życie

  • Nie chcę być szefem. Proszę, nie zmuszajcie mnie, nieee!

    Nie chcę być szefem. Proszę, nie zmuszajcie mnie, nieee!

    Żeby nie było, ludzi umiejących, lub tylko dających radę - w obliczu konieczności - szefować, trwożnie cenię i zazdrośnie podziwiam. Tak już mam, wobec umiejętności, które są mi całkowicie obce, a wydają się być lukratywne i nośne. Może bym i chciała. Ale nie umiem.

    Aleksandra,
  • Biurowe obyczaje żywieniowe - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

    Biurowe obyczaje żywieniowe - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

    Biurowe życie jest zazwyczaj nudne, godziny wloką się w nieskończoność. Ale są sprawy, które budzą emocje. Wiele komentarzy i kłótni między współpracownikami powodują na przykład pokarmy, które sobie przynosimy na drugie śniadania, lub jak kto woli być bardziej światowy to na lunch. Przecież w biurze nie żywimy się tylko plotkami!

    Biurwa,
  • Prywatność w sieci? Ktoś jeszcze się łudził?

    Prywatność w sieci? Ktoś jeszcze się łudził?

    Trochę się z rana wkurzyłam, bo Anne Applebaum ubiegła mnie i napisała o PRISM mniej więcej to, co chciałam napisać na Focha. Odruchowo, oczywiście strzeliłam focha, ale zaraz stwierdziłam, że nie, jednak napiszę swój tekst, bo nie do końca chyba mamy na myśli to samo...

    Natalia,
  • Co dobrego zjeść w weekend? Trzy proste dania poleca kulinarna pierdoła

    Co dobrego zjeść w weekend? Trzy proste dania poleca kulinarna pierdoła

    Rzadko gotuję, bo najzwyczajniej w świecie - nie umiem. Nie wynika to z braku talentu (choć mam podejrzenia, że ten rodzinny skoncentrował się jednak w osobie mojej szanownej matki), a raczej z mocno niefrasobliwego podejścia i duszy eksperymentatora (co w kuchni jest szalenie niebezpieczne). Zanim polecę trzy doskonałe dania, pragnę uświadomić Wam ich prostotę - muszą bowiem być proste, skoro udało mi się nie tylko je przyrządzić, ale też nie spaliłam kuchni. I (jak widać) jeszcze żyję.

    Agata,
  • Trza być w butach na spacerze? Ja wolę na bosaka

    Trza być w butach na spacerze? Ja wolę na bosaka

    Może jestem nienormalna, bo, jak śpiewał Tymon Tymański, "za krótko byłem w wojsku?", a może, jak sugerował Kazik, odwala mi, bo generalnie Polacy mają za mało słońca? Jedno jest pewne, niezależnie od przyczyn, jedną z największych przyjemności związanych z nadejściem dni bezśnieżnych jest dla mnie chodzenie na bosaka. Po mieście i po wsi, po asfalcie i kamieniach.

    Dominika,
  • Boję się komunikacji miejskiej i nienawidzę swoich zdjęć - moje fobie i paranoje

    Boję się komunikacji miejskiej i nienawidzę swoich zdjęć - moje fobie i paranoje

    Nie wiem jak Wy, ale ja czasami mam wrażenie, że jestem zwariowaną wariatką. Wszystko bierze się z tego, że mam mnóstwo fobii i lęków, które są mądre, jak mądra jest kałuża z błotem. Ale to podobno tak działa - lęk jest nieracjonalny, a fobia jest uporczywym lękiem przed określonymi sytuacjami lub obiektami, które w praktyce nie są niebezpieczne. Na szczęście moje fobie nie utrudniają mi jakoś życia.

