list do redakcji
-
Mieszka na parterze. Sąsiedzi z góry zamieniają jej ogródek w wysypisko. "Ręce już opadają"
Wraz z nadejściem wiosny zaczynają się balkonowe porządki. Zdarza się, że zamiast trafić do kosza, kurz i śmieci lądują w ogródkach sąsiadów z parteru, zostawiając im dodatkową "niespodziankę" do sprzątania. Jak poradzić sobie z tym problemem i gdzie leży granica sąsiedzkiej odpowiedzialności?
-
Na weselu zamawiali dzieciom mocktajle. Pięciolatki hasały po sali z butelkami piwa zero
"O 22 pięciolatki już same podchodziły do stołów i otwierały sobie piwa 'zero', a potem hasały z nimi po sali. Albo ciągnęły swoich rodziców do drinkbaru, żeby zamawiali im mocktaile. Ku mojemu zdziwieniu, nikt się nie sprzeciwiał. Za to z uśmiechem na twarzy robiono maluchom zdjęcia z drinkami. No bo przecież to idealny content na Instagrama" - pisze w liście do redakcji Iwona.
-
"Pięciogodzinny lot spędziłam w towarzystwie niemowlaka. Problemy zaczęły się już w czasie startu"
"Wiem, że czasy się zmieniły i nie chcemy z niczego rezygnować, gdy decydujemy się na dziecko. Tylko mam wrażenie, że tracimy w tym wszystkim zdrowy rozsądek. Ostatnio pięciogodzinny lot spędziłam w towarzystwie rodziców z około czteromiesięcznym maluszkiem. Problemy zaczęły się już w czasie startu" - żali się Ilona w liście do redakcji.
-
Zapłaciła babci za opiekę nad wnukami podczas ferii. "Koleżanki złapały się za głowy" [LIST]
Chyba każdy uczeń z niecierpliwością czeka na ferie. Inaczej bywa w przypadku wielu rodziców, w szczególności tych młodszych dzieci. W końcu nie każdy może pozwolić sobie na dwa tygodnie urlopu. Jak zorganizować opiekę? Nasza czytelniczka Iwona postanowiła zatrudnić babcię. Niemal dosłownie.
-
"Na Wigilii będą osoby, które uważają mnie za porażkę, bo nie mam ślubu ani dziecka"
"Na Wigilii będą osoby, które uważają mnie za życiową porażkę, bo nie mam ślubu ani dziecka. Na samą myśl mam ochotę zostać w domu. Nie potrafię zrozumieć tego, że najbliżsi nie potrafią zaakceptować moich wyborów" - pisze Julia w liście do redakcji.
-
"Jestem mężczyzną. Też nie wyobrażam sobie życia z kobietą bez wyższego wykształcenia"
"Przeczytałem tekst o kobietach, które są wykształcone i nie chcą wiązać się z mężczyznami po zawodówce. Moim zdaniem to działa w dwie strony. Studiuję prawo i nie wyobrażam sobie związku z kobietą, która nie posiada wykształcenia" - pisze Maciej w liście do redakcji.
-
"Teściowa szykuje futro i wydaje fortunę na wiązanki. Wszystkich Świętych to święto lansu"
"Zdzisiu by mi nie wybaczył, że na grobie kładę mu sztuczne badziewie - argumentuje teściowa. Oczywiście my z mężem dokładamy do jej wymysłów, chociaż wszyscy wiemy, że naprawdę wcale nie chodzi o śp. Zdzisia, tylko o to, co sąsiadki powiedzą. Bo przecież 1 listopada trzeba się pokazać" - żali się Wanda w liście do redakcji.
-
"Mój mąż stał się nieznośny na home office. Od rana stoi przy moim biurku"
"Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć, dlaczego tak trudno jest przez 8 godzin skupić się tylko na pracy? Jak inne małżeństwa radzą sobie z pracą zdalną? Niestety nie ma u nas szans na powrót do biura, a nie wiem, jak przetrwam z mężem kolejne miesiące" - pyta Ola w liście do redakcji.
-
"Zakatarzeni jeżdżą autobusami. Kichają, a potem macają wszystko w sklepie. Mam dość Polaków jesienią"
"W ostatni weekend weszłam do księgarni i po 5 minutach musiałam z niej uciekać, bo bo pani przeglądając książki, na wszystkich kasłała. (...) W dzisiejszych czasach możemy spokojnie zostać w domu i korzystać z zakupów online. Nie ma potrzeby narażania siebie na powikłania i zarażania innych!" - apeluje Iza w liście do redakcji.
