, że muszę prosić go o pieniądze na wyjście na kawę z przyjaciółkami czy pójście do fryzjera. Nie wspominając już o kupnie ubrań i innych drobnych przyjemnościach" - napisała Alicja w liście do redakcji.
-
"To komunia św. czy pokaz mody? Córka koleżanki zażyczyła sobie suknię weselną i teraz jeżdżą po sklepach jak szalone"
Już w maju uczniowie II klas szkół podstawowych przystąpią do pierwszej komunii świętej. Dla niektórych rodzin to bardzo ważny moment, więc przygotowania zaczynają się stosunkowo wcześnie. Nie od dziś wiadomo, że kwestia sukienek komunijnych budzi skrajne emocje. Pisze o tym Ewa, w liście nadesłanym do naszej redakcji. "
-
Mój chłopak zachowuje się, jakbyśmy nie byli ze sobą. Imprezuje z koleżankami i jeździ do domów naprawiać im kran
"Nie mam nic przeciwko jego spotkaniom z koleżankami, o ile nie są one częstsze niż spotkania ze mną. Bartek twierdzi, że skoro razem mieszkamy, to 'spotykamy się codziennie' - no nie, widujemy się codziennie, a to różnica. Natomiast on co najmniej ze 2 razy w tygodniu idzie z którąś z koleżanek na obiad albo na kolację" - pisze Natalia w liście do naszej redakcji.
-
"Mam 30 lat i praca w korpo wyssała ze mnie życie. Chciałbym się wyrwać, ale kredyt mi nie pozwala"
Praca w korporacji to dla wielu osób prawdziwe zbawienie. Stabilne zatrudnienie, nieraz wyższe wynagrodzenie w porównaniu do mniejszych firm, konkretne godziny pracy. Nie można też zapominać o pakiecie benefitów, jak owocowe wtorki czy praca "w dynamicznym zespole". Bajka? Niekoniecznie. "Prestiżowa, zdawałoby się, posada w korporacji okazała się pułapką, spiralą, z której nie mogę się uwolnić" - napisał nasz czytelnik w liście do redakcji.
-
Teściowa pokazuje prawdziwą twarz, gdy mąż wychodzi z pokoju. "Robi się wredna i zgryźliwa"
Czytelniczka portalu Slate.com w liście do redakcji opowiedziała o burzliwej relacji z teściową. Okazuje się, że matka jej męża ma dwie twarze i zupełnie inaczej zachowuje się, kiedy zostają same. "Kiedy mąż jest obok, jest najsłodsza na świecie. Gdy wychodzi, od razu robi się zgryźliwa i wredna" - opisywała. Kobieta ma już dość krytyki i uwag dotyczących wychowania dzieci.
-
"Jestem Magda, mam 31 lat i wszystko mnie boli. Nie kłamali, że po trzydziestce to już tylko APAP i Voltaren"
Trzydzieste urodziny to coś, co przeraża wiele osób. Dorosłość, koniec beztroski, więcej przykrych obowiązków. Okazuje się, że dochodzą też fizyczne niedogodności. "O co chodzi z tą trzydziestką?! Co się wtedy takiego dzieje, że w ciągu pół roku moje ciało przeskoczyło jakby o dekadę w przód? Mam 31 lat, a czuję się na co najmniej 10 więcej" - napisała nasza czytelniczka Magda w liście nadesłanym do redakcji.
-
"Nie zarabiam najniższej krajowej, a ledwo starcza mi do pierwszego. Po zakupach chcę krzyczeć"
"Zakupy spożywcze przecież muszę robić, chemia gospodarcza do domu nie kupi się sama. Jeszcze ze trzy lata temu zarabiałam znacznie mniej i mogłam na spokojnie opłacać wynajętą kawalerkę w Warszawie, chodzić regularnie do fryzjera, kosmetyczki i ogólnie nie martwić się o pieniądze. Teraz paznokcie robię sobie sama. Tak jest taniej" - pisze Sandra w liście do naszej redakcji.
-
"Całe życie poświęciłam dziecku i zostałam sama jak palec. Syn zerwał ze mną kontakt"
- Urodziłam cudownego syna i poświęciłam mu całe życie. Nie myślałam, że kiedykolwiek będę tego żałować (...) Co poszło nie tak, że kiedy najbardziej go potrzebuję, zostałam sama jak palec? - pyta Maria w liście do redakcji.