    Miss Olgu,
  • 'Uwielbiam jeść. Zatem dlaczego jestem na diecie?' [LIST]

    "Uwielbiam jeść. Zatem dlaczego jestem na diecie?" [LIST]

    Dziś gości u nas Ania, która ma lekkiego (acz pozytywnego) hopla na punkcie swojej diety. Wyżywa się zatem kulinarnie we własnej kuchni (redaktor Połajewska ślini się na wspomnienie pewnych hamburgerów), a także na blogu Polskie South Beach, gdzie dzieli się przepisami na różne przysmaki. A dlaczego jest na diecie, choć tak bardzo lubi jeść? Sami zobaczcie.

    Nadesłane do redakcji,
  • Cisza nocna: miasto może nie spać, ale niech nauczy się bawić

    Cisza nocna: miasto może nie spać, ale niech nauczy się bawić

    Akcja "Warszawa - tu się nie śpi" nie spędza mi może snu z powiek, ale wrażenie na mnie jednak robi. I to niekoniecznie pozytywne. Jak zwykle rzecz rozbija się nie o samą ideę, a o próby jej realizacji i frapująco idiotyczną argumentację.

    Agata ,
  • Domowy chleb, domowy jogurt i domowa kiełbasa. Po co mi to? Przecież to pracochłonne

    Domowy chleb, domowy jogurt i domowa kiełbasa. Po co mi to? Przecież to pracochłonne

    Nasza czytelniczka Karolina pisze o przewadze domowego nad kupnym: "Domowe gotowanie jest jednak bardziej pracochłonne niż odgrzanie sosu ze słoika i bardziej czasochłonne niż kupno chleba po drodze z pracy, wymaga nakładów finansowych (ukłon w stronę robota kuchennego, kocham cię bardzo, robocie) oraz pewnej wprawy. Są też w handlu dostępne dobre wędliny i wspaniałe pieczywo, ale są tak drogie, że nawet robot kuchenny zaczyna się amortyzować."

    Nadesłane do Redakcji,
  • Nie jestem Perfekcyjną Panią Domu

    Nie jestem Perfekcyjną Panią Domu

    Myślę, że każdy z nas miał styczność z Perfekcyjną Panią Domu. Jeżeli nawet nie ogląda telewizji, nie czyta internetu plotkarsko-nie-wiem-jakiego, to zna taką panią z życia lub z historii opowiadanych przez znajomych. Wszystkie typy PPD są dla mnie godne podziwu, bo ja należę do zupełnie innego gatunku.

    Miss Olgu,
  • Odchudzanie, śmierć i dziewczyna. A co Ty łykasz?

    Siedzę i gapię się na tekst o dziewczynie, którą zabiły "tabletki odchudzające". Czytam kolejny raz, ale od czytania stupor wcale nie maleje, przeciwnie, pogłębia się w czarną studnię.

    Aleksandra,
  • Po co sprzątać po psie? Przecież to nieeleganckie i obrzydliwe

    Po co sprzątać po psie? Przecież to nieeleganckie i obrzydliwe

    Nie wiem jak wy, ale ja nie lubię chodzić po chodnikach i parkach. Lubię za to chodzić po polach i łąkach - i to na bosaka. Skąd się bierze ta moja niechęć do miejskich przestrzeni? Ano z tego, że często muszę wykonywać slalomy pomiędzy psimi odchodami.

    Miss Olgu,
  • Romans w pracy, czyli Himalaje głupoty - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

    Romans w pracy, czyli Himalaje głupoty - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

    W biurze można zrobić wiele kompromitujących rzeczy. Warto tu wymienić choćby kserowanie własnej twarzy górnej oraz dolnej i pozostawienie kilku kopii w maszynie. Wydawałoby się, że to taki pomysł na miarę gimnazjalistów, a jednak nie. Niemniej w moim osobistym rankingu szczytem głupoty w urzędzie jest romans. Zaś Himalaje można zdobyć decydując się na romans z szefem.

    Biurwa,
  • Abstynencja - trudny wybór w naszym kraju

    Nasz Czytelnik Franek pisze: "Alkohol nie jest w naszym społeczeństwie przyzwolony. On jest nakazany. Jeśli odmawiasz wypicia to od razu stajesz się napiętnowany. Jedynym, powtarzam, jedynym usprawiedliwieniem, które jest społecznie akceptowane, to bycie kierowcą. W innym przypadku zostajesz po prostu wykluczony. Bo jak to tak, nie pić? To niezgodne z naturą! Człowiek nie wielbłąd, pić musi." Przeczytajcie całość!