-
"Zarabiam więcej niż mąż, sprzątam i gotuję. On tylko leży i pachnie"
"Obowiązki żony nie powinny różnić się od obowiązków męża. W XXI wieku mówi się dużo o równouprawnieniu i zacierają się te granice pomiędzy rolami płci, ale nie u mnie w domu. Ja pracuję za dwoje. Mąż oczekuje, że będę zarabiać, sprzątać i gotować, a on tylko leży i pachnie" - pisze Iza w liście do redakcji.
-
"Mam 45 lat. Jestem bezdzietna i dobrze mi z tym. Bycie mamą to nie moja bajka"
"Nigdy nie chciałam być mamą. Mam dość tych krytycznych spojrzeń innych ludzi i pełnych fałszywej troski pytań o to, czy nie boję się, że na starość zostanę sama. Dobrze, że o tę mityczną szklankę wody już nie pytają, bo chyba padłabym na miejscu" - pisze Monika w liście do naszej redakcji.
-
"Przez całą drogę podstawiał mi skarpety pod nos. A w tle komunikat: Nie kładź stóp na siedzeniu"
"Ja rozumiem, że szczególnie jeśli podróż jest długa, można czuć się źle w butach, ale skoro jedni są w stanie to wytrzymać, czemu inni nie stosują się do zasad? Tym bardziej, że w pociągach pojawia się komunikat o tym, aby nie uprzykrzać innym pasażerom podróży oraz nie kłaść stóp na siedzeniach i po prostu nie zdejmować obuwia. Może powinno się wprowadzić za to mandaty" - zastanawia się Agata w liście do redakcji.
-
"Pojechałam na wakacje do Włoch, a tam sami Polacy. Zmarnowałam dwa tygodnie urlopu"
"Gdybym chciała zjeść schabowego i posłuchać narzekających Polaków, pojechałabym do Władysławowa, jednak w tym roku wolałam tego uniknąć. Wybraliśmy się więc z mężem na wakacje do Włoch. Jak nigdy potrzebny nam był urlop w klimacie dolce vita" - zaczyna swój list Patrycja.
-
"Wakacji 1997 nie zapomnę nigdy. Tak powinno wyglądać beztroskie lato dzieci"
"Jedna sąsiadka miała kozę, codziennie ją odwiedzałam. Nic przy niej nie robiłam, po prostu tam chodziłam, bo takie wtedy były atrakcje. Dwa domy dalej u zaprzyjaźnionej rodziny pomagałam zbierać truskawki. Nagroda? Pajda domowego chleba z masłem, rozgniecionymi truskawkami i cukrem. To było coś czego nie zapomnę nigdy. Babcia wysyłała mnie po mleko, albo po jajka do sąsiadek. To wszystko to nie był przymus, tylko atrakcje, które mnie cieszyły" - wspomina Ania w liście do redakcji.
-
"Po rozwodzie ruszył w dwumiesięczną podróż po Europie. Ja przez lata nie mogłam dojść do siebie"
"Powiedział, że od lat już niczego do mnie nie czuje, że nie da rady dłużej myśleć tylko o dzieciach i że w końcu musi zacząć żyć. Po rozwodzie ruszył w dwumiesięczną podróż po Europie. Gdy wrócił, zaczął chodzić na siłownię i Bóg wie, co jeszcze. Czasem widzę, jakie brednie wypisuje na Facebooku i nie mogę uwierzyć w to, że to słowa dorosłego faceta" - żali się Anna w liście do redakcji.
-
"Na wakacjach all inclusive poznaliśmy parę, która zamieniła wypoczynek w koszmar"
"Już pierwszego dnia wyjazdu poznaliśmy w hotelu parę po 30-stce. Też byli na wakacjach bez dzieci i od małego smalltalku w recepcji przeszliśmy do wspólnej imprezy przy barze tego samego wieczoru (...). Następnego dnia o 7 rano obudził mnie telefon" - pisze Agata w liście do redakcji.