-
"Jesteśmy razem 10 lat. Ciągle słyszę: 'kiedy ten ślub?'. Normalnie aż się we mnie gotuje" [LIST]
"Mamy XXI wiek, a ludzie nadal mają problem z tym, że ktoś żyje bez ślubu i wtykają nos w nie swoje sprawy. A może ślub, wspólny kredyt na 30 lat i gromadka dzieci to nie jedyna droga do szczęśliwego życia?" - pisze Gosia w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Nie wyobrażam sobie, by przetyrać całe życie na etacie tylko po to, by wziąć kredyt na 30 lat"
"Zdaję sobie sprawę, że każde pokolenie narzeka na poprzednie i tak dalej. Więc z reguły nie wkurzam się, gdy ktoś wmawia mi, że jestem 'roszczeniowa'. Ale ostatnio grubo z tym przesadzacie" - pisze w liście do naszej redakcji rozżalona Malwina.
-
"Mam 32 lata i ani myślę się wyprowadzać od rodziców. Choć życie z nimi pod jednym dachem to koszmar"
"Powód jest prosty. Nie stać mnie. Zarabiam 4 tysiące na rękę, a obecnie wynajem 30-metrowej klitki w Warszawie to koszt ponad 3 tysięcy złotych. Nie mam też jak starać się teraz o kredyt. Dlatego zamieszkałam z rodzicami. Choć mają dość duże mieszkanie, trudno o prywatność. Ktoś może powiedzieć, że skoro z 'własnej wygody' z nimi mieszkam, to nie powinnam narzekać" - pisze Lena w liście do naszej redakcji.
-
"Koleżanka zamawia ubrania, chodzi w nich, a potem odsyła. Jak ludziom nie wstyd?"
"Ostatnio za każdym razem, gdy zamawiam ubrania online, dostaję coś z plamą, dziurą albo inną wadą. Koleżanka z pracy wyjaśniła mi, dlaczego i zastanawiam się, jak ludziom nie wstyd" - pisze Karolina w liście do redakcji.
-
40 lat to najgorszy wiek. Przekonajcie mnie, że jest inaczej [7 powodów]
Jeśli wierzyć reklamom właśnie powinienem korzystać z życia, kupować SUV-a, cieszyć się początkiem stylowej siwizny i nowy ekspresem do kawy. Tymczasem nie mam na nic siły, nikt mi niczego nie daje, wszyscy czegoś ode mnie chcą, a jak wracam do domu po pracy, moim sukcesem jest, jeśli znajdę energię, żeby zjechać windą wyrzucić bio. Zastanawiacie się, czy jestem przegrywem? Nie, mam po prostu 40 lat - pisze nasz Czytelnik w liście do redakcji.
-
"Nie kupuję dzieciom ani mężowi prezentów na święta. Usłyszałam już, że to poroniony pomysł"
Wigilia i święta Bożego Narodzenia nieodłącznie kojarzą się nam z prezentami. To czas, w którym wielu z nas obdarowuje swoich najbliższych wymarzonymi podarunkami lub choć symbolicznym upominkiem. Nie każdy jednak uważa tę tradycję za niezbędną. W liście do naszej redakcji pisze o tym Maria, która postanowiła, że tegoroczne święta upłyną im bez efektownie zapakowanych niespodzianek pod choinką.
-
"Zarabiam więcej od męża, a on nawet nie szuka lepszej pracy. Znowu to ja ratuję nasze święta"
- W święta każdy wie, że trzeba kupić kapustę, karpia, grzyby, twaróg na sernik. Nie da się tego obejść. Mój mąż najchętniej jadłby ziemniaki z cebulą, bo wszystko jest za drogie - żali się Edyta w liście do redakcji.
-
"Nie idę do znajomych na sylwestra, wolę spędzić go na kanapie z moim psem"
- Kilka lat z rzędu chodziłam na imprezy, choć wcale nie miałam na to ochoty. To był dla mnie ciężki rok, jestem zmęczona fizycznie i psychicznie. Ostatnie, na co mam ochotę, to strojenie się, zarywanie nocy i składanie sobie wymuszonych życzeń o północy - pisze Kasia w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Blacha sernika za 140 zł?! Ci ludzie poszaleli! Kogo stać na takie święta?"
