rodzice

  • Spakowali z narzeczonym walizki i wprowadzili się do garażu rodziców. Pokazali, jak żyją
  • Kiedyś nocowanki były na porządku dziennym. Dziś rodzice są bardziej sceptyczni. 'Nie ma takiej opcji'

    Kiedyś nocowanki były na porządku dziennym. Dziś rodzice są bardziej sceptyczni. "Nie ma takiej opcji"

    W latach 90. nocowanki były na porządku dziennym. Rodzice odprowadzali lub odwozili swoje pociechy do domu koleżanki czy kolegi. W ten sposób oni mieli wolny wieczór, a i dziecko skorzystało pod kątem towarzyskim. Dziś taka forma spędzania czasu jest już coraz rzadsza. Wiele osób nie wyobraża sobie, by wysłać córkę czy syna do domu w zasadzie obcych ludzi. Pojawia się jednak pewna alternatywa.

    Aleksandra Michalska,
  • 'Wstydzę się swojego miejsca pracy. Gdybym mogła cofnąć czas, poszłabym na studia'

    "Wstydzę się swojego miejsca pracy. Gdybym mogła cofnąć czas, poszłabym na studia"

    "Rodzice mówili mi - ucz się, bo jak nie będziesz się uczyć, to będziesz zbierać śmieci. Jako nastolatka wyśmiewałam ich, a dziś zbieranie śmieci to moja profesja. Nie łatwo jest mi o tym mówić, ale mam wrażenie, że gdybym te kilkanaście lat temu wzięła się za czytanie książek czy rozwiązywanie zadań domowych, to moje życie wyglądałoby inaczej" - żali się nasza czytelniczka i przyznaje, że dziś zrobiłaby dużo, aby jej życie wyglądało zupełnie inaczej.

    Magdalena Wróbel,
  • 'Studniówka córki kosztuje fortunę. Chyba powinnam wziąć na to kredyt. No masakra!'

    "Studniówka córki kosztuje fortunę. Chyba powinnam wziąć na to kredyt. No masakra!"

    "Makijaż 300 złotych, fryzjer 300 złotych, sukienka 500 złotych, dodatki 300 złotych, buty 500 złotych. Nie wspomnę o samej wejściówce dla niej i osoby towarzyszącej. Do tego kamerzysta, fotograf, koszty nagłośnienia i wszystko inne. No nie wiem, czy w trzech tysiącach się zamknę. Kredyt murowany!" - pisze w liście do naszej redakcji pani Agata, która wymienia koszty studniówki swojej córki i przyznaje, że nie wie, skąd weźmie na to wszystko pieniądze.

    Magdalena Wróbel,
  • 'Matka wciąż żyje, choć dla mnie umarła. Mam 40 lat i zrozumiałam, że nigdy mnie nie kochała'

    "Matka wciąż żyje, choć dla mnie umarła. Mam 40 lat i zrozumiałam, że nigdy mnie nie kochała"

    - Marzyłam o tym, żeby założyć własną rodzinę, żeby urodzić dziecko i w końcu żyć normalnie. Tylko że nie potrafiłam zaangażować się w żadną relację bez wyrzutów sumienia. Miałam cały czas w głowie ten zimny głos matki, że moim obowiązkiem jest opiekowanie się nią. I te wyrzuty, gdy przez chwilę nie odbierałam telefonu - opowiada Agnieszka.

    Klaudia Kolasa,
  • Żeby w końcu dorosnąć trzeba 'zabić matkę'. Wiele osób ma z tym jednak problem
  • To najrzadsze imię w Polsce? Ostatni raz nadano je 53 lata temu. Nosi je tylko jedna kobieta
  • Powiedział jakie błędy popełniają ludzie myjąc zęby. Wywołał oburzenie wśród internautów
  • 'Od 10 lat żyjemy jakby obok siebie. Co roku łudzimy się, że święta nas zbliżą'

    "Od 10 lat żyjemy jakby obok siebie. Co roku łudzimy się, że święta nas zbliżą"

    - Co roku łudzimy się, że święta nas zbliżą, a to fikcja. Nie śpimy w jednym łóżku i rzadko rozmawiamy. Nie czujemy zainteresowania względem siebie i wszystko jest nam jedno. Wiem, że nasze emocje przechodzą na dzieci, ale nie możemy nic z tym zrobić. Wstyd przyznać, ale myślę, że my się już nie kochamy. Nie umiemy podjąć decyzji o rozwodzie, bo boimy się biurokracji i spraw rozwodowych. W święta myślę o tym jeszcze bardziej. Czuję, że moje życie to wegetacja - pisze w liście do redakcji nasza czytelniczka, która przyznaje, że przestała kochać swojego męża.

    Magdalena Wróbel,
  • 'Wigilia to dla mnie najgorszy dzień w roku. Rodzice się rozwiedli i zgotowali mi piekło'

    "Wigilia to dla mnie najgorszy dzień w roku. Rodzice się rozwiedli i zgotowali mi piekło"

    - Rodzice się rozwiedli i zgotowali mi piekło. I choć byłam wtedy dzieckiem, to cierpienie było niewyobrażalne. Ten czas kojarzy mi się wyłącznie z kłótniami i ciągłym pretensjami. Razem z bratem mieliśmy dwie wigilie, na których każdy płakał. Nam się to niestety udzielało. Zamiast radości, był smutek. Gdybym mogła, to zapadłabym się pod ziemię i bez żadnych wyrzutów poprosiłabym rodziców o święty spokój i możliwość pozostania samotnie w domu. Nie zależało mi na niczym - pisze w liście do redakcji nasza czytelniczka, która ma bardzo złe wspomnienia z przeszłości.

    Magdalena Wróbel,