-
"Jak zobaczyłam, że ogląda poradnik, jak zrobić pranie, ręce mi opadły. Okaleczyłam syna"
Wielu rodziców wyręcza swoje dzieci we wszystkim. Jest to zrozumiałe, gdy te są małe i nieporadne. Problem pojawia się wtedy, kiedy dorastają. Nagle okazuje się, że nie są do końca dobrze przygotowane do życia poza murami domu rodzinnego. "Miarka się przebrała, jak pojechaliśmy z mężem w odwiedki do syna. Wynajmuje kawalerkę razem z kolegą. Ja wiem, że w tym wieku to się człowiek cieszy wolnością i nie myśli o obowiązkach. Ale są jakieś granice na litość boską! [...] 4 worki śmieci w kuchni, cały zlew zawalony brudnymi naczyniami, ani jednego czystego widelca, kurz na szafkach taki, że można bałwana ulepić. Złapałam się za głowę" - napisała nasza czytelniczka Renata.
-
"Idziemy do ślubu w trampkach. Teściowa się odgraża, że przyniesiemy wstyd całej rodzinie"
"Pokazaliśmy teściowej zdjęcia naszych ślubnych strojów i serio: nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Zaczęła krzyczeć, że przyniesiemy wstyd całej rodzinie, że kto to słyszał iść do ślubu, jak na dyskotekę" - żali się Asia w liście do redakcji.
-
"Założyliśmy wspólne konto i zaczęły się awantury. Mąż płaci gotówką, żebym nie widziała, na co wydaje"
"Mąż nie chce, żebym wiedziała, na co przeznacza nasz budżet. Zamiast płacić kartą, regularnie wypłaca gotówkę na swoje zachcianki. Kiedy zapytałam go o to, dlaczego tak robi, strasznie się oburzył. Powiedział, że ma prawo do zarządzania swoimi pieniędzmi i że nagle jest mu wygodniej płacić gotówką. Czy tylko mi się wydaje to dziwne?" - żali się Ilona w liście do redakcji.
-
Wzięłam kredyt na wesele córki. Oni zdążyli się rozwieźć, a ja nadal spłacałam dług
"Gdzie się podział mój rozum?! Sama nie wiem. Przecież dobrze wiedziałam, że mnie na to nie stać. Ale czego się nie robi dla swoich dzieci, prawda? Jeszcze pół biedy, gdyby do dziś byli szczęśliwym małżeństwem, ale nie... Nawet połowy nie zdążyłam spłacić, gdy usłyszałam: Mamo, rozwodzę się" - pisze Danuta w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
Chcieliśmy z Arturem mieć kościelny. Miało być "co łaska". To, ile krzyknął ksiądz, to jakiś żart
"Kiedy mój narzeczony zapytał, kiedy mam uregulować ten tysiąc złotych, to zaskoczony proboszcz odparł, jak gdyby nigdy nic: 'Ale proszę pana, opłata za całość to 1500 złotych'. Szczerze? Dla mnie to, ile proboszcz sobie 'krzyknął', to jest jakiś żart. Zwłaszcza, że umawialiśmy się wcześniej z wikariuszem na 500 złotych mniej" - pisze Sandra w liście do naszej redakcji.
-
Kiedyś emeryci mieli sielskie życie. Dziś mój mąż musi zakasać rękawy i zasuwać, żeby związać koniec z końcem
- Kiedy myśleliśmy o emeryturze, wyobrażaliśmy sobie, że będzie to czas, kiedy w końcu odpoczniemy i nadrobimy stracone lata. Marzyliśmy o dniach spędzonych w ogródku, podróżach z wnukami na Mazury czy sielskich popołudniach we dwoje. Naprawdę wierzyłam w to, że nam się uda. Teraz widzę, że to była nierealna wizja - pisze Renata w liście do redakcji.
-
Ksiądz nie chciał podpisać mi dokumentów. Zagroziłam, że dziecko nie zostanie ochrzczone
"Usłyszałam, że nie przyjmuję księdza po kolędzie, nie wspieram parafii i nie chodzę do kościoła, więc nie mogę zostać matką chrzestną. Ciśnienie tak mi się podniosło, że normalnie myślałam, że się zagotuję. Powiedziałam wprost, że w takim razie dziecko nie będzie miało chrztu i będzie to wina nikogo innego jak właśnie jego" - pisze Magdalena w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Mąż śpi w salonie i twierdzi, że to dla naszego dobra. Nie wiem, co mam myśleć"
"Ciocia i wujek spali oddzielnie, każdy miał swój własny telewizor, każdy jadł co innego na obiad i nawet na wakacje, wyjeżdżali oddzielnie. Bo wujek wolał przez miesiąc siedzieć na Mazurach, a ciocia wyjechać z dzieciakami nad morze. Nie mieli sobie nic do powiedzenia poza zgryźliwościami. Myślałam, że moje małżeństwo będzie wyglądało zupełnie inaczej" - żali się Iza w liście do redakcji.