Święta za pasem. Wiele osób od tygodni planuje, jakie dania i ciasta w tym roku będą gościć na stole. Nie wszyscy jednak mają do tego smykałkę i nie wszyscy mają na to czas. Postanawiają więc skorzystać ze świątecznego cateringu. Jednak w niektórych miejscach ceny potrafią przysporzyć o ból głowy. Boleśnie przekonała się o tym nasza czytelniczka Joanna, która chciała z takiej opcji skorzystać. "Chyba trzeba będzie wprosić się do kogoś na pierwszy dzień świąt".
-
Córka powiedziała mi, że śpi z mężem, ale mają dwie kołdry. Co dalej? Osobne łóżka, a może domy?
- Ona twierdzi, że między nimi jest wszystko dobrze, że tak jest im po prostu wygodniej. Podobno teraz robi tak wiele par. No ciekawe... Za moich czasów tak nie było. Ja od niemal trzech dekad sypiam z mężem pod jedną kołdrą i jakoś żadne z nas nie ma z tym problemu - pisze Barbara w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Mój mąż chce, żeby jego rodzice zamieszkali z nami. Są ciężko chorzy, ale ja nie chcę cierpieć razem z nimi"
- Piszę do was, bo muszę się wygadać. Sprawa jest dość delikatna, więc nawet nie mam komu tego powiedzieć. Przyjaciółka raczej nie zrozumie, bo sama jest typem matki Teresy, a z mężem nie chcę wchodzić w głębszą dyskusję. Obawiam się, że mogłoby to skończyć się rozwodem - napisała anonimowo jedna z naszych czytelniczek. Od jakiegoś czasu stoi przed trudną decyzją, która dotyczy jej znienawidzonych teściów. Mąż zastanawia się nad zapewnieniem im opieki, jednak osobą za to odpowiedzialną ma być autorka listu.
-
Zatrudniłam się jako opiekunka. 90-latka stała się moją najlepszą przyjaciółką
- Przeraża mnie to, że całe życie starała się zapewnić dzieciom edukację i życie na poziomie, a kiedy jej się to udało, zorientowała się, jaką cenę będzie musiała zapłacić. Ani jej córka, ani syn nie mają czasu, żeby zadzwonić i zapytać, jak się czuje. Nie odwiedzają jej, raz w tygodniu zamawiają zakupy do domu. Jeśli już uda im się znaleźć chwilę w grafiku, wpadają na godzinę i muszą już wracać, bo szef dzwoni, bo są umówieni, albo coś innego. Wymówek mają wiele - pisze w liście do redakcji Żaneta.
-
Rozmawialiście z rodzicami, kto będzie się nimi opiekował na starość? "Ja sobie nie wyobrażam"
- Niektórzy twierdzą, że to "obowiązek" dzieci, podkreślają, że jesteśmy im to winni. A przecież nikt nie powinien być zmuszany do takich poświęceń. Moi rodzice nie chcą nawet słyszeć o domu opieki, a ja sobie nie wyobrażam innego wyjścia - pisze Joanna w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Jesteśmy dwa lata po ślubie. Nie stać nas ani na kredyt, ani na dziecko. Życie to wegetacja"
"Myślałam, że dorosłość będzie zdecydowanie łatwiejsza. Jesteśmy dwa lata po ślubie. W organizacji wymarzonego dnia w dużej mierze pomogli nam rodzice. Koszty były spore, ale wtedy się tak o tym nie myślało, jak wsparcie leciało niemal z każdej strony. Teraz kiedy na horyzoncie pojawia się zakup pierwszego mieszkania, myśli o dziecku i chęć podróżowania, to zamiast entuzjazmu, na twarzach rysuje się jedynie przerażenie."
-
Kłótnie, spory i lans na cmentarzach. Dla mnie ten dzień to w dodatku rozdrapywanie ran
- Mam wrażenie, że dla niektórych osób dzień Wszystkich Świętych już nie jest dniem, w którym najważniejsze jest uczczenie pamięci zmarłych, a coraz częściej okazją do uprawiania "grobingu" - pisze czytelniczka w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
Kościół czy plac zabaw? "Zachowanie dzieci i rodziców pozostawia wiele do życzenia"
- Biegające dziecko pomiędzy ławkami, krzyczące, a za nimi ze stoickim spokojem podążający rodzic, jakby cała przestrzeń kościoła należała tylko do nich. Do biegającego jednego dziecka dołączają kolejne i tak robi się niezły zamęt, śmiech, bieg i dobra zabawa. Tylko dla kogo? - pisze czytelniczka w liście nadesłanym do naszej redakcji.