aborcja
-
Każdy powinien zobaczyć zdjęcia dziecka "uratowanego" przez profesora Chazana!
"Mam wrażenie, że ci wszyscy, którzy potępiają aborcję w takich wypadkach to ludzie, których wyobrażenie o upośledzonych dzieciach to jest wizja sympatycznego Maciusia z >>Klanu<<" - nasza Czytelniczka ostro rozprawia się z tymi, którzy pomstują na pokazywanie zdjęć zdeformowanego noworodka.
-
Absurd absurdem absurd pogania
A gdyby tak złota rybka mogła spełnić trzy życzenia - może warto by ją poprosić, by szereg zdarzeń, które przyszło nam ostatnio obserwować okazał się okrutnym żartem Internetów? Chyba tego życzyłaby sobie nasza Czytelniczka...
-
Znów główne role grają mężczyźni
Kobieta, której profesor Chazan uniemożliwił dokonanie aborcji, urodziła potwornie zdeformowane dziecko, które będzie teraz umierało. Sprawa budzi - nic dziwnego! - ogromne emocje, ale gdy obserwuję toczącą się dyskusję uderza mnie coś innego: dramat rozgrywa się w męskim świecie, kobiety grają tu role drugoplanowe.
-
Jestem za aborcją, a przeciwko nienawiści do własnych dzieci
Ostry, zadziorny list naszej Czytelniczki zapewne wywoła burzę. Ale takie właśnie zdaje się być jej założenie. Jak śpiewał jeden pan: "a po burzy przychodzi spokój". Może przyjdzie?
-
Kazali jej urodzić, a mogli przecież ukamienować
W takiej Somalii na przykład zgwałconą trzynastolatkę można zatłuc na śmierć, zaś ledwie pięćset lat temu palenie na stosie było jedną z praktyk radzenia sobie z kobietami, które wydają na świat zdeformowane płody. Na szczęście żyjemy w Polsce, w XXI wieku, tu nie ma mowy o żadnym zabijaniu.
-
Patrz, jaką miałam fajną aborcję!
Koleżanki podrzuciły mi link do filmu. Sympatyczna młoda kobieta, trochę speszona, ale przez większość czasu jednak uśmiechnięta zaprasza widzów na zabieg usunięcia swojej ciąży. I wtedy mną zatrzęsło. Nie, nie z oburzenia.
-
O pani Bratkowskiej, mam nadzieję, merytorycznie
Aleksandra i Rączka wypowiedziały się w sprawie Bratkowskiej (tak już chyba należy o tym mówić i pisać?). Fala różnorakich opinii przetoczyła się przez komentarze pod oboma tekstami. Pojawiły się również sugestie, że nie wszyscy, co się wypowiadają, w ogóle widzieli przyczynek do dyskusji: program z udziałem bohaterki skandalu. I w tej właśnie sprawie napisał do nas Czytelnik.
-
O praniu, czyszczeniu piekarnika i malowaniu paznokci. Bo przecież nie o Katarzynie Bratkowskiej
Jeszcze nie zwariowałam. Wszak dobrze wiem - mam wypraktykowane - że teksty na tematy feministyczno-polityczno-aborcyjne zwykle powodują co najmniej zamieszanie. Po co mi to? Wymiana obelg i ogólne obrzucanie się błotem pod moim nazwiskiem? Ej, zaraz, przecież mogę pisać co zechcę. Najwyżej po fakcie użyję któregoś ze słów-kluczy. Jak LAPSUS. Albo SARKAZM. Albo NIE DOCZYTAŁAM. Prawda?