    Nadesłane do Redakcji,
  • Dzieci-kwiatów już nie ma, teraz tylko niewdzięczne dzieci-śmieci
  • Metoda na brzuszek?  Jak mawiał Lenin: ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć!

    Metoda na brzuszek? Jak mawiał Lenin: ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć!

    Jak co roku, przychodzi ten moment, kiedy wiele z nas staje przed lustrem i stwierdza "lato już za chwilę, a ja nadal gruba?. Cóż, w tym roku pogoda daje nam szansę - jeszcze trochę deszczowych dni przed nami i można coś z tym zrobić (poza kupowaniem maskujących brzuszek bluzek i tunik).

    Natalia,
  • Życie w królestwie pustki. Depresja to nie fanaberia

    "Nie ma jednej przyczyny, nie ma jednego typu choroby, a nawet identycznych objawów. Jest za to jedna wspólna cecha: poczucie totalnej pustki. Pustki, której nie da się niczym zapełnić. Pustki, która zalewa i wypełnia każdą komórkę ciała" - przeczytajcie co o depresji pisze nasza Czytelniczka (imię do wiadomości redakcji).

    Nadesłane do redakcji,
  • Nie pójdę głosować, pocałujcie mnie w idealizm

    Nie pójdę głosować, pocałujcie mnie w idealizm

    Po latach okazało się, kto tu był bardziej dojrzały i kto miał lepszą ocenę sytuacji, w przód i w tył. Po latach idę do Canossy i przyznaję rację, na gorset założę pokutny worek i poklęczę w stokrotkach, z braku śniegu. I nie pójdę głosować.

    Aleksandra,
  • Nie śpię, bo trzymam kredens, internety i inne bzdety, czyli rzecz o niemarnowaniu czasu
  • List od Joanny: Etat, słodki etat... witaj w piekle, wolny strzelcu

    Jakiś czas temu porzuciłam ciepłą posadkę w redakcji portalu internetowego, by sama być sobie sterem i okrętem. Teraz na przemian żywię się nadzieją i pluję sobie w brodę, idealizuję to, co było wczoraj i lękam się tego, co jutro. Wiem, wiem, sama tego chciałam. Ale kto powiedział, że nie można sobie na ten temat pojęczeć?

    Nadesłane do Redakcji,
  • Dziewczyny Fibaka i kozetka szarlatana - dzisiejsze 'Wprost' podniosło mi ciśnienie lepiej niż kawa

    Dziewczyny Fibaka i kozetka szarlatana - dzisiejsze "Wprost" podniosło mi ciśnienie lepiej niż kawa

    Poniedziałkowe czytanie prasy różnej przyniosło już tekst Miss Olgu o paniach Grycan, a ja czytając "Wprost" (skusiła mnie afera Fibaka, przyznaję) natknęłam się na tekst o DDA. W pierwszej chwili ucieszyłam się, że akurat tak dobrze się wstrzeliłam z moim ostatnim wpisem, a potem troszkę mną zatrzęsło, gdy przeczytałam, że całe to DDA to szarlataneria i psychologiczna prostytucja. No jasne, niech się ludzie nie leczą, niech o siebie nie walczą. Bo po co?

    Kasia,
  • Proces asymilacji w urzędzie, czyli jak przyrosłam do biurka - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

    Proces asymilacji w urzędzie, czyli jak przyrosłam do biurka - korespondencja z Wydziału Odzyskiwania Zdrowego Rozsądku

    Kiedy zaczynałam pracę w urzędzie myślałam, że to będzie tylko na chwilę, że to taki przerywnik między kreatywnymi i ambitnymi, jak mi się wydawało, zajęciami. Zakładałam, że popracuję tam najwyżej trzy lata a potem znajdę coś innego w wyuczonym zawodzie, wyjadę do jakiegoś przyjemnego kraju położonego w okolicach zwrotnika koziorożca lub przynajmniej otworzę własną firmę. Po pół roku męki w absurdalnym wydziale udało mi się przenieść do nowo utworzonej komórki, gdzie wreszcie zaczęłam zajmować się naprawdę ciekawymi zagadnieniami, poznałam świetnych pełnych zapału i energii ludzi i wsiąkłam tam na amen.