-
Mąż córki nagle się obudził i o teściową chce zadbać. Liczą na spadek, ale złotówki nie zobaczą
"Zięć się oferował, że chce mi łazienkę wyremontować. W ogóle dopiero później dotarło do mnie, że będąc u mnie, rzucał okiem na ściany i pod nosem sobie coś mamrotał, że 'tu trzeba będzie wykończyć', albo coś innego. Zdziwiło mnie to, bo o nic go nie prosiłam, ale też nic nie powiedziałam" - pisze Marianna w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Przestałam przelewać córce pieniądze, a ona przestała do mnie dzwonić. Traktowała mnie jak skarbonkę"
Rodzice potrafią zrobić naprawdę wiele, by wspomóc swoje dzieci. Niektórzy poświęcają im cały wolny czas, inni stawiają na wsparcie finansowe. Dzieci te starania najczęściej doceniają. Zdarza się jednak, że do czasu. Boleśnie przekonała się o tym nasza czytelniczka Hanna. "Stwierdziliśmy, że przynajmniej finansowo trochę córkę odciążymy. Wysyłałam jej co miesiąc kilka stówek. Ale w końcu źródełko wyschło. Teraz jak zadzwoni raz na miesiąc, to jest święto lasu" - napisała w liście do redakcji.
-
Nie chcę być matką, ale rodzina tego nie rozumie. Ciągle pytają, kiedy będą wnuki
"Nasze matki i babki tonęły w pieluchach, bo nikt nie myślał wtedy o tym, czego chcą. Robiły to, czego oczekiwało od nich społeczeństwo. Tym bardziej dziwi mnie, że choć czasy się zmieniły i dziś bezdzietne kobiety sukcesu nikogo nie oburzają, chcą, żebym popełniła ten sam błąd. A ja bez wyrzutów sumienia mogę powiedzieć, że bez dzieci czuję się szczęśliwa" - pisze Magda w liście do redakcji.
-
Mamy trójkę dzieci, a mąż wymyślił, że mam iść do pracy. Jakbym już nie harowała jak wół
"Nie wyobrażam sobie pracy na dwóch etatach. Już teraz nie sypiam, jestem ciągle zmęczona, rzeczy lecą mi z rąk. Miałabym więc najpierw zrywać się o 5.00 nad ranem, szykować jedzenie, odwozić dzieci, jechać na kilka godzin do pracy, wracać przed mężem i zabierać się do następnej pracy w domu. Brzmi to po prostu absurdalnie" - pisze Magdalena w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Teściowa nie pracuje, ale nigdy nie odebrała Pawełka z przedszkola. Nie kiwnęła palcem nawet, gdy trafiłam do szpitala"
"Moja teściowa nie pracuje, więc ma mnóstwo czasu. W dodatku bliska dwa przystanki autobusowe dalej od nas. Nie, nie uważam - jak niektórzy - że powinna być darmową opiekunką do mojego dziecka. Nie wyobrażam sobie tego nawet, kompletnie. Uważam, że ma prawo w tym wieku poświęcać się samej sobie. Ale tutaj chodzi o naprawdę drobne przysługi związane z opieką nad wnukiem, i to bardzo rzadko" - pisze Agata w liście nadesłanym do naszej redakcji.
-
"Ożeniłem się po raz drugi i trochę żałuję. Kocham żonę, ale kocham też byłą żonę"
"Jestem dorosłym i odpowiedzialnym człowiekiem, więc nie popełnię tego samego błędu drugi raz, ale w głowie analizuje przeróżne scenariusze. Za każdym razem, kiedy z żoną kłócimy się o kolejne bzdury, zaczynam myśleć o byłej. Wyobrażam sobie, jak wyglądałoby życie, gdybym z nią został. Czy można jednocześnie kochać dwie osoby?" - pyta Artur w liście do redakcji.