feminizm
-
O praniu, czyszczeniu piekarnika i malowaniu paznokci. Bo przecież nie o Katarzynie Bratkowskiej
Jeszcze nie zwariowałam. Wszak dobrze wiem - mam wypraktykowane - że teksty na tematy feministyczno-polityczno-aborcyjne zwykle powodują co najmniej zamieszanie. Po co mi to? Wymiana obelg i ogólne obrzucanie się błotem pod moim nazwiskiem? Ej, zaraz, przecież mogę pisać co zechcę. Najwyżej po fakcie użyję któregoś ze słów-kluczy. Jak LAPSUS. Albo SARKAZM. Albo NIE DOCZYTAŁAM. Prawda?
-
Równouprawnienie w pracy to mit: kobieta to dla pracodawcy tylko jajniki i nieposkromiona potrzeba rodzenia
Aleksandra napisała, że nie była dyskryminowana ze względu na płeć. Szczerze Ci zazdroszczę, bo ja i myślę, że wiele kobiet chociażby na rozmowach o pracę zostałyśmy potraktowane w sposób szczególny z racji naszej płci a konkretnie jak klacze rozpłodowe. I z prostej przyczyny posiadania dwóch chromosomów X pracodawca zaczynał kręcić nosem na myśl o przyjęciu nas na swój pokład.
-
Nie mam czasu na feminizm!
Po tekście Rączki zawrzało. I wewnątrz redakcji, i w skrzynce mailowej Focha. Nasza Czytelniczka pisze, że "równouprawnienie to fajna rzecz, tylko trzeba je stosować z umiarem". Bo problemem może być nie brak możliwości, co ich nadmiar.
-
Nie jestem feministką, jestem sobą
Rączko, ja Cię chyba prewencyjnie obleję whisky przy następnym sabacie. Jak kobieta - kobietę. Serio, piszesz o równości i kończysz tekst zdaniem: "Jeśli jakaś kobieta twierdzi, że nigdy nie została potraktowana gorzej tylko dlatego, że jest kobietą, to chyba jest ślepa i głucha??
-
Jestem feministką i myślę, że ty też nią jesteś
Gdzieś kiedyś przeczytałam, że zanim się zacznie z kimś dyskusję, warto najpierw ustalić definicję tego, o czym będziemy rozmawiać. Bo tylko pozornie pewne słowa, terminy, znaczą dla nas to samo. Na pewno feminizm jest jednym z tych problematycznych słów. A w dodatku ma chyba najgorszy PR na świecie. A ja bardzo chciałabym to zmienić.
-
Księżniczki są wyemancypowane i mam na to dowody!
Rączka ubolewała nad znudzonymi księżniczkami, których ulubionym gadżetem jest lusterko. Nasza Czytelniczka uważa jednak, że księżniczki nieźle radzą sobie z życiowymi problemami. Sprawdźmy zatem, kto w tym sporze ma rację. Bajeczki uczą prawdziwego życia?
-
Lubimy drani? Nie, po prostu mamy focha na mężczyzn idealnych
Karolina napisała do nas o pewnym paradoksie: im mężczyzna bliżej naszego ideału, tym mniej nam się podoba... Panowie, potraktujcie to poważnie!
-
Za co mizogini powinni być wdzięczni feministkom?
Jeden z naszych Czytelników podesłał nam dość zaczepny tekst - ale my lubimy takie kukułcze jaja podrzucane do naszego kobiecego gniazdka. Liczymy na ciekawą dyskusję!
-
Nadworna feministka radzi: chłopca i dziewczynkę wychowuj tak samo
Ponieważ zostałam już chyba nadworną fochową feministką, czuję się w obowiązku podzielić z wami kilkoma sprawami, które mnie bolą, denerwują lub śmieszą. Na pierwszy ogień - dzieci. Dziewczynki i chłopcy. Paniusie w sukienusiach i panowie z podrapanymi kolanami.
-
Czy zechce pan zabić dla mnie tego smoka? Bo właśnie pomalowałam paznokcie. Czyli: dlaczego nie walczę o równouprawnienie?
To nie jest polemika z tekstem Rączki. To jest opowieść o tym, że nie muszę o nic walczyć. Bo mam je. Na dzień dobry i bez starań. (Tak, wiem, inni nie mają. Rozumiem, że wobec tego walczą. Ja, cytując klasyka - ?jestem dobra dla siebie i mojego najbliższego otoczenia?.)
-
Jestem feministką, więc nikt mi nie pomoże - kilka słów o schematach (i instrukcjach z IKEI)
Jestem, jestem. Nie wstydzę się, nie kryję. Powiem każdemu, kto chce słuchać. Ci, co mnie znają, wiedzą. Uważam, że każda kobieta w naszym kraju powinna być, chyba że podoba jej się rola milczącej kury do rodzenia dzieci i bez praw. Chyba że podoba jej się, że zarabia mniej, może mniej i takie tam. Ale to nie o tym miało być, tylko o schematach. Bo jak mówię, że jestem feministką, to już mogę być pewna, że nikt mi nigdy nie pomoże.
-
A teraz trochę powkurzam koleżanki feministki: żyję w związku nie-partnerskim. I kocham to!
Niewolnica Izaura odczuwała pewien dyskomfort opowiadając swoim koleżankom z forum postępowych ciemiężonych o relacjach, jakie ostatnio panowały między nią a Właścicielem. Ostatecznie: co się dzieje na plantacji, powinno zostać na plantacji. A jednak, skusiła się. I z tego opowiadania, a dalej porównywania, wychodziło, że jak zwykle jest zacofana i nie radzi sobie z narzucaniem swemu Panu najnowszych trendów. Kompletnie jej ten feminizm nie leżał, o żadnym partnerstwie nie mogło być mowy.
-
Obóz feministyczny dla matek i córek
Kilkanaście dziewczyn trzyma się za ręce. Zaczynają w linii prostej, a potem każda postępuje zgodnie z instrukcjami: Jesteś mężczyzną - krok do przodu. Jesteś kobietą - krok do tyłu. Jesteś Polką - krok do przodu. Jesteś buddystką - krok do tyłu. Łańcuch się rwie
-
Bez mężczyzny żyć się nie da?
Dlaczego kobiecie nie wolno nie rodzić, żyć samej, pracować i dobrze zarabiać? To tendencyjnie sformułowane pytanie zadała mi młoda, zapewne początkująca feministka, najwyraźniej nie zorientowana we współczesnej wiedzy z zakresu psychologii i socjologii kobiety - nie mówiąc już o znajomości praw boskich i naturalnych.