    Biurwa,
  • Ja, DDA - dlaczego trzeba na ten temat rozmawiać?

    Ja, DDA - dlaczego trzeba na ten temat rozmawiać?

    Po liście od naszej Czytelniczki Ani oraz bardzo emocjonalnym tekście Agaty, o tym jak Dorosłym Dzieciom Alkoholików potrzebna jest terapia poczułam się wywołana do tablicy. Bo jestem DDA, ale na terapię się nie wybieram. Jednak chętnie podejmę temat.

    Kasia,
  • Autostopem przez galaktykę, czyli z pamiętnika beznadziejnej podróżniczki

    Autostopem przez galaktykę, czyli z pamiętnika beznadziejnej podróżniczki

    To za każdym razem wygląda tak samo: miało być dobrze, wyszło jak zwykle. O tym, że lecę wiedziałam od miesiąca. Było trochę czasu na spokojne zaplanowanie kilku rzeczy, zrobienie prania i wydrukowanie ściągi z adresami miejsc "koniecznie do odwiedzenia". Dlaczego więc jadę kompletnie nieprzygotowana z robionymi w taksówce zrzutami ekranu z tabletu i mokrymi ciuchami w walizce? Bo inaczej nie byłabym sobą.

    Natalia,
  • List od Ani: Mój chłopak Orbitrek - historia wzgardzonych uczuć

    List od Ani: Mój chłopak Orbitrek - historia wzgardzonych uczuć

    A tyle sobie człowiek obiecywał! Wierność! Uczciwość! Że Cię nie opuszczę codziennie rano i wieczorem albo chociaż rano albo chociaż wieczorem. Niestety, jak to ze związkami bywa, jedne przetrwają, inne nie. I tylko zawsze pozostaje pytanie, czy dało się jakoś ten związek uratować?

    Ania,
  • Dyskretne uroki blokowisk - alternatywne podróże miejskie

    Dyskretne uroki blokowisk - alternatywne podróże miejskie

    Moje upodobania turystyczne są dosyć specyficzne. Jako dziecko Śląska i Zagłębia, wyrwane w wieku przedszkolnym z okolic zdrowotnie niekorzystnych w rejon Wrocławia, nie zdążyłam znienawidzić industrialnych pejzaży. Wręcz przeciwnie, kojarzą mi się z ciepłem rodzinnego domu.

    Dominika,
  • Jesteś DDA i wiesz lepiej. Terapia? Jaka terapia?

    Jesteś DDA i wiesz lepiej. Terapia? Jaka terapia?

    List Ani, choć krótki, wzruszył mnie bardzo. Nie dlatego, że historia jest tak boleśnie smutna, a dlatego, że zawsze chce mi się płakać z radości gdy ktoś potrafi zadbać o swoją życiową szansę.

    Agata Połajewska,
  • List od Petroneli: Wolnoć  Tomku w swoim domku - rzecz o uciążliwych sąsiadach
  • Jak kulturalnie korzystać z toalety - poradnik dla zagubionych użytkowników

    Jak kulturalnie korzystać z toalety - poradnik dla zagubionych użytkowników

    Starzy górale, tacy jak ja, pamiętają pewno, że był przed laty serial "Ally McBeal" (tak, wiem: znałam też osobiście kilka dinozaurów, nim wyginęły). I jeden z bohaterów - ekscentryczny prawnik imieniem John - miał pilota, którym spuszczał wodę w biurowym kibelku, zanim zaryzykował wejście do kabiny. Niby dziwactwo, ale jakże mu czasem zazdroszczę!

    Kasia,